
Kia EV9 to nie tylko największy i najbardziej zaawansowany elektryczny model w portfolio koreańskiej marki. To flagowy SUV, który śmiało wchodzi na teren zarezerwowany dotąd dla motoryzacyjnych graczy z wyższej półki. Trzy rzędy siedzeń, nowoczesna technologia i mocny akcent na zrównoważony rozwój – wszystko to składa się na samochód, który aspiruje nie tylko do bycia alternatywą, ale i realną konkurencją dla segmentu premium.
Autor: Michał Garbaczuk
Bazująca na platformie E-GMP, znanej już z innych modeli koncernu Hyundai-Kia, EV9 nie ukrywa swoich aspiracji. Testowana wersja GT-Line przekracza 400 tys. zł – to kwota, która stawia ją obok rynkowych bestsellerów, czyli Mercedesa EQE SUV, Audi Q8 e-tron, Volvo EX90 czy Tesli Model X. Ktoś może powiedzieć, że jest droga, ale Kia gra tu o coś więcej niż tylko udział w rynku.
SUV z przyszłości
Stylistycznie EV9 mocno odcina się od typowej dla segmentu elektryków monotonii. Nadwozie jest muskularne, pełne wyraźnych, prostych linii i niemal architektonicznej precyzji. Charakterystyczna „cyfrowa twarz tygrysa” to ukłon w stronę futurystycznego designu, a jednocześnie zapowiedź kierunku, w którym podążać będą kolejne modele marki. Cyfrowy grill, pionowe reflektory i efektowne światła dzienne Star Map LED – animowane i świetnie widoczne – tworzą przód, który trudno pomylić z czymkolwiek innym.
W odmianie GT-Line dochodzą do tego sportowe akcenty: czarne relingi, przestylizowane zderzaki i charakterystyczne felgi. A mimo potężnych gabarytów (5010 mm długości, 1980 mm szerokości, 3100 mm rozstawu osi), opór powietrza udało się ograniczyć do współczynnika 0,28 – wynik godny pochwały.

Przestrzeń i pomysłowość
Wnętrze EV9 to kolejny mocny punkt. Przestronne, jasne, utrzymane w duchu nowoczesnego minimalizmu. Kia oferuje aż cztery konfiguracje drugiego rzędu siedzeń – od klasycznej kanapy po relaksacyjne lub obrotowe fotele. Te ostatnie można ustawić przodem do pasażerów trzeciego rzędu – idealne rozwiązanie na czas ładowania.
Standardowa konfiguracja 7-osobowa wciąż oferuje sporo elastyczności. Po złożeniu dwóch tylnych rzędów uzyskujemy aż 2318 litrów przestrzeni bagażowej. Na pokładzie nie zabrakło osobnej klimatyzacji z panelem w podsufitce, portów USB i uchwytów nawet dla pasażerów siedzących najdalej z tyłu. Komfort klasy „relaks” zostawiono jednak dla pierwszych rzędów.
Podwójny napęd, spory zasięg
W testowanej wersji EV9 napędzany był dwoma silnikami elektrycznymi (po 192 KM każdy), co przekłada się na łączną moc 384 KM i 700 Nm momentu obrotowego. Napęd AWD, prędkość maksymalna 200 km/h i przyspieszenie do „setki” w 5,3 s – całkiem nieźle jak na kolosa ważącego 2,6 tony.
Akumulator o pojemności 99,8 kWh może służyć nie tylko do napędzania kół. Opcja Vehicle to grid pozwala oddać energię innemu pojazdowi czy nawet zasilić dom. Producent obiecuje ponad 500 km zasięgu, ale w rzeczywistości – przy zużyciu na poziomie 26,5 kWh/100 km – realnie można liczyć na około 370 km. Biorąc pod uwagę możliwości konkurencji w tej kwestii możemy mówić o wyniku bardzo dobrym. Do tego ultraszybkie ładowanie 800 V robi różnicę – 15 minut wystarcza na uzupełnienie prądu na kolejnych 239 km.

Wygodnie, cicho, przewidywalnie
Prowadzenie EV9 to światowa ekstraklasa. Moc rozwijana jest w sposób niezwykle elegancki, dzięki czemu duży SUV jedzie dostojnie i z klasą. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo inżynierowie przyłożyli się do ustawienia poszczególnych parametrów. Przyspieszenie jest odczuwalne, ale nie męczy i nie powoduje dyskomfortu. W przypadku samochodów elektrycznych bowiem niezwykle ważne jest takie dostrojenie układu jezdnego, aby pasażerowie nie potrzebowali podczas jazdy wspomagaczy farmakologicznych. Układ kierowniczy jest precyzyjny, ale zaprojektowany tak, by zapewnić maksimum komfortu. Zawieszenie skutecznie niweluje nierówności, a nadwozie – mimo wysokości i masy – nie przechyla się przesadnie w zakrętach. Akustyka kabiny to klasa sama w sobie – podwójne szyby i dobre wyciszenie skutecznie izolują od hałasu z zewnątrz.
Technologia dla kierowcy i środowiska
W wersji GT-Line dostępny jest system autonomicznej jazdy poziomu 3. (Highway Driving Pilot), który pozwala prowadzić bez dotykania kierownicy – choć na razie tylko na niemieckich drogach. Mamy tu też Digital Key 2 z technologią UWB – czyli wirtualny klucz w smartfonie, którym można „podzielić się” z trzema innymi użytkownikami.
Kokpit zdominowany jest przez panoramiczny ekran – dwa 12,3-calowe wyświetlacze oraz dodatkowy 5,1-calowy panel klimatyzacji. Całość wygląda nowocześnie, ale nie przytłacza funkcjonalnością. Jako osoba zmieniająca samochody zawsze, gdy kończy się w nich paliwo lub prąd, jestem szczególnie narażony na fantazję projektantów pragnących zagrać ze mną w chowanego, czego efektem są poszukiwania poszczególnych funkcji w przepastnym menu. W Kia EV9 niemal natychmiast znalazłem wszystkie potrzebne ustawienia, a obsługa jest niemal intuicyjna.
Kilka słów muszę poświęcić wygodzie podróżowania. Fotele przednie to światowa ekstraklasa. Są obszerne, świetnie wyprofilowane, a także podgrzewane i wentylowane. Nie miałem najmniejszego problemu ze znalezieniem idealnej pozycji za kierownicą. Podobnie pasażerowie tylnego rzędu, którzy do dyspozycji mieli identyczny zestaw dwóch ultra wygodnych „tronów”. Testowany egzemplarz oferował dodatkowe 2 fotele w trzecim rzędzie, chowane w podłodze bagażnika. Także tutaj wygodnie będzie dwóm dorosłym osobom, co wcale nie jest takie oczywiste.

Więcej niż samochód
EV9 to nie tylko flagowy model – to także nośnik idei. Kia deklaruje rezygnację z naturalnej skóry na rzecz wprowadzenia obowiązkowych elementów z materiałów ekologicznych oraz wzrost udziału tworzyw z recyklingu do 20% już w 2030 roku. Kukurydza, trzcina cukrowa czy naturalne oleje to nie składniki dań fusion, ale surowce użyte w kabinie EV9. W tej klasie to wciąż coś rzadkiego i godnego odnotowania. Na koniec dodam, że Kia EV9, to smacznie skomponowane danie, które przypadnie do gustu nie tylko amatorom kuchni azjatyckiej.













