
Większość dostępnych na rynku elektryków próbują przekonać, że są „inne” lepsze, nowocześniejsze i bardziej świadome. Nasza bohaterka idzie w zupełnie inną stronę i nie chce się tłumaczyć z tego, że jest elektryczna. Ona po prostu chce być normalnym samochodem.
autor: Michał Garbaczuk
Klienci najwyraźniej kupili tę narrację, bo auto zgarnęło praktycznie wszystkie najważniejsze nagrody, w tym: Światowy Samochód Roku i Kobiecy Światowy Samochód Roku. Nie ma tu futurystycznych wygibasów ani udawania klasy premium. Jest za to wyraźna ambicja: zrobić auto na prąd, które w codziennym użytkowaniu nie będzie wymagało ciągłych kompromisów i mentalnych akrobacji. I w dużej mierze to się udało.

Te kształty mają sens
EV3 jest kanciasta, niemal surowa w formie, ale to nie jest stylistyczna prowokacja. To świadoma decyzja projektowa. Krótkie zwisy, wysoka linia dachu i niemal pionowa klapa bagażnika robią coś, czego dziś wiele aut się boi — stawiają funkcję ponad efekt „wow”. W mieście EV3 nie przytłacza gabarytem, ale kiedy zaparkujesz ją obok typowego crossovera segmentu B, szybko orientujesz się, że Kia gra raczej ligę wyżej. To auto wygląda na solidne. I dobrze.

Po zajęciu miejsca za kierownicą EV3 bardzo szybko przestaje się analizować, a zaczyna się po prostu jechać. Układ kokpitu jest czytelny, logiczny i — co dziś coraz rzadsze — nie próbuje robić rewolucji na siłę. Duże ekrany są tam, gdzie się ich spodziewasz. Sterowanie klimatyzacją nie wymaga doktoratu z interfejsów. Materiały? Nie premium, ale uczciwe. Twarde tam, gdzie mogą być twarde, miękkie tam, gdzie faktycznie dotykasz ich na co dzień. Jest jednak jeden element, którego do dziś nie rozumiem. Chodzi o wysuwaną część podłokietnika na konsoli centralnej, który do złudzenia przypomina kuchenną deskę do krojenia. Czyżby to „oczko” puszczone do użytkowników chcących zrobić sobie piknik podczas ładowania?
Największym zaskoczeniem jest jednak przestrzeń. EV3 daje poczucie auta większego niż wskazywałaby metryka. Z tyłu jest wystarczająco miejsca, by dorosły pasażer czuł się komfortowo, a bagażnik nie zmusza do gry w tetris przy każdym wyjeździe. Powiem więcej, zaskakuje swoją wielkością i ustawnością podczas pakowania.

Osiągi efektowne, ale bez szaleństw
Kia nie kombinuje. Jeden silnik, napęd na przód, 204 KM. I to w zupełności wystarcza. EV3 nie jest elektrycznym hot hatchem i nawet nie udaje, że nim jest. Przyspiesza płynnie, przewidywalnie, bez teatralnego „kopnięcia”, które po tygodniu zaczyna męczyć. W mieście jest żwawa, w trasie stabilna, a na drogach krajowych zachowuje się dokładnie tak, jak powinno auto rodzinno-codzienne. Układ kierowniczy nie próbuje być sportowy, zawieszenie stawia na komfort, a całość sprawia wrażenie dobrze zestrojonej całości, a nie zbioru elektrycznych podzespołów. W wersji z większym akumulatorem EV3 daje coś, czego wielu elektrykom wciąż brakuje: spokój psychiczny. Nie taki z broszury, tylko realny. Owszem, autostrada i wysoka prędkość potrafią szybko wyciągnąć energię z baterii, ale to nie jest auto, które karze za normalną jazdę. W codziennym użytkowaniu – większość w mieście, drogi lokalne, trochę ekspresówki — EV3 potrafi być zaskakująco rozsądna. Mówimy o zasięgach, które pozwalają planować podróż bez obsesyjnego zerkania na procenty i znikający zasięg. 300 kilometrów w trasie jest całkowicie realne, a to wystarczy, żeby co 3 godziny zrobić sobie przerwę na półgodzinny odpoczynek dla regeneracji i co za tym idzie – bezpieczeństwa.

Ładowanie w normie
EV3 nie bije rekordów mocy ładowania i nawet nie próbuje tego robić. To nie jest samochód dla kogoś, kto chce spędzać 15 minut na ultraszybkiej ładowarce i pędzić dalej. To auto dla tych, którzy ładują regularnie, planują postoje i oczekują przewidywalności. Krzywa ładowania jest sensowna, a przy większej baterii postój i tak nie boli tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. To kolejny przykład filozofii EV3: bez fajerwerków, ale też absolutnie bez rozczarowań.

Praktyczność i normalność
EV3 nie zmusza do reorganizacji życia. Nie wymaga zmiany przyzwyczajeń podczas przesiadki z auta spalinowego, poza ładowaniem baterii. Dzisiaj ładować auto można pod domem lub w centrum handlowym podczas robienia zakupów. Kia nie krzyczy: „musisz się do mnie dostosować”. I właśnie dlatego tak łatwo ją polubić. Ma bagażnik o sensownej pojemności i dodatkowy schowek na kable, dobrą widoczność oraz wszystkie systemy asystujące. Nie jest najbardziej ekscytująca, nie jest najszybsza, nie ładuje się najszybciej. Ale jako całość jest zaskakująco kompletna. To elektryk dla ludzi, którzy nie chcą być pionierami ani ambasadorami technologii, a chcą po prostu wsiąść, pojechać i nie myśleć co chwilę o tym, że jadą autem „na prąd”.













