Ważne czy wygodne cele

    Gościem podcastu Sustainable Brand Book był profesor Akademii Leona Koźmińskiego, doktor habilitowany Bolesław Rok, który od ponad ćwierćwiecza wyznacza kierunki w etyce i społecznej odpowiedzialności biznesu.

    Na wstępie profesor przypomniał, że tematyka społecznej odpowiedzialności biznesu powoli przebijała się do mediów przez ostatnie 25 lat. Już w połowie lat 90. uczeni biorący udział w spotkaniu na Hradczanach, zorganizowanym przez prezydenta Vaclava Havla, apelowali do polityków i ludzi biznesu o większe zaangażowanie w tej dziedzinie. Obecnie świadomość rośnie, ale nie znaczy to jeszcze, że przekłada się na niezbędne zmiany. Większość dużych korporacji wyznacza sobie 17 celów zrównoważonego rozwoju. Później stwierdzają, że w dwóch, trzech lub czterech obszarach mogą coś zrobić. Tymczasem chodzi o kompleksową strategię określającą obszary, w których mogą rzeczywiście osiągnąć pozytywny wpływ, nie szkodząc w pozostałych. Dodać do tego należy zasadę przestrzegania przepisów prawa. Tylko w taki sposób można zbudować wartość pozytywną. Tymczasem firmy zwykle wybierają własne wygodne dla nich cele w obszarze zrównoważonego rozwoju, a w innych sprawach nadal robią znacznie więcej złego niż dobrego. Ważne pytanie brzmi: Czy przynajmniej się to sumuje do zera?

    Większość managerów nadal myśli w kategoriach krótkoterminowego budowania wartości firmy, która działa w pewnym kontekście regulacyjnym i społecznym. Z kolei politycy wiele obiecują, mając na względzie krótkoterminowe korzyści swojego elektoratu. Nawiązując do słów Olgi Tokarczuk, że książki nie są dla idiotów, prof. Rok zauważył: „Zrównoważony rozwój również nie jest dla idiotów i naprawdę potrzebuje myślenia. Wymaga opracowania całościowej strategii długoterminowej i konsekwencji w działaniu… W państwach europejskich, ale także w USA, jest mnóstwo progresywnych liderów biznesu, którzy są siłą napędową transformacji. W Polsce nie potrafię wskazać nikogo takiego…” .

    Potrzebne są więc regulacje, które zainspirują, a nawet wręcz wymuszą zmiany. Jak to zrobić? Model już istnieje. Po pierwsze, potrzebna jest pełna dekarbonizacja gospodarki, przejście na energię odnawialną w stu procentach. Drugi czynnik to zamknięcie obiegu, czyli gospodarka cyrkularna, oznaczająca zakończenie marnotrawstwa surowców. Obecnie w świecie, zgodnie z raportami przepływów materiałowych, ponowny przerób dotyczy zaledwie 7–9 proc. materiałów. Cel powinno stanowić przynajmniej 25 proc. Z kolei energetyka odnawialna to 12–13 proc., choć możliwe jest osiągnięcie 100 proc. Trzeci kluczowy czynnik zmiany, o którym mówi się dopiero od kilku lat, stanowi rolnictwo regeneratywne, czyli takie, które pozwala na to, żeby gleba wchłaniała emisję dwutlenku węgla, produkując jednocześnie znacznie zdrowszą żywność. To bardzo ważny kierunek transformacji całego przemysłu żywnościowego, a jednocześnie wielkie wyzwanie, ponieważ najuboższym krajom grozi wielki kryzys żywnościowy. Gdyby w ciągu najbliższych 10 lat udało się wdrożyć wspomniane wcześniej 3 elementy, udałoby się opanować kryzys klimatyczny i środowiskowy.

    Bolesław Rok zwrócił uwagę na ciekawe zjawisko: „Ciągle jeszcze większość szefów firm dzieli świat na prywatny i służbowy. W tym pierwszym zachowują się w sposób zrównoważony: jeżdżą na rowerze, dbają o zdrowie, przechodzą na wegetarianizm. Mówiąc anegdotycznie, kiedy wchodzą do firmy, wartości te zostawiają na wieszaku w szatni. Ich cel stanowi większa sprzedaż. Starają się zapracować na uznanie ze strony przełożonych, bo to przekłada się na bonusy. Często słyszę: co z tego, że będziemy bardziej zieloni niż inni, jeśli klienci tego nie docenią? Poza tym podkreślają, że w biznesie są jedynie służbą i monitorują oczekiwania konsumentów, starając się dostarczyć to, co jest im potrzebne. Podkreślają: my nie jesteśmy po to, żeby zmieniać świat, tylko żeby mu służyć”.

    Dlatego tak dużo zależy od największych marek, od tego, czy ich liderzy zrozumieją, że zrównoważony rozwój to jest konieczność. Jeśli tak się stanie, wszyscy mniejsi gracze dostosują się, czując presję rynkową. To niezbędny czynnik, by doprowadzić do rzeczywistych zmian. Słowem, jeżeli pojawi się grupa kluczowych liderów biznesu, którzy wprowadzą w życie zasady zrównoważonego rozwoju, to nastąpi prawdziwa zmiana.

    Audi prezentuje limitowaną wersję Audi RS 3 Performance

    Dynamic photo, Colour: Arrow Gray, Pearl Effect

    Audi RS 3 performance edition, najbardziej sportowy kompakt ze stajni Audi Sport, jest szybkie i jest prawdziwym „artystą ulicy”. Opracowana z myślą o maksymalnych osiągach specjalna seria limitowana, może pochwalić się mocą 299 kW (407 KM) i prędkością maksymalną 300 km/h. Oprócz znanych już, topowych rozwiązań technicznych marki rodem z Ingolstadt, takich jak RS torque splitter i ceramiczne hamulce, model ten ma kubełkowe fotele RS zapewniające optymalne podparcie boczne i całą masę ekskluzywnych elementów stylistycznych.

    Trzecia generacja Audi RS 3 Sportback i druga generacja RS 3 Limousine, to przełom jeśli chodzi o wysokie osiągi w segmencie aut kompaktowych. Teraz Audi Sport GmbH dodaje wisienkę na torcie: Audi RS 3 performance edition to limitowana edycja 300 egzemplarzy tego samochodu, będąca absolutnym topem swojej serii zarówno pod względem technicznym, jak i wizualnym. Dostępne w wariancie Sportback oraz w wariancie Limousine Audi RS 3 performance edition, gwarantuje ogromną radość z jazdy i najwyższe emocje.

