BMW M235 Gran Coupe – miejski atleta – test redakcyjny

Czy BMW z przednim napędem, zamiast klasycznego na tył, jest jeszcze godne noszenia logo z wirującym śmigłem? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam, ale aby zadowolić purystów BMW równocześnie z modelami podstawowymi wprowadziło na rynek wersję M235 z napędem na obie osie.

Michał Garbaczuk

Słyszałem już głosy, że świat się kończy, że nowa „jedynka” nie jest już godna noszenia miana prawdziwego BMW, bo wyposażono ją w przedni napęd, podobnie jak nową serię 2, która do niedawna kojarzyła się wyłącznie z ekstremalnie precyzyjnym w prowadzeniu małym coupe z tylnym napędem. Cóż, nastają ciężkie czasy dla motoryzacji i moim zdaniem przedni napęd w BMW jest najmniejszym problemem. W moje ręce trafił jednak egzemplarz, który zdaje się ratować sytuację i jeśli ktoś powie o M235, że to nie jest prawdziwe BMW, to chyba żaden z obecnie dostępnych w sprzedaży modeli nim nie jest. Ale wracając do naszego bohatera. Napęd xDrive, 300 koni mechanicznych, sportowe i obniżone zawieszenie z regulacją twardości i układ wydechowy wydobywający z siebie bliżej nieokreślone dźwięki udowadniają, że mam do czynienia z czystej krwi bawarską zabawką dla dużych chłopców.

Sylwetka nowej serii 2 Gran Coupe znacznie zmieniła się w porównaniu do poprzedniczki. Naturalnie auto pozostało sedanem, ale ostre rysy nadwozia i wyraźne przetłoczenia linii bocznej nadają jej wyrazistego charakteru. BMW przestraszyło nas ostatnimi laty ogromnymi grillami, które stały się nie tylko znakiem rozpoznawczym bawarskiej marki, ale też tematem zażartych męskich dyskusji. Dwójka stylistycznie nawiązuje bardzo do najnowszej serii 3, zachowała jednak swój mały zadarty „nosek”. Przestylizowane zderzaki nadają M235 agresji, a dopełnieniem całości są dokładki i elegancki spojler tylnej klapy.

Wnętrze to także nowa jakość. Ostre linie przecinają się na desce rozdzielczej nadając jej sportowego sznytu. Sama deska skupiona jest w stronę kierowcy, co jest dziedzictwem i znakiem rozpoznawczym BMW. Fotele kubełkowe mają zintegrowane zagłówki i nie pozostawiają kierowcy i pasażerowi wielkiej swobody ruchu. Ich zadaniem jest utrzymanie pasażerów „w siodle”, podczas zabawy na torze i choć nie pozbawione są komfortu, to jednak tej „przyprawy” dodano jedynie szczyptę. Jeśli więc siłownia nie jest waszym drugim domem, a słowo „fit” znacie tylko z opakowania płatków śniadaniowych, możecie się rozczarować ilością miejsca.

Tu wszystko podporządkowane jest emocjom. Z tyłu jest dobrze, a nawet bardzo dobrze w porównaniu z poprzednikiem, ale najwygodniej będzie tam waszym koleżankom z Zumby. Każde BMW ma wnętrze szyte na miarę, a M235 jest tego idealnym przykładem. Zwiększyła się za to o 20 litrów pojemność bagażnika. Niby niewiele, ale w kompaktowym aucie możliwość przewiezienia dodatkowej torby jest na wagę złota. Doskonale gra system audio Harman Kardon, a to tylko wstęp do możliwości multimediów, jakie zainstalowano w aucie. Stałe połącznie z internetem pozwoliło na zastosowanie zupełnie nowych rozwiązań. Dziś podstawą naszego funkcjonowania jest smartfon, który jest naszym oknem na świat, drugim życiem, mobilnym biurem czy bankiem. Dlaczego więc nie mógłby być kluczykiem do auta? BMW serii 2 otworzyć możemy teraz przykładając telefon do klamki drzwi, a także wysłać dostęp do naszego samochodu innej osobie. Mało? To wyobraźmy sobie taką sytuację. Wjeżdżamy w wąską uliczkę w poszukiwaniu miejsca parkingowego. Na jej końcu okazuje się, że wolnego miejsca nie ma. Wrzucamy bieg wsteczny i nagle ta wąska uliczka staje się jeszcze węższa. Co zrobić w takiej sytuacji? Wypadałoby poprosić kogoś o pomoc. W BMW wystarczy nacisnąć przycisk, a samochód sam wycofa po swoich śladach, bo zapamiętał ostatnie 50 metrów naszej drogi. Faktycznie świat się kończy!

Najważniejsze jest jednak to, co kryje się pod nadwoziem. Dwulitrowy, doładowany motor benzynowy generuje fantastyczne 300 koni mechanicznych, gotowych katapultować najmniejszego sedana BMW w każdej sytuacji i w każdych warunkach. Sprint do 100 km/h zajmuje 4,9 sekundy, a auto rozpędza się do 250 km/h i gdyby nie elektroniczna blokada, dałoby się dodać do tego wyniku jeszcze dwie lub 3 dziesiątki. Samochód zachowuje się przy tym bardzo stabilnie, choć twarde zawieszenie nie predysponuje M235 do miana króla autostrad. Zupełnie inaczej jest natomiast, gdy nagle znajdziemy się na wąskiej, krętej drodze, gdzieś w okolicach Mrągowa. Tu małe BMW pokazuje, do czego zostało stworzone. Zapas przyczepności jest tak duży, że nie ma mowy o jakiejkolwiek nad- czy podsterowności. Samochód jedzie jak przyklejony, a zabawa jest fantastyczna. Bardzo precyzyjny układ kierowniczy pozwala czuć się bardzo pewnie, bo auto jedzie dokładnie tam, dokąd chce kierowca. Odczucia potęguje dodatkowo sportowy układ wydechowy. Każde odpuszczenie gazu, każda redukcja biegu, wywołują strzały i serie uderzeń dopalanego paliwa. Muszę powiedzieć, że BMW M235 przyciśnięte do muru brzmi jak rasowa wyścigówka i to jest fantastyczna informacja, bo auto przekonuje do siebie zarówno wyglądem, prowadzeniem, jak i efektami dźwiękowymi. Nie wiem tylko, dlaczego producent nie wyposażył „Dwójki” w uchwyty dla pasażerów. Jeśli to robota księgowych, to interweniowali nie w tym miejscu…

I jeszcze zdanie na temat kończącego się świata i zdrady wartości. W M235 świat dopiero się zaczyna i liczę na to, że to auto jest zapowiedzią ekstremalnej wersji M2, której mam nadzieję się doczekamy. Nadwozie i zawieszenie mają w sobie bardzo duży potencjał i z pewnością poradzą sobie z dodatkową setką koni mechanicznych. Przyszłość jest jednak jeszcze nieodgadniona, ale już dziś mogę powiedzieć, że M235 jest obecnie jednym z najciekawszych małych sedanów na rynku.