Ryszard Grobelny

4

Rozmowa z Ryszardem Grobelnym, Prezydentem Poznania

– Czym różni się zarządzanie miastem i firmą?

– Na wielki organizm miejski wręcz należy patrzeć, jak na potężne przedsiębiorstwo. Reguły zarządzania w obu przypadkach są bardzo podobne. Kluczowe dla managera pojęcia – budżet i strategia – znaczą do dokładnie to samo. Niestety, tryb podejmowania decyzji jest w mieście dłuższy niż w biznesie.

– Wspomniał pan o strategii, Poznań w tej dziedzinie może stanowić wzór dla innych ośrodków.

– Od 20 lat działamy zgodnie z długoterminowym planem, który przybrał postać klasycznej strategii. W skrócie można ująć to następująco: na początku lat 90. przystąpiliśmy do nadrabiania zaległości, żeby stworzyć grunt dla niezbędnych zmian. Proszę nie doszukiwać się w tym krytyki wcześniejszych włodarzy miasta. Chciałbym podkreślić, że nasi poprzednicy konsekwentnie działali na rzecz rozwoju miasta, ale mieli ograniczone możliwości. Zapoczątkowali szereg bardzo ważnych inwestycji, które kontynuowaliśmy w warunkach wolnego rynku. Najważniejsza z nich to szybki tramwaj zwany „Pestką” , który pełni podobną rolę jak metro. Budując strategię dla Poznania, wiedzieliśmy, że przez pierwsze lata musimy skoncentrować się na zadaniach mało efektownych z punktu widzenia mieszkańców, lecz warunkujących kolejne przedsięwzięcia. Mówiąc obrazowo – zaczęliśmy od tego, co ukryte jest pod ziemią  – jak np. centralna oczyszczalnia i system odprowadzania ścieków. Kolejne mało widowiskowe, choć spektakularne przedsięwzięcie to nowoczesne wysypisko ze spalarnią gazów.

 – W innych miastach spory polityczne skutecznie blokowały tego rodzaju inicjatywy.

– Poznaniem od 1990 roku zarządza ta sama formacja, ja sam zajmuję stanowisko we władzach miejskich od 18 lat. Powoduje to, ż e możemy planować z dużym wyprzedzeniem, zakładając, że będziemy mieli szansę na realizację strategii. Warto dodać, że nasze założenia opracowane w 1994 roku okazały się na tyle realistyczne, że modyfikację planów przeprowadziliśmy dopiero po 16 latach.

– Jak to możliwe, ze centrum statecznego Poznania ożywa późnym wieczorem, podczas gdy Warszawa o tej samej porze zamiera…

– Na początku lat 90. poznański rynek opanowały banki i biura, co uznaliśmy za poważny błąd. Prawdę mówiąc z pełną premedytacją… zaczęliśmy utrudniać im życie, m.in. ograniczając możliwości parkowania i dojazdu. Zależało nam na tym, żeby Stary Rynek i okoliczne ulice ożyły. Wiązało się to z kluczowym planem polegającym na wyeksponowaniu usługowego charakteru miasta, w którym dominował sektor MSP. W konkurencji z wielkimi ośrodkami przemysłowymi nie mieliśmy szans.  Postawiliśmy więc na budowę wielkiego centrum akademickiego. Udało się to znakomicie. Liczba studentów w ciągu ostatnich 12 lat wzrosła od 70 do 140 tys. Nie musze chyba tłumaczyć, ze oznacza to mnóstwo miejsc pracy dla poznaniaków.

– Poznański rynek od wiosny do jesieni wygląda jak  wielka restauracja z ogródkami. Czy lokatorzy pobliskich domów nie protestują?

– Nocny gwar bywa uciążliwy dla mieszkańców, ale ma też wiele uroku. Poznań w niczym nie różni się pod tym względem od atrakcyjnych turystycznie miast w Europie Zachodniej. Duża liczba studentów i turystów przekłada się na zasobność mieszkańców miasta, którzy są bardzo aktywni gospodarczo. Najlepiej ilustruje to liczba 93 tys. działających tu firm, z czego zaledwie tysiąc nie należy do sektora MSP. Wiąże się z tym rekordowo niski wskaźnik bezrobocia, który obecnie, w warunkach kryzysu, wynosi 3,1 proc. Jeszcze niedawno było to 1, 6 proc.