    Pięciocylindrowy, turbodoładowany silnik o podwyższonej wydajności

    Audi RS 3 performance edition jest mocniejsze i szybsze niż którakolwiek z wcześniejszych wersji RS 3. To pierwszy pojazd w swoim segmencie, który osiąga prędkość maksymalną 300 km/h, a więc o 10 km/h więcej niż standardowa wersja z pakietem RS Dynamics Package plus. Ponadto, wielokrotnie nagradzany pięciocylindrowy silnik turbo o charakterystycznym brzmieniu, dostarcza teraz 299 kW (407 KM) o 100 obrotów później, w przedziale między 5700 a 7000 obrotów na minutę. Również sam szczyt momentu obrotowego jest szerszy: maksymalny moment obrotowy 500 Nm jest teraz dostępny o 100 obrotów dłużej, między 2250 a 5700 obrotów na minutę. Osiąga się to dzięki wyższemu ciśnieniu doładowania: duża turbosprężarka generuje 1,6 bara ciśnienia względnego – więcej o 0,1 bara. Moc przekazywana jest przez siedmiobiegową, dwusprzęgłową skrzynię biegów S tronic. Krótkie czasy zmiany biegów bez uszczerbku dla przyczepności, sportowe przełożenia oraz funkcja launch control, zapewniają najwyższe osiągi podczas jazdy. RS 3 performance edition przyspiesza od 0 do 100 km/h w 3,8 sekundy.

    W parze z mocą jednostki napędowej idzie niepowtarzalny i emocjonalny dźwięk, z charakterystyczną dla silnika pięciocylindrowego sekwencją odpalania: 1-2-4-5-3. Standardowy sportowy układ wydechowy RS ze zmodyfikowanym tłumikiem środkowym i czarnymi, błyszczącymi, owalnymi końcówkami rur wydechowych, emituje sportowy, solidny dźwięk. W pełni zmienna regulacja klap wydechowych poszerzająca spektrum dźwięków, została z myślą o RS 3 performance edition nieco przekonstruowana. W trybach Audi drive select: Dynamic, RS Performance i RS Torque Rear, klapy wydechowe podczas postoju samochodu otwierają się bardziej, co sprawia, że dźwięk jest jeszcze bardziej słyszalny i rozpoznawalny.


    Najlepsze rozwiązania techniczne podwozia w produkcji seryjnej

    Ujemny kąt pochylenia kół, sztywniejsze wahacze, charakterystyczny dla modeli typu RS stabilizator rurowy z wyższym stopniem sprężynowania – wszystkie te rozwiązania już w standardowym RS 3 zapewniają wysoką dynamikę jazdy i stabilność. W RS 3 performance edition seryjnie montowane jest sportowe zawieszenie RS z adaptacyjną kontrolą stopnia tłumienia. W sposób ciągły i indywidualny dostosowuje ono każdy z amortyzatorów do warunków drogowych, sytuacji na drodze i trybu wybranego w Audi drive select. Tłumienie nacisku i odbicia w porównaniu z RS 3 poprzedniej generacji zostało zwiększone, co oznacza, że amortyzator przejmuje większą część siły przekazywanej z podwozia. Efektem jest bardziej zwarte prowadzenie. Elektromagnetycznie uruchamiane zawory regulujące przepływ płynu hydraulicznego, w ciągu dziesięciu milisekund od precyzyjnie rozpoznanej sytuacji drogowej zapewniają niezbędną siłę tłumienia – niską na pofałdowanych nawierzchniach, wysoką na nierównościach. Aby tego dokonać, czujniki mierzą przyspieszenie pionowe nadwozia i ruch poszczególnych kół względem niego. Informacje te są przetwarzane jednocześnie w jednostce sterującej amortyzatorami i w modułowym sterowniku dynamiki pojazdu, dzięki czemu każde pojedyncze koło optymalnie przenosi moc samochodu na drogę. Obejmuje to także wspomaganie nadwozia podczas szybkiego pokonywania zakrętów oraz podczas hamowania i przyspieszania, na przykład za pomocą funkcji launch control.

    Zastosowany w tej wyczynowej wersji RS 3 RS torque splitter, to rozwiązanie techniczne, które z jednej strony zwiększa stabilność – na przykład na mokrej nawierzchni – a z drugiej strony wpływa na zwinność i ogranicza podsterowność podczas dynamicznej jazdy. Jest to możliwe dzięki dwóm elektronicznie sterowanym sprzęgłom wielopłytkowym, które aktywnie i w pełni płynnie rozdzielają moment napędowy pomiędzy tylnymi kołami. Na tylną oś kierowane jest maksymalnie 50% mocy napędowej, a w trybie RS Torque Rear cały moment napędowy z tyłu przekazywany jest w sposób przerywany na koło znajdujące się po zewnętrznej stronie zakrętu. Daje to możliwość świetnego driftowania – oczywiście na zamkniętych torach. W połączeniu z trybem RS Performance, torque splitter rozdziela moment obrotowy pomiędzy tylne koła w taki sposób, że uzyskuje się niemal neutralne prowadzenie z niewielką zarówno podsterownością jak i nadsterownością, co zapewnia optymalne osiągi na torze wyścigowym. Pozwala to na wcześniejsze przyspieszenie na wyjściu z zakrętu i zapewnia szybsze czasy okrążeń.

    Audi RS 3 performance edition standardowo wyposażone jest w opony typu semi-slick Pirelli P Zero „Trofeo R”: 265/35 na przedniej osi, 245/35 na tylnej. Dzięki specyficznej mieszance gumy i asymetrycznemu bieżnikowi, te wyczynowe opony dają wyjątkowo wysoką przyczepność na suchej nawierzchni, zwiększając tym samym stabilność i trakcję boczną. Zgodnie ze swoją charakterystyką, semi-slicki są montowane na odlewanych, aluminiowych felgach o sportowej stylistyce. 19-calowe obręcze w kolorze tytanowo-antracytowym matowym, dostępne są wyłącznie w tej specjalnej, limitowanej wersji: mają efektowny design z dziesięcioma krzyżującymi się ramionami i eksponują branding RS.

    Montowane standardowo, sześciotłoczkowe hamulce ceramiczne dopełniają charakterystycznego wyglądu kół. Ich tarcze na przedniej osi mają wymiary 380 x 38 mm. Wydajny układ hamulcowy ze specjalnie dopasowaną krzywą wspomagania hamowania, jest o dziesięć kilogramów lżejszy i bardziej odporny na ciepło niż hamulce stalowe. Zmniejszenie masy nieresorowanej przynosi korzyści w bardzo dynamicznych zastosowaniach. Na tylnej osi znajdują się pływające zaciski z jednoczęściowymi stalowymi tarczami o wymiarach 310 x 22 mm. Zaciski hamulcowe są pomalowane na niebiesko, tak by pasowały do specyficznego dla tego modelu wnętrza.

    Ekskluzywność i dynamika w zasięgu wzroku

    Dzięki szerokiej gamie nowych elementów stylistycznych i wyposażeniowych, RS 3 performance edition plasuje się na absolutnym topie gamy wersji RS 3. Oprócz zaprojektowanych w sportowym stylu felg i sportowego układu wydechowego RS z czarnymi końcówkami rur wydechowych, czarne są także pierścienie Audi oraz plakietka RS 3 z przodu i z tyłu. Doskonale współgra to z niepowtarzalnymi kolorami lakieru RS 3 performance edition: są to kolory z efektem perłowym Nogaro Blue, Arrow Gray i Daytona Gray, a także Sebring Black Crystal Effect i Glacier White Metallic.

