Wirus nienawiści

Rzecznik Praw Obywatelskich bije na alarm. Lawinowo narasta liczba skarg na ataki i mowę nienawiści wobec pracowników służby zdrowia. Ludziom, którzy ratują życie z narażeniem swojego, odmawia się obsługi w sklepach, a sąsiedzi i pasażerowie komunikacji publicznej traktują ich jak trędowatych. W ubiegłym tygodniu media obiegła wiadomość o zniszczeniu samochodu pielęgniarki z Gliwic.

To samo zjawisko dotyczy firm i osób prywatnych, które wspierają walkę z koronawirusem. KGHM, Dominika Kulczyk, WOŚP czy małżeństwo Lewandowskich to najbardziej spektakularne przykłady dobroczynności, która spotkała się z oskarżeniami i hejtem.

Żaden dobry uczynek nie pozostanie bez kary

– napisał jeden z najpopularniejszych pisarzy współczesnych Stephen King, co w Polsce ogarniętej pandemią wydaje się mieć szczególne uzasadnienie.

Zaczęło się od ogólnonarodowego zrywu, wsparcia i solidarności. Na apel prezydenta i premiera ruszyła wielka akcja społeczna walki z koronawirusem. Spółki Skarbu Państwa uruchomiły produkcję płynu do dezynfekcji, maseczek i kombinezonów. Prywatne firmy rozpoczęły hurtową i darmową produkcję przyłbic dla lekarzy. Branża 3D ogłosiła projekt respiratora z drukarki i adapterów do masek dla medyków. Rodzime drony przystosowano do odkażania wiat przystankowych, a lekarze z Poznania opracowali polski test na koronawirusa.

Równolegle ruszyły zakupy, a ściślej – walka o cokolwiek, co było do kupienia na świecie i mogłoby pomóc w walce z pandemią. Wspomniany już KGHM do 28 kwietnia sprowadził do Polski 10 samolotów ze sprzętem o równowartości 15 mln dolarów, na podbój chińskiego rynku środków medycznych ruszyły Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i Fundacja Dominiki Kulczyk. Media prześcigały się w krzepiących doniesieniach: Milion złotych na walkę z koronawirusem przeznaczyły Salony Mebli Agata, tyle samo bytowski Drutex oraz Anna i Robert Lewandowscy. Lista przedsiębiorców ofiarujących pomoc wymierną w setkach tysięcy złotych rosła z dnia na dzień przy akompaniamencie gratulacji i podziękowań w mediach społecznościowych. Plik GIF z Leonardem Di Caprio bijącym brawa był jednym z najczęściej wykorzystywaną ikoną reakcji na doniesienia w sieci.

Ale entuzjazm nie trwał długo

Zgodnie z III zasadą termodynamiki Newtona (każdej akcji towarzyszy reakcja równa co do wartości i kierunku, lecz przeciwnie zwrócona) internetowa opinia publiczna szybko uległa zakażeniu. Wirus hejtu opanował nie tylko prywatną przestrzeń komentarzy, ale łatwo przeniósł się na media. Efekt? Możliwy spór sądowy państwowego sponsora chińskich zakupów z „Gazetą Wyborczą” w sprawie certyfikatu maseczek, ostre publikacje mediów antyrządowych przeciwko zasadności skorzystania z samolotu An-225 Mrija oraz ataki mediów prorządowych na WOŚP.

Co z tym hejtem?

Zdaniem trójmiejskiej psycholog Katarzyny Troć ataki na medyków, firmy, osoby z pierwszych stron gazet i instytucje walczące z koronawirusem mogą być produktem tego, z czym mamy do czynienia na co dzień.

– Pogorszenie sytuacji życiowej czy trwająca izolacja mogą w wielu osobach wywoływać brak poczucia bezpieczeństwa, lęk, bezradność czy frustrację – twierdzi psycholog. – Jeśli ktoś nie wypracował sobie adekwatnych narzędzi do radzenia sobie z takimi stanami, może w nim wzbierać agresja, którą musi jakoś rozładować. Jednym ze sposobów może być hejt w internecie, a instytucje czy firmy, osoby, które odniosły sukces, są doskonałym materiałem do roli „kozłów ofiarnych.”

Mowa nienawiści w sieci sprowadzająca się do komentarzy, że zamożni celebryci przeznaczyli na pomoc mniej niż warte są ich samochody, a prywatne fundacje nie zrekompensują sum skradzionych w przeszłości przez ich założycieli, jest trudniejsza do wyleczenia niż koronawirus. Natomiast metoda walki taka sama: społeczna izolacja. Wspieranie tych, którzy pomagają i unikanie zarażania się od chorych z nienawiści.

Ze zjawiskiem próbują walczyć internetowe apele i akcje w mediach społecznościowych. Kilka dni temu na Facebooku, Linked-In i Twitterze ruszyła kampania #NieHejtujPomagaj.