
Grzegorz Pawlyta, wspólnik zarządzający i dyrektor techniczny Huzap Sp. z o.o., opowiada o tym, jak jego pasja elektroniczna przekształciła się w zawód i pomogła mu zbudować firmę
Zacznijmy od wątku śląskiego – jest pan współwłaścicielem firmy, która działa w Polsce i w Niemczech. Pan mieszka w Piekarach Śląskich, a Martin Schkrobol, pański wspólnik i przyjaciel ze szkolnej ławy, w Hennef koło Bonn.
Obaj jesteśmy rodowitymi Ślązakami. Pochodzę ze Świętochłowic, z tradycyjnej, górniczej rodziny. Jako dziecko spędzałem wiele czasu z dziadkami, którzy mieszkali w familoku. Podobnie jak wielu Ślązaków w latach 80. myślałem o wyjeździe na Zachód. Nie do Niemiec, tylko do Anglii, gdzie miałem rodzinę, ale odwiodła mnie od tego żona. Zawsze interesowała mnie elektronika. Wyłapywałem różne nowinki. Kiedy w jednej z paczek od angielskiej rodziny znalazłem czasopismo „Practical Electronics”, poczułem się, jakbym odkrył skarb. Choć marzyłem o innej szkole, trafiłem do technikum mechanicznego w Bytomiu, gdzie w ograniczonym stopniu mogłem realizować swoją pasję, ale – co ważne – zaprzyjaźniłem się z Marcinem. Po maturze znalazłem pracę w katowickim Instytucie Systemów Sterowania, który produkował komputery MERA-80 wielkości biurka, z dyskietkami ośmiocalowymi. Po kilku miesiącach zostałem wcielony do wojska. Następnie, chociaż ojciec zawsze mnie od tego odwodził, podjąłem pracę w kopalni. Nie zostałem jednak górnikiem, tak jak mój dziadek, który zginął pod ziemią, ale pracowałem w dziale łączności. Później zostałem konserwatorem dyspozytorni i systemów automatyki w szybach.
Kiedy ponownie spotkał pan Martina Schkrobola?
Mieliśmy utrudniony kontakt przez kilka lat, od czasu gdy w latach 80. zdecydował się zostać w Niemczech. Znalazł tam zatrudnienie w FIX Steimel. W latach 90. kilka razy namawiał mnie na współpracę z tą firmą. Kiedy się już zgodziłem, pojechałem do Hennef koło Bonn, na szkolenie. W tym samym czasie FIX sprzedał jednej z polskich firm maszynę pakującą, a ja otrzymałem zadanie, żeby ją uruchomić. Działo się to w Plancie przy białoruskiej granicy, w miejscu pozbawionym wówczas łączności ze światem, więc byłem zdany tylko na siebie. Nie było łatwo, ale lubię wyzwania natury technicznej. Po kilku latach wspólnie z Marcinem postanowiliśmy założyć firmę specjalizująca się w sprowadzaniu części zamiennych do maszyn. Następnie zaczęliśmy dostarczać do Niemiec elementy metalowe i inne podzespoły, które można było taniej wyprodukować w Polsce.
Była to doskonała baza, by uruchomić spółkę, którą kieruje pan obecnie razem z Martinem Schkrobolem.
Zbiegło się to w czasie z zaprzestaniem produkcji przez FIX Steimel. Marcin założył w Niemczech firmę Huzap, którą z jej polskim odpowiednikiem łączy taka sama nazwa i wspólne cele biznesowe, ale z formalnego punktu widzenia są to dwie oddzielne spółki. Zdecydowaliśmy się na podobny profil działalność jak FIX, który specjalizował się w produkcji maszyn pakujących oraz w instalacjach technologicznych i magazynowych dla przemysłu chemicznego, tworzyw sztucznych i gumy. Polski Huzap wytwarza podzespoły metalowe – zbiorniki i inne konstrukcje. Ważną rolę odgrywa nasz dział montażowy, który prowadzi prace w kraju i za granicą. Od ponad 20 lat osobiście nadzoruję instalacje i uruchomienia maszyn. Ma to jeden minus – sporą część roku spędzam poza domem.
W jakich miejscach prowadził pan instalacje?
W całej Polsce, ale też w krajach bałtyckich, w Ukrainie i na Białorusi. Najdalsze moje wyjazdy dotyczyły Indii, gdzie byłem cztery razy. Miesiąc temu wróciłem z Omanu. Spędziłem tam trzy tygodnie w firmie produkującej poliester, materiał, z którego wytwarza się plastikowe butelki. Uruchamiałem system do transportu recyklatu ze zmielonych używanych butelek, który wykorzystywany jest do produkcji nowych. Jest to ciekawy sygnał pokazujący, że inwestycje proekologiczne prowadzone są nie tylko w Europie.
Egzotyka to wartość dodana w pańskiej pracy?
Brakuje mi czasu na zwiedzanie, ale za to widzę zupełnie inne rzeczy niż turyści. Mogę obserwować normalne, codzienne życie w krajach o innej kulturze niż nasza. Będąc w Omanie, miałem tylko dwa dni wolne. Odwiedziłem m.in. malowniczą plażę, ale nawet nie wszedłem do morza, ponieważ fale miały cztery metry wysokości. Co ciekawe – wśród pracowników dominowali nie Arabowie, lecz Hindusi.
rozmawiał Zbigniew Heinrich
Nie tylko praca…
Grzegorz Pawlyta
Wypoczynek › Bardzo lubię Chorwację, zwłaszcza przepiękne wyspy. Jeździmy tam z żoną co roku od wielu lat. Na Korčuli jesteśmy witani jak starzy znajomi, mamy tam przyjaciół. Zawsze wyjeżdżamy wiosną lub jesienią, ponieważ w lecie jest zbyt wielu turystów.
Kulinaria › Lubię lekko orientalną kuchnię. Z dalekich krajów przywożę różne nietypowe przyprawy. Kiedy jestem w Chorwacji, zawsze zamawiam owoce morza.
Hobby › Elektronika. Od dawna planuję zrobić sobie w domu mały warsztat, w którym mógłbym naprawiać i modernizować różne rzeczy.
Motoryzacja › Cenię markę Volvo. Obecnie jeżdżę modelem XC90. Wcześniej używałem V90 Cross Country, który świetnie sprawdzał się w terenie. To auta służbowe. Prywatnie mam XC60.
Sport › Jeżdżę na rowerze, zawsze po ścieżkach dla jednośladów. Podczas wakacji dużo pływam.
grzegorz.pawlyta@huzap.pl