    Perfekcja w najdrobniejszych szczegółach widoczna jest również w oświetleniu tego samochodu. Standardowe reflektory Matrix LED z przyciemnionymi ramkami i tylne światła LED są wyposażone w dynamiczne kierunkowskazy i charakterystyczne dla modeli typu RS inscenizacje podczas odblokowywania i blokowania drzwi. Po otwarciu RS 3 performance edition cyfrowe światła do jazdy w dzień składające się z 15 segmentów LED, wyświetlają „flagę w szachownicę” po stronie pasażera i „3-0-0” po stronie kierowcy – to nawiązanie do limitowanej ilości egzemplarzy tej serii i prędkości maksymalną 300 km/h. Natomiast po jego zamknięciu, w polu pikselowym poniżej głównego reflektora zamiast „3-0-0” pojawia się napis „R-S-3”. Podczas jazdy flaga w szachownicę świeci po obu stronach jako światło do jazdy w dzień. Kolejnym elementem wyróżniającym jest dioda w przednich drzwiach, która na podłożu obok samochodu wyświetla napis „#RS performance”.

    Limitowana seria podkreśla swoją ekskluzywność także we wnętrzu pojazdu. Po raz pierwszy w RS 3 w wyposażeniu standardowym dostępne są fotele kubełkowe, zapewniające doskonałe podparcie boczne podczas dynamicznego pokonywania zakrętów. Panel środkowy foteli z przodu oraz zewnętrzne siedziska tylnej kanapy, mają kontrastowe niebieskie przeszycia w kształcie plastra miodu. Materiałem, z którego je wykonano, jest tkanina z mikrofibry Dinamica, połączona z perłową skórą Nappa na bocznych bolsterach. Poniżej zagłówka, czarny lejkowaty otwór ma duże napisy RS i podobnie jak karbonowy matowy tył oparcia fotela, podkreśla sportowy charakter modelu. Oprócz całych niebieskich pasów bezpieczeństwa, niebieskie są także kontrastowe przeszycia na środkowym podłokietniku, podłokietnikach w drzwiach i na kierownicy. To samo dotyczy dywaników podłogowych i maty bagażnika z czarnego weluru, na których widnieje napis RS. Dla lepszej orientacji podczas sportowej jazdy, spłaszczona u dołu kierownica z Alcantary posiada oznaczenie „godziny dwunastej” – również w kolorze niebieskim.

    Jeszcze jeden charakterystyczny i niepowtarzalny element wnętrza samochodu: obraz tła na 10,1-calowym wyświetlaczu dotykowym ma wygląd karbonowy i pokazuje charakterystyczną dla 2,5 TFSI sekwencję odpalania 1-2-4-5-3. Na monitorze RS znajdują się również: wskazania temperatury płynu chłodzącego, oleju silnikowego i przekładniowego, siły g i ciśnienia w oponach. Jednocześnie Audi virtual cockpit plus informuje o danych związanych z osiągami, takich jak czasy okrążeń, siły g i przyspieszenia w sekundach od 0-100 km/h, 0-200 km/h, ćwierci mili i jednej ósmej mili.

    Audi RS 3 performance edition jest krótką serią ograniczoną do 300 sztuk. Informuje o tym karbonowa nakładka dekoracyjna po stronie pasażera z plakietką „1 of 300”. Model dostępny będzie w sprzedaży na początku roku 2023.

    Socio-Cultural Trend Tracker

      Dlaczego warto prowadzić regularne badania zachowań i postaw w obszarze
      zrównoważonego rozwoju? Z punktu widzenia marek i ich transformacji ważne jest to, by jasno określić, czego oczekują odbiorcy.

       

      W podcaście Sustainable Brand Book mówili o tym: Mateusz Głowacki, dyrektor badań ilościowych w polskim oddziale Ipsos, trzeciej co do wielkości firmy badawczej na świecie, obecnej w 90 krajach, oraz Jan Mosiejczuk, strateg związany z grupą Chapter2. Rozmawiali z nimi: Jolanta Zdrzałek, dyrektor zarządzająca Sustainable Brands Polska, i Kuba Sito. Zmiany klimatyczne, ale też geopolityczne powodują, że zmienia się rzeczywistość wokół nas. A to wpływa na świadomość oraz zachowania konsumentów. Z punktu widzenia marek i ich transformacji ważne jest więc to, by jasno określić, czego oczekują odbiorcy. Interakcja między konsumentami i markami jest swoistym sprzężeniem zwrotnym, ponieważ obie strony wpływają na siebie nawzajem. Jest to dziś gorący temat, ponieważ marki, które zignorują ten proces, oddadzą pole do działań konkurencji.

      Każdy dzień przynosi zmiany

      Mateusz Głowacki zauważył, że pandemia i wojna w Ukrainie przedefiniowały wiele standardowych zachowań. Wyraźnie widać, że odchodzimy dziś od standardowego konsumpcjonizmu. Głębokie zmiany dokonują się niemal każdego dnia.

      Proces ten odzwierciedla najnowsze badanie Ipsos przeprowadzone na zlecenie SB Polska. Definiuje ono zrównoważony rozwój w sposób szeroki i kompleksowy, a także wielowymiarowy. Zmiany klimatu to jeden z kilku istotnych wymiarów, które należy wziąć pod uwagę. W badaniu uwzględniono zachowania i postawy związane z gospodarowaniem zasobami, odzyskiwaniem surowców itp. Metodologia uwzględniała doświadczenia SB Brands for Good, ale dostosowano je do polskich realiów. Jedno z głównych założeń stanowiła próba określenia, jaki jest w ogóle stan naszej świadomości i wiedzy w dziedzinie zrównoważonego rozwoju. Chodziło o zrozumienie, na czym nam, Polakom, zależy. Ponad 2 tys. respondentów odpowiedziało na pytania o swoje postawy, działania i intencje. Co ciekawe, badanie prezentuje też konkretne, proste zachowania, takie jak zakręcanie wody w czasie mycia zębów…

      Warto pamiętać, że omawiane badanie ma na polskim gruncie charakter pionierski. To pierwsza fala, po której zapewne pojawią się następne. W ten sposób będzie można lepiej monitorować nasze postawy i zachowania, i formułować wnioski, które pozwolą obserwować zmiany postaw konsumenckich, ale też marek.

      Jakie postawy prezentują krajowi konsumenci? W porównaniu z USA generalnie nie mamy się czego wstydzić, jeśli chodzi o nasze postawy i zachowania w dziedzinie racjonalnego gospodarowania zasobami: oszczędzania wody, prądu, recyklingu. Amerykanie zdecydowanie wyprzedzają nas jednak w bardzo ważnej sferze – zachowań społecznych.

      Wiedza i potrzeba transformacji

      Jan Mosiejczuk zwrócił uwagę, że ciekawe są wyniki badania naszych postaw, ale też świadomości, wiedzy i potrzeby transformacji. Większość polskich respondentów, bo 97 proc., ma oczekiwania związane z życiem w zrównoważony sposób. Blisko 70proc. pandemia uświadomiła taką właśnie potrzebę. Inną bardzo ciekawą konkluzją było stwierdzenie, że marki podejmują działania na rzecz zrównoważonego rozwoju. Ponad 2/3 respondentów wskazało, że firmy dbają o dobro swoich klientów. I tutaj pojawia się ciekawe sprzężenie zwrotne: zdaniem badanych konsumenci mogą wywierać wpływ na marki, kupując określone produkty, zachęcając firmy do zmiany postawy.

