Żegnaj szefie

34

W brazylijskiej firmie Semco każdy pracownik ma co pół roku rozmowę o swojej pensji. Jeśli poprosisz o zbyt mało, to szef niechybnie da… podwyżkę! Jednak marny los wtedy, gdy załoga uzna, że chcesz zarabiać za dużo.

W biurze są dwie recepcjonistki, ale nikt nie wie, która z nich będzie jutro rano w pracy, bo dziewczyny same ustalają grafik dyżurów. W firmie nikt nie ma własnego biurka, a problemy rozstrzyga się tam, gdzie akurat jest wolne miejsce.

W Semco nie obowiązują godziny pracy. Kiedy nie ma zamówień na produkcję, to robotnicy zostają w domu, lecz jeśli wymaga tego sytuacja – wracają do fabryki nawet w niedzielę.

Zespół wybiera sobie szefa, którego głównym zadaniem jest dbanie o płynność zatrudnienia. Każdy z pracowników ma udział w zyskach firmy. Załoga pozbywa się więc ludzi nastawionych jedynie na spełnianie własnych korzyści, albo nieproduktywnych.

dgray_xplane-via-foter-com-cc-by-nd

Gdy w 1982 roku Richard Semler, w wieku 21 lat, od ojca przejął firmę, to w Brazylii panował kryzys. Junior zaczął od zwolnienia 2/3 menedżerów wychodząc z założenia, że jeśli 1/3 czasu pracy szefa zajmuje dyscyplinowanie i kontrola pracowników, to znaczy, że co trzeci menedżer jest niepotrzebny. Utopia? Bynajmniej.

Młody Semler równocześnie wdrożył program naprawczy – załoga zgodziła się na obniżkę pensji o 30 procent w zamian za udział w zyskach, których wówczas w Semco jeszcze nie było. Nowi wspólnicy zaczęli bardziej przykładać się do pracy oraz przyglądali się dwa razy każdemu wydanemu realowi. Po dwóch miesiącach zanotowano pierwsze zyski, ale to był dopiero początek rewolucji. Kiedy Semler senior był skoncentrowany na tradycyjnej działalności firmy, czyli produkcji komponentów do statków, to jego syn największą szansę widział w nowych projektach. Na początek pozwolił trzem z inżynierów założyć Nucleus of Technological Innovation, która miała być inkubatorem innowacji. Okazało się to strzałem w dziesiątkę! W 1982 roku Semco miało 4 mln dolarów przychodów, dwa lata później do kasy wpływało już 35 mln, a w 2003 aż 212 milionów. W tym samym okresie zatrudnienie wzrosło z 90 do 3000 osób.

Przykładów zarządzania bez etatowych szefów jest znacznie więcej. Chociażby słynna nowojorska Orpehus Chamber Orchestra, laureatka nagrody Grammy, która nie zatrudnia dyrygenta – tę rolę pełnią rotacyjnie „klarnety”, „waltornie” oraz „smyczki”.

zappos1

Albo Zappos, jedna ze spółek giganta internetowego Amazon, sprzedająca buty przez internet. Pracownicy dostają codziennie raport z działań firmy wraz z informacją jak te wyniki mają się do wyznaczonego celu. Również biuro Zappos jest zaaranżowane w sposób demokratyczny – każdy, od stażysty do prezesa, siedzi w takim samym pomieszczeniu. No i trzeba wiedzieć, że to nie warzywniak na rogu, ponieważ spółka Zappos zarabia 1 miliard dolarów rocznie i jest notowana na liście Worldblu, gdzie prowadzi się ranking najbardziej egalitarnych przedsiębiorstw na świecie!

Mimo rozwoju Semco niewiele biznesów poszło tą drogą, a przecież „zarządzanie” jest w czołowej piątce wśród najpopularniejszych kierunków wybieranych przez polskich studentów.

 

Artykuł pochodzi z magazynu Aperitif oraz czytaj więcej na aperitif.pl