
Pojawia się na naszej drodze trochę jak gość z daleka, który mówi spokojnie, bez podnoszenia głosu, a po pięciu minutach orientujesz się, że warto go posłuchać. Chińska motoryzacja wciąż budzi emocje, ale ten samochód nie ma zamiaru nikogo przekonywać agresywnym marketingiem. On po prostu… jest. I to jest jego największa siła.
Autor: Michał Garbaczuk
Za B70 stoi koncern FAW, czyli jeden z filarów chińskiego przemysłu motoryzacyjnego, który co ciekawe, odpowiada w Chinach za produkcję dla Volkswagena. W praktyce oznacza to, że pewne rozwiązania techniczne nie są tu dziełem przypadku. W ofercie znajdziemy nawet jednostkę 1.5 TSI sprzężoną z 7-biegową, dwusprzęgłową skrzynią DSG. Nasz egzemplarz testowy poszedł jednak inną drogą: wyposażono go w benzynowe 2.0 i klasyczny automat o sześciu przełożeniach.

Spokojna siła
To zestaw z kategorii „bez nerwów”. 218 KM nie robi tu show na światłach, ale z dużą, rodzinną limuzyną radzi sobie dokładnie tak, jak powinien. Bestune B70 nie zrywa asfaltu, za to daje poczucie solidnego zapasu mocy i spokoju, czyli tego tego samego, którego dziś wielu kierowców szuka bardziej niż sprintów spod świateł.
Na rynku B70 mierzy się z legendami pokroju Skody Superb czy Toyoty Camry. I trzeba uczciwie powiedzieć: w kwestii przestronności oraz jakości wykonania wstydu nie ma absolutnie żadnego. Wrażenia zza kierownicy? Jakbym prowadził dobrą japońską, tylko z poprzedniej albo jeszcze wcześniejszej generacji. I nie, to nie jest przytyk. To wręcz komplement dla tych, którzy tęsknią za motoryzacją mniej nadopiekuńczą.

Auto, które nie poucza
Bestune B70 nie zasypuje kierowcy ostrzeżeniami, nie strofuje za każdy rzut oka w bok i nie próbuje wychowywać. Jedziesz, a samochód ci w tym nie przeszkadza. Prowadzenie na trasie jest neutralne, przewidywalne, pozbawione nerwowości. Auto po prostu jedzie tam, gdzie mu każesz, i robi to z godnym podziwu spokojem.
Miałem okazję testować B70 w styczniowych mrozach i muszę przyznać, że w takich warunkach potrafi zaskoczyć bardzo pozytywnie. Nawet reflektory, często traktowane przez producentów po macoszemu świecą wzorowo: dobry rozkład światła, odpowiednia jasność i zero stresu na ciemnych odcinkach drogi.
Wnętrze bez skrzypienia
Materiały wykończeniowe i spasowanie zasługują na osobny akapit. Nic nie trzeszczy, nic nie udaje, a elementy konsoli sprawiają wrażenie przyspawanych do konstrukcji. Bagażnik? Jak na tak dużą limuzynę mógłby być nieco większy, zwłaszcza jeśli ktoś zna możliwości Superba czy Camry. Ale to już czysto subiektywne narzekanie z kategorii „wiem, że da się więcej”.

Teraz się czepiamy
Podgrzewanie foteli ma tylko dwa stany: grzeje i nie grzeje. A kiedy grzeje, robi to naprawdę. Zimą bywa to zaletą, ale po kilku minutach można odnieść wrażenie, że producent chciał sprawdzić odporność kierowcy na wysoką temperaturę.
Druga rzecz to multimedia. I tu trzeba być uczciwym: tego systemu w tej formie nie powinno być w samochodzie, który z ceną około 119 tys. zł ma realne szanse na status rynkowego hitu. Brak RDS i problemy z obsługą radia w trasie to coś, co w 2026 roku ociera się o dyskwalifikację. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że wersje, które trafią do klientów dostaną już systemy z obecnej epoki, więc ten temat zostawmy z gwiazdką i nadzieją na szybkie poprawki.
LPG? Proszę bardzo
Na ogromny plus zasługuje za to instalacja LPG. Realny zasięg w okolicach 1000 km brzmi dziś niemal egzotycznie. Butla sprytnie ukryta w miejscu koła zapasowego, wlew pod klapką paliwa, a przełączanie między benzyną a gazem – niezauważalne. Silnik 2.0 współpracuje z instalacją wzorowo, bez protestów i bez zmiany charakteru auta.

Podsumowanie
Bestune B70 to samochód dla ludzi, którzy chcą jeździć, a nie debatować z autem o stylu prowadzenia. Spokojny, przestronny, solidnie wykonany i zaskakująco dojrzały. Nie próbuje być futurystycznym gadżetem, tylko normalną, dużą limuzyną. I właśnie dlatego może się wielu kierowcom bardzo spodobać.