      Kto inspiruje przemiany?

      Wydawać by się mogło, że wiodące marki powinny być liderami zmian, ale tak nie jest. Pozytywny przykład to McDonald’s, firma, która konsekwentnie sama się transformuje. Można to zweryfikować, chociażby kupując zestaw i sprawdzając, z czego się składają opakowania, czy się nadają do przetworzenia, z jakich źródeł są pozyskiwane produkty. Zdarza się też, że pomimo wysiłku i nakładów ponoszonych na komunikację nie znajduje to odbicia w świadomości konsumenckiej. Ciekawy jest też kontekst zagraniczny, ponieważ polskie badanie to część globalnego projektu, więc mamy możliwość porównania wyników badań, jakie przeprowadzono np. w Hiszpanii, Turcji czy Stanach Zjednoczonych. Wspólny wniosek spójny dla wszystkich tych rynków brzmi: kobiety są liderkami kształtowania postaw i oczekiwań wobec marek. Mężczyźni też są aktywni, ale w takich kategoriach, jak oszczędność energii, szukanie urządzeń, które można samemu naprawić, żeby je dłużej wykorzystywać.

      Znaczenie naszych działań

      Jolanta Zdrzałek podkreśliła, że dla respondentów ważne są również takie zachowania, jak np. zmiana diety polegająca na spożywaniu większej liczby produktów opartych na roślinach, racjonalne korzystanie ze źródeł energii, a także rezygnacja z produktów, które wykorzystujemy jednorazowo…

      Badanie dobrze odzwierciedla polskie postawy. Bardziej od Amerykanów jesteśmy skłonni myśleć o poprawie zachowań związanych z ochroną środowiska, przyrodą, energią i zasobami. Dotyczy to zwłaszcza młodych respondentów. Warto dodać, że badanie dotyczy szerokiej grupy – w wieku od 16 do 74 lat.

      – Dla mnie szczególnie ważna była odpowiedź na pytanie, czy wierzymy, że nasze czyny i aktywność mogą mieć prawdziwy wpływ na otoczenie – stwierdził Jan Mosiejczuk. – Cóż, to my, Polacy, ale też nasze marki mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia w dziedzinie zrównoważonego rozwoju. Do kogo powinna należeć inicjatywa: do firm, marek i organizacji, czy do nas samych? Dotyczy to nie tylko decyzji zakupowych, lecz także udziału w wyborach samorządowych i krajowych. Na razie brakuje nam wiary w naszą własną skuteczność.

      Słowem, nie powinniśmy czekać, aż ktoś załatwi za nas sprawy związane ze zrównoważonym rozwojem. Premiera raportu nastąpi podczas konferencji SB Brands for Good 20 października.

       

      Piotr Cegłowski

      Likier i jego oblicza. Jaki smak będzie miała jesień?

        Jedni mówią, że jest gęsty i głęboki w swoim wyrazie. Inni, że słodki i pełen harmonii. Ile degustujących tyle smaków. Nic więc dziwnego, że likier zyskał tylu miłośników, a z biegiem czasu ulegał wielu eksperymentom i zmieniał wielokrotnie swoje oblicze. Likier jest też obowiązkową pozycją podczas długich jesiennych wieczorów, zarówno w towarzystwie najbliższych, jak i podczas większych spotkań. Gdzie szukać początków tworzenia tego trunku?

        Apteczne początki 

        Historia likieru sięga XVI-wiecznych Włoch, czyli okresu i miejsca, w którym to człowiek był w centrum uwagi artystów i rzemieślników. Renesansowy sznyt trunku początkowo objawiał się na polu farmacji, ponieważ liquori (od łacińskiego czasownika liquifacere, czyli rozpuszczać) pierwotnie był stosowany jako wysokiej jakości medykament. Co ważne, smakowo debiutancka odsłona likieru w żadnym stopniu nie przypominała współczesnej wersji – była gorzka zarówno dla podniebienia, jak i równie nieprzyjemna w powonieniu.

        W tej kategorii spory wkład w niemałą modyfikację profilu włoskich likierów mieli miejscowi alchemicy (choć ten przypadek potraktowali wyjątkowo przyziemnie). Grupa znawców dodała po prostu do dotychczasowej receptury słodkie wino oraz miód, aby nadać konsystencji nieco gęstszy, ale również bardziej przystępny charakter. W celu aromatyzacji z kolei dodawano olejek różany, czyli rosolis. Tym samym likier przez wieki uchodził za jeden z najdroższych i najszlachetniejszych trunków w całej Europie, a najczęściej sięgali po niego królowie i książęta.

        Zdecydowanie wraz z przybywającymi miłośnikami trunku jego modyfikacje uległy znacznemu rozszerzeniu. Gorzelnicy zmieniali m.in. jego bazowy spirytus, tym samym tworząc jego nowe smaki i warianty. Prawdziwy boom komercyjny na szeroką skalę datuje się na przełom XIX i XX wieku, kiedy to likiery zaczęły być stosowane w drinkach, koktajlach, ale również gastronomii – np. przy wypieku ciast. Tym samym tego typu propozycje stały się wyjątkowo ciekawą alternatywą wobec konwencjonalnej oferty, a szczególnie jesienią woń likieru pobudzała wyobraźnię zarówno gości europejskich restauracji czy barów, jak i przyjaciół i rodziny w zaciszu domowym.

        Co kraj to obyczaj

        Po wielowiekowej ewolucji likierów obecnie mamy do czynienia z najbardziej obiecującymi propozycjami na jesienne wieczory, jednak czym właściwie jest tytułowy trunek i jaki potencjał drzemie w recepturze? Jak zaznaczają eksperci z BZK Alco, likier należy do tzw. wódek gatunkowych, które w całej Unii Europejskiej zaczynają się od 100 g cukru w 1 litrze trunku. Zwykle jednak mają w granicach 100 – 200g. Zdarzają sie także te do 250g cukru / 1l.

        Modyfikacje likierów zaczęły być wprowadzane wraz z wzmożonym eksportem. Początkowo likiery były silnie związane z krajami europejskimi. Współcześnie różne podejścia do klasyfikacji likierów zależą w głównej mierze od konotacji kulturowych. Dla przykładu wzorem krajów anglosaskich producenci z USA uznają za likier propozycje właśnie ze stężeniem 100 g cukru na litr, a miarę francuską wykorzystują producenci m.in. z Afryki. Wniosek nasuwa się bardzo prosty – likiery są znane na całym świecie, a nawet obecne zwyczaje rynkowe nawiązują do wielowiekowej tradycji gorzelniczej.

        Co ciekawe, w niektórych częściach świata samo pojęcie likier bywa kontrowersyjne, ponieważ o ile Kanadyjczycy i Amerykanie naprzemiennie stosują terminologię sznaps lub kordiał, to już w realiach europejskich są to całkowicie odmienne 2 rodzaje alkoholi. Na szczęście najbardziej klasyczni, a co za tym idzie, dbający o każdy szczegół swojej oferty producenci dbają o wyraźny podział typowo jesiennych trunków. Po czym więc poznać likier z prawdziwego zdarzenia?

