
W świecie, w którym networking bywa powierzchownym wymienianiem wizytówek, Klub Biznesu na Morzu zaprasza do czegoś więcej — do wspólnego doświadczenia. Tu nie chodzi o liczby, stanowiska czy nazwiska, ale o autentyczne relacje i biznesową synergię, która rodzi się pomiędzy jednym portem a drugim, na pokładzie statku. Przed nami kolejna wyprawa – Rejs po Wyspach Greckich z Neapolu, który wyrusza już 10 lipca 2025 roku. O idei tego przedsięwzięcia, jego wyjątkowości i nadchodzących planach rozmawiamy z założycielem Klubu – Rafałem Wiśniewskim.
Panie Rafale, Klub Biznesu na Morzu to niecodzienna forma networkingu. Skąd pomysł, by właśnie na wodzie łączyć ludzi biznesu?
Rafał Wiśniewski: Pomysł zrodził się z obserwacji. Przez lata uczestniczyłem w konferencjach, gdzie czas na realne poznanie drugiego człowieka ograniczał się do kilku minut podczas przerwy na kawę. Zdałem sobie sprawę, że prawdziwa rozmowa, a więc i prawdziwe zaufanie, wymaga przestrzeni i czasu. Morze daje jedno i drugie. Wspólny rejs to tygodniowy rytuał poznawania ludzi – nie przez pryzmat CV, tylko wartości, refleksji, wspólnych doświadczeń. Dopiero wtedy zaczyna się prawdziwy biznes.
W lipcu ruszacie z kolejnym rejsem. Tym razem kurs na Grecję. Co wyróżnia tę edycję?
Rafał Wiśniewski: Trasa jest absolutnie zjawiskowa – startujemy z Neapolu, przez Rzym, Mykonos, Kusadasi, Santorini i wracamy do Neapolu. Ale nie o widoki tu chodzi. Na pokładzie planujemy sesje networkingowe, prelekcje, przestrzenie do rozmów jeden na jeden. To wszystko w atmosferze, która sprzyja otwartości. A dla tych, którzy chcą jeszcze więcej – oferujemy możliwość przedłużenia podróży o trzy dni na Capri, zakończone Balu Książąt i Księżniczek. Nieprzypadkowo – bo na tych rejsach każdy czuje się wyjątkowo.
Kto uczestniczy w tych rejsach? To raczej młodzi przedsiębiorcy, czy doświadczeni gracze?
Rafał Wiśniewski:: Spektrum jest szerokie – od właścicieli rodzinnych firm, przez startupowców, aż po prezesów dużych spółek. Ale tu zacierają się różnice pokoleniowe czy branżowe. Wszyscy jesteśmy na równi – bez tytułów, bez barier. Mamy ludzi z branży finansowej, zdrowotnej, hotelarskiej, technologicznej. I to, co najważniejsze: wszyscy przyjeżdżają z intencją, by nie tylko zyskać kontakt, ale być wartością dla drugiego człowieka.
A co z efektami? Czy z tych spotkań naprawdę rodzą się współprace?
Rafał Wiśniewski: Już teraz mamy konkretne historie – firmy, które nawiązały współpracę po jednym wieczorze na pokładzie, wspólne projekty, a nawet inwestycje. Ale to nie są „szybkie deale”. Tu wszystko zaczyna się od rozmowy. Od poznania drugiego człowieka. To właśnie odróżnia nas od typowego networkingu – nie liczy się ilość, tylko jakość relacji. A to procentuje. I to wielokrotnie.
Wspomniał Pan o atmosferze. Co Pana zdaniem najbardziej ją buduje?
Rafał Wiśniewski:: Połączenie trzech rzeczy: otwartości uczestników, natury i struktury samego rejsu. Każdy dzień jest zaplanowany – są poranne spotkania, czas na wspólne zwiedzanie, ale i momenty na oddech. Wieczory często kończą się długimi rozmowami na tarasie, z winem i śmiechem. Znika stres, znika presja. Zostaje człowiek. A jak masz człowieka – to masz przyszłość w relacjach.
Jakie ma Pan marzenie dotyczące Klubu?
Rafał Wiśniewski:: By ten projekt był znany jako przestrzeń autentyczności. By ci, którzy tu przyjadą, wiedzieli, że zostawią za sobą nie tylko wizytówkę, ale też kawałek siebie. I że wyjadą z czymś znacznie większym – z inspiracją, z partnerem, z przyjacielem. Może z pomysłem na nowy kierunek w firmie, może z inwestorem. A może – po prostu z poczuciem, że byli we właściwym miejscu, z właściwymi ludźmi.
Dziękuję za rozmowę. I – jak mniemam – do zobaczenia na pokładzie?
Rafał Wiśniewski:: Zdecydowanie. Z Grecją w tle i biznesem w sercu.













