Zarobić na biomasie ze… słomy

46

  Dariusz Maciński, założyciel i prezes zarządu spółki Woodwaste w Przytocznej, opowiada o tym, jak w małej miejscowości w województwie lubuskim można rozwinąć biznes na skalę ogólnopolską

Manager: Koniunktura na rynku energii odnawialnych nie jest stabilna ze względu na ciągle zmieniające się regulacje. Da się na tym jeszcze zarobić?
Dariusz Maciński: Moda na alternatywne źródła energii w naszym kraju trwa od dłuższego czasu, ale każde z nich ma swoje wady i zalety. Zacznijmy od ogniw fotowoltaicznych, które akurat w Polsce, gdzie słońce świeci intensywnie co najwyżej trzy miesiące w roku, wcale nie są tak opłacalne kosztowo jak się wydaje, chociażby ze względu na konieczność posiadania zapasowych źródeł energii na wypadek niepogody. Podobnie jest z elektrowniami wiatrowymi i na tym tle dużo lepiej prezentuje się biomasa, której dostępność w dużo mniejszym stopniu zależy o warunków pogodowych.

Manager: Dlatego postawił pan właśnie na nią?
Dariusz Maciński: To nie do końca prawda, ale zacznijmy od początku. Mam 46 lat, skończyłem AWF w Gorzowie Wielkopolskim, mam też zaliczonych kilka semestrów prawa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ale już dawno postawiłem na prowadzenie działalności gospodarczej w moim rodzinnym województwie lubuskim i na dzień dzisiejszy jestem tu właścicielem kilku firm o różnym profilu działalności. Zaczynałem w 1997 r. od prowadzenia działalności transportowej, ale spółkę Woodwaste, której podstawowym celem było zaopatrywanie sektora energetycznego w biomasę drzewną, czyli tzw. pellet, założyłem dopiero w 2006 r. Pierwszymi naszymi klientami zostały wtedy ZE PAK oraz Elektrownia Rybnik (obecnie EDF Paliwa).

Problem z pelletem drzewnym, który jest bardzo popularny w USA czy Kanadzie, polega na tym, że produkuje się go z trocin, a ten rynek jest akurat w Polsce całkowicie nieprzewidywalny. Mając doświadczenie także w produkcji rolnej po niedługim czasie wpadłem na pomysł, żeby zacząć produkować agropellet ze… słomy, która jest tylko trochę gorsza energetycznie od drewna (z tony słomy daje się wyprodukować 15,5 GJ energii, a z tony trocin – 16,5 GJ), ale za to nie ma problemu z jej pozyskaniem. Klientów może jedynie odstraszać konieczność instalowania specjalnych pieców do spalania biomasy, które są dużo droższe od gazowych, ale i tak taka inwestycja na skalę przemysłową pod 4 MW energii powinna się zwrócić w czasie krótszym niż 4 lata. Za agropelletem przemawia dodatkowo to, że gaz jest paliwem chimerycznym, które dziś jest, a za 5 lat może go w ogóle nie być. A biomasy nigdy nie zabraknie…

Uzbrojeni w taką wiedzę uruchomiliśmy produkcję agropelletu w 2008 r. w Przytocznej w województwie lubuskim i był to strzał w dziesiątkę, bo na polskim rynku byliśmy wtedy prekursorem, a do tego na miesiąc przed uruchomieniem zakładów wprowadzono rozporządzenie o tzw. biomasie agro. I tak to się zaczęło.

Manager: Ale do tego potrzeba przecież maszyn, których na polskim rynku nie było. Sami je wyprodukowaliście?
Dariusz Maciński: W pewnym sensie – tak. Bardzo zbliżone do naszych potrzeb znalazłem we Włoszech, gdzie są powszechnie stosowane do produkcji zielonego pelletu, a moi inżynierowie przerobili je tak, by mogły służyć do produkcji agropelletu. Nasze zakłady uchodzą za jedne z najbardziej nowoczesnych w Europie, przy czym cała produkcja jest zautomatyzowana i z najmniejszą emisją pyłów.