        Tylko od najlepszych

        W najprostszym ujęciu likiery można podzielić ze względu na 4 podstawowe cechy: zawartość cukru, sposób produkcji, rodzaj surowców bazowych oraz mocy. Co jednak z wariantami owocowymi? Oprócz popularnych wydań cytrynowych, czy też korespondującymi z nimi wersjami na pigwie, dużym zainteresowaniem cieszy się wiśnia. W tym kontekście październikowe wieczory będą świetnie uzupełniane przez właśnie takie wydanie bezprecedensowej na polskim rynku “Dzikiej Kaczki” od BZK Alco.

        Inną propozycją dla ceniących sobie wyjątkowy smak mogą być tzw. alkohole kraftowe a wśród nich trunki o wyjątkowych smakach. W tym segmencie na polskim rynku bezsprzecznie wyróżnia się cytrynowy “Wokulski” od BZK Alco, który oprócz charakterystycznej kwasowości proponuje także wyjątkowo ciekawą bazę alkoholową o nutach bimbru dzięki dodatkom destylatów owocowych. Doskonałą propozycją będą także warianty niekoniecznie owocowe, ale nawiązujące do o wiele bardziej nieoczywistych smaków. Przykłady? Chociażby karmel, który oprócz klasycznego wydania pełnego słodyczy, świetnie sprawdza się także w wersji słonej. Takie też wydanie proponuje BZK Alco – “Wokulski” w akompaniamencie tzw. palonego cukru to świetny pretekst do spotkania, gdy za oknem aura nie zachęca do regularnych wyjść.

        Likiery punktem obowiązkowym jesiennych degustacji? Bez dwóch zdań. Tak wyjątkowy trunek to gwarancja owocnie spędzonego wieczoru, przy jednoczesnym zadbaniu o najbardziej wymagające kubki smakowe gości. Dla wielbicieli spotkań przy nieco mocniejszym akompaniamencie doskonałym kompanem będzie wódka premium „Adam Mickiewicz” w równie jesiennym wydaniu trunku leżakowanego. To wyjątkowe połączenie aksamitnie gładkiego smaku i wykwintnej elegancji.

        Długie jesienne wieczory wcale nie muszą być nudne. Wystarczy odpowiednie towarzystwo. Nie muszą także oznaczać wieczorów spędzonych w domu. Doskonałym pomysłem będą nocne wojaże po zakamarkach ulubionych miast i knajpach oferujących niezwykły klimat.

         

         

         

         

        Największe wydarzenie gospodarcze na Pomorzu

          W Gdyni zakończyła się V edycja Forum Wizja Rozwoju. Największe wydarzenie gospodarcze w północnej Polsce odbyło się w dniach 20–21 czerwca w Akademii Marynarki Wojennej im. Bohaterów Westerplatte.

          Forum Wizja Rozwoju to dwudniowe wydarzenie gospodarcze realizowane pod honorowym patronatem premiera Mateusza Morawieckiego. We wtorek w Gdyni odbyły się sesje w ramach takich bloków, jak Energetyka, Wodór, Finanse, Przemysł Społeczno-Gospodarczy, Innowacje, Gospodarka Morska, Rynek Pracy, Gospodarka, Inwestycje. Udział w spotkaniach wzięli przedstawiciele biznesu, świata nauki oraz polityki. Tak jak w przypadku poprzednich edycji nie zabrakło tematów najbardziej istotnych dla polskiej gospodarki. Wśród panelistów pojawili się m.in. eksperci Orlenu.

          – Funkcjonujemy w gospodarce światowej, ale biznes nie zawsze musi odgrywać pierwszą rolę. Pokazały to wielkie firmy, które przez lata budowały swoją siłę, a następnie wycofały się z Rosji w dwa tygodnie – mówił Karol Wolff, dyrektor Biura Strategii i Projektów Strategicznych PKN Orlen. – Wszystkie rynki, które funkcjonowały sprawnie przez ostatnie 20–30 lat, muszą teraz dostosować się do nowych warunków. To dostosowanie może przebiegać gwałtownie, co widać na rynkach energii, gdzie ceny wzrastają 2–3-krotnie.

          V edycji Forum Wizja Rozwoju towarzyszyły Targi Pracy, organizowane we współpracy z Polskim Rzemiosłem oraz OHP. Polskie rzemiosło to powód do dumy – jedna z gałęzi odgrywających istotną rolę w rozwoju polskiej gospodarki. O jego wartości oraz ogromnym potencjale dyskutowano podczas tegorocznej edycji Forum Wizja Rozwoju.

          Podczas uroczystej gali przyznane zostały nagrody dla firm szczególnie zasłużonych dla polskiej gospodarki. Kapituła postanowiła wtym roku nagrodzić w kategorii „Społeczna odpowiedzialność biznesu” firmę Sylva sp. z o.o., a w kategorii „Badania, rozwój i transfer nowoczesnych technologii” – Hibernaturs sp. z o.o. Laureatem kategorii „Ekomobilność” została firma Vestel Poland sp. z o.o., a w kategorii „E-gospodarka” zwyciężyła firma Altar sp. z o.o. Nagrodę odebrała także firma Progresja New Materials sp. z o.o. w kategorii „Start-up”.

          Przyznano również nagrodę za innowacyjność firmie Caffaro sp. z o.o. Laureatem kategorii „Zarządzanie” jest MM Kwidzyn sp. z o.o. Nagrodę specjalną Fundacji Forum Wizja Rozwoju otrzymała Ekoenergetyka – Polska Spółka Akcyjna. Kolejnym uroczystym momentem było zakończenie Hackathonu – maratonu programowania, który rozpoczął się pierwszego dnia forum. W rywalizacji wzięło udział ponad 30 zawodników, a pula nagród wynosiła 45 tys. zł. W panelach nie zabrakło specjalistów BGK. W trakcie sesji inauguracyjnej poruszony został między innymi temat bezpieczeństwa energetycznego.

          – Polska potrzebuje własnej energii: bezpiecznej i niezależnej. Dzisiejszą transformację energetyczną powinniśmy postrzegać właśnie w tym kontekście – mówił Radosław Kwiecień, członek Zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

          – Spodziewamy się, że po zakończeniu wojny wektor zmian znacznie przyspieszy. Osobiście uważam jednak, że przed nami niełatwy okres.

          Co roku forum ma imprezy towarzyszące. Tym razem jest to 40-lecie „Solidarności Walczącej”, którego obchody trwały przez cztery dni, w Gdyni 23–24 czerwca i w Warszawie 25–26 czerwca, w Muzeum Solidarności Walczącej przy ulicy Rakowieckiej i w Belwederze. Kolejne wydarzenie związane z gdyńskim spotkaniem gospodarczym to III Pomorskie Forum Gospodyń Wiejskich. W tym roku odbyło się ono w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni 3 i 4 września. Honorowy patronat nad wydarzeniem objął premier Mateusz Morawiecki. Partnerem generalnym wydarzenia był PKN Orlen, partnerem strategicznym – Bank Gospodarstwa Krajowego. Partner główny to Totalizator Sportowy sp. z o.o., Grupa LOTOS SA, Energa SA, Grupa Orlen. Partner główny i partner Hackathonu to Fundacja KGHM Polska Miedź SA, a partner+ – PGNiG, Polski Fundusz Rozwoju, KGHM Polska Miedź, PKP Polskie Linie Kolejowe, Polski Fundusz Rozwoju SA i Węglokoks SA.