– Słowem – Poznań bez wielkiego rozgłosu postanowił dorównać europejskim liderom zmian, którzy stawiają sobie za cel zastąpienie sektora produkcyjnego usługowym.

–   Chętnie korzystamy z dobrych wzorców, nie kryjąc źródeł inspiracji. Dotyczy to różnych dziedzin. Na przykład system sterowania ruchem zapożyczyliśmy z Hanoweru, a reguły kierujące gospodarką odpadami z Japonii. Wymiana doświadczeń działa dwustronnie. Współpracujemy z kilkoma miastami partnerskimi. Przedstawiciele władz miasta działają też na wyższym szczeblu –jak np. wiceprezydent Tomasz Kajzer, który  jest ekspertem Banku Światowego i OECD.

– Pracuje pan od wielu lat ze sprawdzonym zespołem.

– Sprawnie zarządzać mogą tylko prawdziwi fachowcy. Niełatwo jest zdobyć w szybkim tempie wiedzę i doświadczenie choćby w dziedzinie zarządzania jakością, nadzorowania rozbudowanych projektów, czy też kształcenia i doskonalenia kadr. Na szczęście nie zadziałała w Poznaniu reguła, że „przychodzi nowa miotła i wymiata”. Nie znaczy to jednak, że nie następuje wymiana kadr. Aż 50 proc. Pracowników ma staż krótszy niż 3 lata.

– Podobno Poznań nie boi się lobbingu.

– Co więcej – skłonny jest dobrze płacić za skuteczne działania lobbingowe na rzecz miasta. Z pełną premedytacją zatrudniliśmy niedawno specjalistyczną szwajcarska firmę, która pomaga nam w pozyskaniu organizacji Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich. Tego rodzaju przedsięwzięcia przynoszą miastu poważne wpływy. Jest o co zabiegać.

– Poznański Urząd Miasta kilka lat temu pozbył się kasy…

– Życie dobrze zweryfikowało tę decyzję. Archaiczny, a w dodatku kosztowny obrót gotówkowy, niczego nie ułatwiał. Rzekłabym, ze była do decyzja symboliczna. Od wielu lat korzystamy bowiem z nowoczesnych technik zarządzania finansami, by jak najlepiej gospodarować środkami, jakie mamy do dyspozycji. Są to bardzo poważne kwoty, rzędu 3 mld zł rocznie. Jako jedno z pierwszych polskich miast wyemitowaliśmy obligacje.

– W jaki sposób zarządza pan swoim zespołem?

– Nie akceptuję tzw. ręcznego sterowania. Zazwyczaj przekazuję pewne idee współpracownikom, którzy potem wracają do mnie z gotowymi projektami. Kolejnym krokiem jest wprowadzanie tych planów w życie. W zależności od kompetencji, zajmuję się nimi osobiście lub przekazuje je Radzie Miasta. Zdarza się, że musimy powoływać bardzo duże zespoły do pracy nad kluczowymi  dokumentami. Na przykład w przygotowanie strategii miasta zaangażowanych zostało 250 osób, w tym wielu reprezentantów środowiska naukowego.

Co lubi Ryszard Grobelny?

Pióra – posługuje się nimi na co dzień, zwykle Montblanc  i Visconti.  Nie lubi długopisów.

Ubrania – sportowe oraz garnitury w stylu włoskim.

Wypoczynek – aktywny, w górach lub nad jeziorem. Chętnie odwiedza Grecję, ze względu na atmosferę.

Kuchnia – śródziemnomorska. Sam mówi o sobie, że jest łasuchem gotowym spróbować czegoś, czego nie jadł.

Restauracja – „Pod Koziołkami” w Poznaniu.

Samochód – volvo ze względu na właściwości użytkowe, nie jest miłośnikiem motoryzacji.

Hobby – sport: siatkówka, narciarstwo zjazdowe, maraton.