Już w pierwszym roku sięgnęła ona 46 tys. ton, a liczba klientów poszerzyła się o PGE ZEDO SA (obecnie PGE GiEK SA) i PKE SA (obecnie Tauron) oraz o Dalkia Polska (obecnie Veolia Energia Polska SA) w roku kolejnym. Ponieważ biznes ten cały czas rozwijał się bardzo dynamicznie, w 2010 r. uruchomiliśmy kolejną fabrykę w Słońsku, a w 2012 r. – w Jordanowie Śląskim. W tym czasie powstały trzy inne fabryki, działające na zasadach franczyzy. W efekcie całkowita wielkość produkcji wzrosła do 150-200 tys. ton, przynosząc przychód w wysokości ok. 100 mln zł rocznie i byłby to świetlany biznes, bo produkowaną przez nas biomasą były zainteresowane nie tylko elektrownie, ale też mleczarnie, hotele czy baseny miejskie, gdyby nie załamanie rynku w 2013 r. Było ono spowodowane zwiększeniem przez poprzedni rząd dopłat do instalacji słonecznych i elektrowni wiatrowych oraz ich ograniczeniem do instalacji wykorzystujących biomasę, co spowodowało, że zainteresowanie tymi ostatnimi przestało rosnąć. Chociaż wyprodukowanie 1 MW energii za pomocą ogniw fotowoltaicznych kosztuje 700 zł, za pomocą elektrowni wiatrowej – 450 zł, a za pomocą biomasy – tylko 250 zł. Nie mówiąc o zwiększonej ochronie środowiska w porównaniu do produkcji energii za pomocą węgla, kiedy to uwalnia się do atmosfery 2 razy więcej CO2 niż przy wykorzystaniu biomasy.

Manager: Udało się zdywersyfikować ofertę?
Dariusz Maciński: Tak, ale tylko dlatego, że zacząłem o tym myśleć rok wcześniej, zanim doszło do kryzysu. Rozwiązaniem okazało się wprowadzenie do oferty już na początku 2014 r. wyściółki dla zwierząt hodowlanych, przede wszystkim dla drobiu i koni, rok później pelletu konsumpcyjnego do instalacji przydomowych, a w tym roku, który ponownie okazał się kryzysowy dla rynku biomasy, wyściółki dla małych zwierząt domowych, np. kotów. Wszystko to jest także produkowane ze słomy, przy czym proces produkcyjny jest tak dopracowany, że są one niemal sterylne i zwierzęta je uwielbiają. I chociaż na razie sprzedaż wyściółki przynosi tylko 15 proc. naszych przychodów ogółem to uważam ten obszar działalności za najbardziej perspektywiczny. Do dziś naszymi wyściółkami dla zwierząt domowych zainteresowały się już dwiewielkie sieci supermarketów w Niemczech i we Francji, a to daje dobre perspektywy na przyszłość.

Manager: Czyżby przestał pan wierzyć w biomasę?
Dariusz Maciński: Wręcz przeciwnie. Uważam, że do 2030 r. będzie ona miała 50-procentowy udział w sprzedaży energii ze źródeł odnawialnych, ale ja osobiście nie chciałbym się uzależniać tylko od dostaw do spółek Skarbu Państwa z sektora energetycznego. Bo nawet gdybym zdominował ten rynek w 100 proc., to wystarczy jedna nowa ustawa, żebym został z niczym.

Manager: Ale samą wyściółką dla zwierząt świata pan nie zawojuje?
Dariusz Maciński: Oczywiście, tym bardziej, że promującsię przez stronę internetową zachęciliśmy konkurencję do działania i ponieważ rynek szybko się nasycił, musieliśmy zacząć pracować nad kolejnymi pomysłami, na co by jeszcze można było przerobić słomę. Jednym z nich jest produkcja samoistnego paliwa do samochodów z silnikiem Diesla oraz węgla biologicznego, co już opatentowaliśmy po założeniu joint- -venture ze spółką niemiecką. Mieliśmy problemy z odsiarczaniem paliwa oraz przetwarzaniem olei przepracowanych, ale udało się je pokonać na etapie prac laboratoryjnych. Pierwszą linię produkcyjną chcemy uruchomić na początku 2017 r. i jeśli się uda, będzie to ukoronowaniem naszej przygody z biomasą.