          Partnerami merytorycznymi wydarzenia zostały: Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, Ministerstwo Finansów, Minister Edukacji i Nauki, Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Ministerstwo Infrastruktury, Ministerstwo Aktywów Państwowych.

          Partnerem forum była Akademia Marynarki Wojennej im. Bohaterów Westerplatte w Gdyni.

          Autor:
          Piotr Stefański

          Praca zdalna na Mazurach

            Jeszcze niedawno praca zdalna była uważana za luksus dostępny tylko dla nielicznych. Pandemia COVID-19 najprawdopodobniej na zawsze zmieniła rzeczywistość.

            Choć wciąż nie ma odpowiednich uregulowań prawnych w polskim kodeksie pracy, praca zdalna na stałe weszła do codzienności zawodowej znacznej części rynku pracy, w tym także pracowników etatowych. Duże korporacje dostosowały się dość szybko i wdrożyły wiele rozwiązań umożliwiających świadczenie pracy w tej formie. Mniejsze firmy czy instytucje publiczne przystosowały się mniej elastycznie, ale rzeczywistość niezaprzeczalnie się zmieniła i nowe trendy w zakresie form świadczenia pracy poza biurem pozostaną z nami na zawsze Praca zdalna przestała być ponadto domeną freelancerów. Elastyczne modele pracy, a także coraz większe wymieszanie pracy i wypoczynku to już nie tylko domena branży IT. O ile pracodawcy muszą stosować różnorodne technologie umożliwiające swoim pracownikom pracę w środowisku online, o tyle sam pracownik musi zorganizować sobie komfortowe środowisko pracy, które umożliwi mu efektywne jej wykonywanie. Praca poza biurem ma równie dużo plusów, jak minusów, ale niewątpliwie największym z benefitów jest możliwość wykonywania jej z dowolnego miejsca na świecie.

            Praca poza biurem do niedawna świadczona była głównie w formule home office. Jednak gdy praca w zaciszu „domowego biura” nie jest możliwa lub jest niewystarczająco komfortowa, można ją wykonywać m.in. w ogólnodostępnych coworkach. Duże miasta mogą pochwalić się mocno rozbudowaną siecią zarówno publicznych, jak i komercyjnych coworków. W mniejszych miastach wybór nie jest tak duży, ale właśnie w tym zakresie małe mazurskie miasta mogą pozytywnie zaskoczyć. Nowym trendem jest także workation, stanowiący hybrydę pracy i wakacji. Workation jest niczym innym, jak kolejnym krokiem, na który wcześniej czy później będzie decydowało się coraz więcej pracodawców, pod warunkiem możliwości legalnej, zgodnej z przepisami ich realizacji. Workation podbił
            serca pracowników i pracodawców za oceanem już kilka lat temu, ale w Polsce nadal nie jest on jeszcze zbyt popularny z uwagi na brak rozwiązań prawnych. Natomiast dla osób samozatrudnionych jest już bardziej oczywistym wyborem. Należy więc dokonać wyboru, w jakiej formie i gdzie będziemy pracować. A wybór nie należy do najłatwiejszych. Wiecznie słoneczne południe Europy czy nawet inny kontynent wiążą się często z radykalnymi zmianami życiowymi. Oczywiste rozwiązanie, które zatem przychodzi na myśl, to cichy i spokojny zakątek Polski, daleko od zgiełku wielkiego miasta. Miejsce, w którym można krótkookresowo pracować lub jednocześnie wypoczywać i pracować, a nawet takie, do którego można się przeprowadzić na stałe. Regionem jawiącym się jako idealny do realizacji powyższego założenia są Mazury, położone dziś niecałe 3 godziny drogi od Warszawy. W wakacje stanowiące głównie atrakcję turystyczną, a poza sezonem inwestujące w swój rozwój gospodarczy i infrastrukturę regionu. Niebawem zostaną połączone transeuropejską drogą E-67 Via Baltica, łączącą Europę Środkową z Finlandią, umożliwiającą dotarcie ze stolicy do Ełku – największego miasta i ośrodka gospodarczego na Mazurach – w niecałe 2 godziny.

            Mazury wydają się zatem idealnym środowiskiem pracy zdalnej. Gdzie ją zatem wykonywać? Odpowiedź jest prosta: tam, gdzie znajdziemy najlepsze warunki. Może być to spokojna agroturystyka, hotel czy wynajęty apartament lub niezależnie zorganizowany cowork. Przewagą profesjonalnie prowadzonego coworku jest przede wszystkim bezpieczny, niezawodny, szerokopasmowy Internet czy możliwość zorganizowania wideokonferencji. Open space to także networking z innymi użytkownikami, który pozwala m.in. na rozwój kontaktów zawodowych. Zachwalać Mazur nikomu nie trzeba. Mazury to slow life. Mazury to wybór tylko na chwilę lub na całe życie. Jedyne, co trzeba zrobić, to wykorzystać okazję, którą życie samo podsuwa.

             

            Agnieszka Pietrowicz
            dyrektor Parku Naukowo-Technologicznego w Ełku

            Obecnie dyrektor Parku Naukowo-Technologicznego w Ełku, poprzednio zarządzała m.in. procesem obsługi projektów infrastrukturalnych i edukacyjnych dla JST. Karierę zawodową rozpoczynała w Warszawie w międzynarodowej korporacji, gdzie trafiła tuż po studiach ekonomicznych na Uniwersytecie Gdańskim oraz Uniwersytecie w Lublanie. W Słowenii ukończyła także kurs managerski na IEDC Bled School of Management – jednej z czołowych prywatnych uczelni MBA na świecie. To właśnie tam przekonała się, jak mały kraj potrafi świetnie wykorzystać swój potencjał. Ten sam zamysł próbuje realizować na Mazurach, w Ełku. Od przeszło 3 lat zarządza Parkiem Naukowo-Technologicznym w Ełku, jest twórczynią koncepcji ełckiego ekosystemu startupowego elk 4.0. Stale poszukuje możliwości rozwoju organizacji, którą zarządza, lokalnego ekosystemu startupów i innowacji oraz samej siebie. Klubowiczka Trend House.

            Kiedy zabraknie nam wody, a aplikacje zastąpią lekarza?

            „Barometr Bayer“ jest dorocznym badaniem stanu świadomości Polaków na ważne społecznie tematy – zrównoważony rozwój, stosunek do nauki oraz do nowoczesnych rozwiązań w zdrowiu i rolnictwie. W tym roku badanie skupia się na szeroko dyskutowanych w przestrzeni publicznej tematach: kryzysie wodnym, w tym świadomości i podejmowanych działaniach by ograniczyć skutki, oraz dbałości o zdrowie, w tym korzystaniu z różnorodnych aplikacji do monitorowania organizmu. Honorowy patronat nad badaniem objął United Nations Global Compact Network Poland.

            W tym roku ta barwnie namalowana diagnoza, która zawsze skłania do żywiołowych dyskusji, portretuje pokolenie gotowe już za moment przejąć stery świata. Jak go urządzą i w jakiej kondycji pozostaną dzisiejsi 20-latkowie?

            Ile młodzi Polacy wiedzą o problemie niedoboru wody?

            Jeśli zabraknie wody, to raczej na świecie niż w Polsce – twierdzą młodzi, a tylko 1/3 z nich jest przekonana, że to pilny problem. Pytani o to, kto jest odpowiedzialny za niedobory, bez wahania wskazują na siebie (64%), przemysł (42%), duże firmy (41%) i polityków (39%). Jednocześnie to nie tylko zakłady produkcyjne, politycy i my wszyscy powinniśmy przeciwdziałać kryzysowi wodnemu, ale również krajowe i międzynarodowe fundacje oraz organizacje pozarządowe.

            Jakie działania podejmują młodzi by oszczędzać zasoby wody? Deklarują częstsze branie prysznica zamiast kąpieli, ograniczanie prania i zakręcanie wody podczas mycia zębów czy golenia. Jednocześnie tylko co piąty młody człowiek jest przekonany, że jego sposoby na oszczędzanie wody przyczyniają się do poprawy jej dostępności. Blisko 80% badanych wyraźnie potępiło pomysł umycia samochodu w czasie suszy.

            A z jakimi konsekwencjami niedoborów wody stykają się na co dzień? Najbardziej bolą podwyżki – wzrost cen żywności i ogrzewania, ale ankietowani wymieniają też usychanie roślin, obniżenie lustra wody w rzekach i jeziorach a także pożary. Według większości młodych Polaków to rolnicy są szczególnie narażeni na niedobory wody i powinni otrzymywać takie rozwiązania, jak rośliny bardziej odporne na suszę. Za najoszczędniejszy w gospodarowaniu wodą typ rolnictwa dwudziestolatkowie uważają rolnictwo zrównoważone. Zdaniem większości młodych Polaków to rolnicy powinni korzystać z nowych technologii upraw i systemów nawadniania (47% wskazań), stosować gatunki roślin odporne na susze (46%) i potrzebujące mniej wody (45%) oraz monitorować nawodnienie pól za pomocą technologii cyfrowych (36%).

            Zdrowie dzięki nauce i innowacyjności

            Młodzi Polacy są zgodni – warto dbać o siebie od małego i robić to przez całe życie. Ponad połowa dwudziestolatków deklaruje, że dla dobrej kondycji decydujące jest zdrowe odżywianie, odpowiednia ilość snu, regularna aktywność fizyczna i ograniczanie stresu. Jeśli jednak zdrowie nie dopisuje, młodzi chcą mieć kontakt z lekarzem, a 57% zgadza się ze stwierdzeniem, że najlepszy jest bezpośredni kontakt, choć w pewnych wypadkach, np. wypisania recepty czy skierowania, można skorzystać z porady zdalnej. Co według badania „Barometr Bayer 2022“ robi dwudziestolatek, gdy potrzebuje porady lub informacji o swoim zdrowiu?  Najwięcej – bo połowa – kontaktuje się z lekarzem, głównie na wizytę osobistą.

            Młodzi Polacy korzystają z innowacji i możliwości, które daje im technologia: blisko 2/3 zainstalowało już w telefonie aplikację związaną ze zdrowiem, ćwiczeniami, dietą i liczeniem kalorii. Niemal połowa przedstawia lekarzowi dane zebrane przez te aplikacje. Również połowa docenia motywującą rolę aplikacji i możliwość obserwowania jak parametry zdrowia zmieniają się w czasie. To także pomoc w dbaniu o osoby starsze: rodzice i dziadkowie w rodzinach 43% ankietowanych już przekonali się do korzystania z urządzeń elektronicznych, które monitorują kondycję i przypominają o zachowaniach prozdrowotnych (np. wzięciu leków czy wypiciu płynów).

            „Barometr Bayer“ rysuje obraz młodych jako pokolenia czującego odpowiedzialność za stan świata i samych siebie. Podkreślają wagę troski o zdrowie, w tym profilaktykę i odczytywanie sygnałów płynących z organizmu – tak, by nie dopuścić do choroby. Chętnie korzystają ze zdobyczy nauki i techniki – powiedział Markus Baltzer, prezes firmy Bayer w Polsce. – To, co młodzi postulują, my – z pomocą nauki – już wprowadzamy. To z jednej strony popularyzowanie samoleczenia opartego na wiedzy czy rozwiązania cyfrowe na rzecz zdrowia, a z drugiej – propozycje dla rolników uwzględniające wyzwania klimatyczne, np. rozwiązania cyfrowe do monitorowania pola czy rośliny tolerujące niedobory wody.

            Wojciech Gryciuk

            Co symbolizuje złota wstążka?

              Prof. dr hab. n. med. Tomasz Szczepański, specjalista pediatrii i onkologii-hematologii dziecięcej, mówi o problemach i potrzebach tej ważnej gałęzi medycyny oraz inicjatywach Polskiego Towarzystwa Onkologii i Hematologii Dziecięcej.

              Co z perspektywy pana profesora jest wyzwaniem dla onkologii dziecięcej w Polsce?

              Takich wyzwań jest sporo. Zaczynając od spraw prozaicznych, jesteśmy na etapie budowania lepszych warunków dla pacjentów onkologicznych i ich bliskich. Są oddziały, które wymagają rozbudowy, zadbania o wysoki rygor sanitarny, a także stworzenia godziwych warunków do przebywania w nich rodziców. Druga sprawa to zmiana leczenia wspomagającego. Nie jest ono w pełni refundowane przez NFZ. To samo dotyczy niektórych terapii eksperymentalnych, czasami wiemy, że gdzieś za granicą jest badanie kliniczne, w którym dziecko może wziąć udział pod warunkiem znalezienia niezbędnych środków finansowych. W takich przypadkach najczęściej te koszty pokrywane są dzięki współdziałaniu i życzliwości fundacji działających przy ośrodkach onkologicznych. I trzecie wyzwanie – bycie na bieżąco z najnowszymi metodami leczenia i stopniowe ich wprowadzanie przez badania kliniczne, by mogły z czasem być zarejestrowane i refundowane.

              W czym upatruje pan największej szansy na poprawę jakości leczenia dzieci? Jakie szanse przynoszą nowoczesne terapie? Jakie zmiany zaszły w tym obszarze na przestrzeni ostatnich lat?

              Widać na tym polu przyspieszenie, ale, niestety, nowe terapie nie na wszystkie dzieci działają równie skutecznie. Dlatego każda nowa terapia musi przejść fazę badań klinicznych. W tym momencie najbardziej zależy nam, by stosować immunoterapię na wcześniejszych etapach leczenia, zwłaszcza w leczeniu białaczek. Immunoterapia jest znacznie mniej toksyczna i rzadko towarzyszą jej ciężkie powikłania, jak to się zdarza przy chemioterapii. W dużym uproszczeniu polega na aktywowaniu, pobudzeniu limfocytów pacjenta, by lepiej rozpoznawały komórki rakowe i je niszczyły. Najnowocześniejszą technologią jest terapia komórkowo-genowa CAR-T, która od niedawna jest refundowana w Polsce. Specjalnie modyfikuje się limfocyty, które pochodzą od danego pacjenta, by rozpoznawały i zabijały komórki nowotworowe. Wadą nowych technologii jest ich koszt, choć z biegiem czasu zapewne będą dostępniejsze, jeśli oczywiście potwierdzi się ich skuteczność.