Kolejny pomysł to opracowanie technologii pozyskiwania ze słomy jednego z pierwiastków na potrzeby przemysłu kosmetycznego. Prace idą w dobrym kierunku i może już niedługo będziemy produkować kosmetyki, ale na razie nic więcej nie mogę powiedzieć. A wokół wszystkiego, co produkujemy ze słomy, chcemy zbudować społeczność w oparciu o działania crowdfundingowe. Zebrane pieniądze chcemy przeznaczyć na cel charytatywny licząc przy okazji na to, że pozyskana społeczność zostanie przy nas i naszych produktach.

Manager: Z pozyskiwaniem kadr nie miał pan nigdy problemów?
Dariusz Maciński: Na etatach zatrudniam ok. 300 pracowników z okolicy i mam do nich stuprocentowe zaufanie. Kandydatów do pracy nie ma tu za dużo, bo wielu z tych, którzy wyjechali na studia, już tu nie wróciło. Inżynierów i specjalistów zatrudniam do działań celowych i nie mam z tym problemu. W radzie nadzorczej mam z kolei kilku profesorów z Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, bo lubię się wspierać wiedzą. Podobnie jak działalnością CSR, w ramach której pomagam wielu lokalnym organizacjom. Sponsoruję też sport, np. mistrza Polski na żużlu, drużynę Stali Gorzów, oraz półmaratony, które organizuję w pobliżu naszych zakładów.

Manager: Myślał pan o wejściu na GPW?
Dariusz Maciński: Nie, żadna z moich spółek nie jest nawet akcyjna. Różne fundusze inwestycyjne chciały nam „pomóc”, ale nie byłem zainteresowany. Budowę zakładów finansowałem z kredytów, które uzyskiwałem od banków spółdzielczych, za co im jestem wdzięczny. W ciągu siedmiu lat zaciągnąłem je na kwotę 70 mln zł, ale wszystkie są już spłacone. Warto w tym miejscu wspomnieć, że chociaż jesteśmy spółką technologiczną, ja sam nie mam smartfona, tylko starą Nokię, nie używam komputera, a moją pocztę elektroniczną odbiera na swoim komputerze jedna z moich asystentek. I może dlatego mam więcej czasu na myślenie o rozwoju własnego biznesu…

Manager: Są tacy, którzy panu zazdroszczą?
Dariusz Maciński: Zdarza się. Ostatnio ktoś podpalił moje nieruchomości, zostałem też wciągnięty w sprawę, która trafiła nawet do programu Elżbiety Jaworowicz „Sprawa dla reportera” i rozpisywały się o niej gazety. Nadal kocham jednak ziemię lubuską, chociaż od pewnego czasu pół roku w ciągu roku spędzam z rodziną na Florydzie, gdzie moje dzieci chodzą do szkoły. Z powodu prowadzenia biznesu muszę dużo podróżować, ale to lubię, mimo że jestem po dwóch poważnych wypadkach samochodowych i mam zmiażdżone kompresyjnie 8 kręgów kręgosłupa.

Co lubi Dariusz Marciński?

Pióro Montblanc

Ubranie garnitury tylko od Rage Age i Patricka Hellmanna, a generalnie styl młodzieżowy: bluzy, dżinsy i adidasy

Kuchnia hiszpańska, a potem włoska

Restauracje w stolicy Warszawa Wschodnia, na świecie steki w Wolfgang’s Steakhouse w Nowym Jorku i owoce morza w Passadis del Pep w Barcelonie

Wakacje latem zawsze w Polsce nad Bałtykiem i w górach, zimą, od kiedy każdego roku pół roku spędza z rodziną na Florydzie, musi się jednak obyć bez nart

Samochód Audi A8 L

Hobby turystyka kulinarna, zwiedzanie świata, ale bez przewodnika w ręku, jazda na rowerze, basen, sauna, czytanie książek z wyłączeniem biznesowych, np. fantastyka, ale ostatnio także literatura faktu – trylogia amerykańska Philipa Rotha oraz wszystkie książki Marka Wałkuskiego, korespondenta Polskiego Radia, który, wydaje się, podobnie jak on jest zakochany w USA – zarówno w ludziach, jak i kulturze