              Jak bardzo istotne jest wsparcie psychospołeczne dziecka i rodziny w chorobie
              nowotworowej?

              Nowotwór u dziecka doprowadza do radykalnych zmian w funkcjonowaniu rodziny. Wszystko się ogniskuje na tym, żeby dziecku pomóc, wyleczyć je. Często wiąże się to z długimi hospitalizacjami, wtedy jeden z rodziców jest wyłączony z codziennego życia. Do tego dochodzą sprawy finansowe, dodatkowe koszty dojazdów do szpitala, leków. Ważna jest kwestia opieki nad rodzeństwem chorego dziecka, które może być wręcz zaniedbane, czuć się pozostawione samemu sobie. Cierpi cała rodzina. Choroba dziecka to trauma porównywana do stresu na polu walki. Najgorsze są momenty, gdy dziecko odchodzi, gdy nie jesteśmy w stanie mu pomóc. Dlatego opieka psychologa jest niezbędna. Można z nim porozmawiać, uzyskać wsparcie i pomoc w uporaniu się z tymi wszystkimi wyzwaniami, kryzysem psychicznym. Niezmiernie ważne jest danie także pozytywnego wzmocnienia po wyleczeniu, by pacjent i jego bliscy mogli wrócić do normalnego funkcjonowania. W większości ośrodków brakuje psychologów, są oni często dodatkowo zatrudniani przez fundacje działające przy ośrodkach onkologicznych. Niezmiernie ważna jest także organizacja życia na oddziałach: arteterapia, muzykoterapia, warsztaty grupowe dla dzieci, żeby poczuły się w tym szpitalu trochę jak w przedszkolu czy świetlicy szkolnej. By pomimo choroby mogły się bawić, spotykać z rówieśnikami. Często pomagają w tym wolontariusze pracujący na oddziałach.

              Czy może nam pan przybliżyć, czym zajmuje się PTOHD? Jakie macie plany na obchody złotowstążkowe?

              Nasze towarzystwo powstało w 2000 r. Zrzesza osoby, które działają na rzecz hematologii i onkologii dziecięcej, w większości są to lekarze i naukowcy. Staramy  się intensywnie lobbować na rzecz polepszenia warunków leczenia w onkologii i hematologii dziecięcej. Tworzymy programy specjalizacji, nadzorowania i kształcenia. Obecnie chcemy też z Fundacją „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” otworzyć program grantów naukowych. W ramach złotego września podejmujemy działania na temat uświadomienia, że dzieci onkologiczne są i potrzebują stałej naszej pomocy. Chcemy się włączyć w ogólnoeuropejski nurt podświetlania ważnych budynków w miastach na kolor złoty, by pokazać, że solidaryzujemy się z dziećmi chorymi na nowotwory i ich rodzinami. W tym roku 20–21 września planujemy również spotkać się w Zabrzu, gdzie będziemy obchodzić 50-lecie onkologii i hematologii dziecięcej na Śląsku, ale też podsumujemy w formie konferencji naukowej postępy w tej dziedzinie. Ważne jest, by uświadamiać, że jest to bardzo wrażliwa grupa pacjentów i bez szerszego grona zaangażowanych podmiotów nie będziemy w stanie jej pomóc. W tym momencie możemy wyleczyć ponad 80 proc. pacjentów z nowotworami, natomiast celem jest, żeby żadne dziecko nie umierało z powodu tej choroby.

              Jak biznes mógłby wesprzeć onkologię dziecięcą, nie tylko w czasie kampanii złotej wstążki?

              Biznes jest ważnym motorem pracy wielu fundacji, bo szereg działań i projektów nie byłoby możliwych bez zewnętrznego finansowania. Tak samo widzę duże pole do wspierania działalności naukowej czy nowych metod leczniczych. Potrzebne jest wsparcie w zakresie zakupu drogiego sprzętu diagnostycznego. A do tego kwestie modernizacji ośrodków onkologicznych, w które można się angażować choćby przez wolontariat pracowniczy. Mówiąc najogólniej: firmy mogą wspierać szeroko rozumianą innowacyjność w onkologii dziecięcej. Bez tego nie moglibyśmy tak działać, jak działamy do tej pory i dlatego zaangażowanie biznesu jest nieocenione.

              rozmawiała Anna Apel

               

              Złota wstążka 

              Jest symbolem onkologii dziecięcej i wszelkich działań na rzecz tej bardzo specyficznej populacji pacjentów. Pierwszy raz pojawiła się w Stanach Zjednoczonych, a do jej popularyzacji przyczyniło się Międzynarodowe Stowarzyszenie Onkologii Dziecięcej SIOP,  zwłaszcza jego gałąź europejska, czyli SIOP Europe. To organizacja, która zrzesza głównie lekarzy, personel medyczny czy naukowców. Natomiast drugim bardzo ważnym organizatorem jest CCI, czyli Childhood Cancer International i jej prężnie działająca część europejska, skupiająca fundacje i organizacje pozarządowe. Celem tych działań jest przede wszystkim zwiększanie świadomości społecznej na temat problematyki nowotworów dzieci i pogłębienie wiedzy, jak możemy pomóc lepiej je leczyć i im pomagać.

              Ważne Informacje

              Strefa Lokalna AWS w Warszawie

              Nowa Strefa Lokalna AWS (Local Zone) umożliwia klientom i użytkownikom końcowym korzystanie z rozwiązań chmurowych oraz hybrydowych z bardzo niskimi czasami opóźnień, liczonymi w...

              Kiedy zabraknie nam wody, a aplikacje zastąpią lekarza?

              „Barometr Bayer“ jest dorocznym badaniem stanu świadomości Polaków na ważne społecznie tematy - zrównoważony rozwój, stosunek do nauki oraz do nowoczesnych rozwiązań w zdrowiu...

              Huawei wdraża system Nature Guardian w polskiej części Puszczy Białowieskiej, aby chronić bioróżnorodność

              Rozwiązanie zainstalowane na terenie Puszczy Białowieskiej, obszarze znajdującym się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, składa się z 70 urządzeń offline o nazwie AudioMoth Edge...

              Weź udział w AWS Pop up Hub w Warszawie

              AWS ogłosił, że do 2025 roku przeszkoli bezpłatnie 29 milionów ludzi na całym świecie w zakresie technologii cloud computing. Z kursów będzie można korzystać...

              40 lat Dassault Systèmes: od projektowania 3D do wirtualnego bliźniaka ludzkiego ciała

              W jakim zakresie wasze technologie zmieniły sposób projektowania i produkowania, umożliwiając wprowadzanie innowacji przemysłowych XXI wieku przez firmy takie jak Boeing i Toyota oraz...