Pokonać siebie

29

_WEL6787

Tomasz Boruc, właściciel firmy Life Clinic, czynny sportowiec o tym, jak łączyć pasję życiową z zarabianiem pieniędzy

Jak udaje się panu połączyć zarządzanie firmą z czynnym uprawianiem sportu, w którym odnosi pan międzynarodowe sukcesy?
Są to domeny, które wzajemnie się nie wykluczają, a nawet uzupełniają. Być dobrym sportowcem to kwestia wysoko zaawansowanego self-managementu. Aby osiągać sukcesy i pozostawać ciągle sprawnym, i co najważniejsze – zdrowym, trzeba łączyć ze sobą dziedziny związane z fizjologią, medycyną i organizacją czasu. To wszystko musi się zazębiać. Dzięki powiązaniu tych elementów udało mi się stworzyć platformę szkoleniowo- -usługową dotyczącą zdrowia i sportu kwalifikowanego i rekreacyjnego. Dzięki temu łączę rozwój zawodniczy z możliwością zarabiania pieniędzy.

Ma pan to co w życiu najpiękniejsze – możliwość zarabiania pieniędzy w oparciu o swoją pasję.
To fakt, przez wiele lat nie zastanawiałem się nad tym, ponieważ wydawało mi się to naturalne. Po długim czasie zauważyłem, jak wielu znajomych pracujących w korporacjach mi tego zazdrości.

Z wykształcenia jest pan trenerem i w pewnym sensie żołnierzem.
Jestem absolwentem warszawskiej AWF, na której studiowałem wychowanie fizyczne oraz kierunki trenerskie, natomiast warszawski WAT na wydziale Mechatroniki ukończyłem kierunk związany z bezpieczeństwem. W pierwszym okresie mojej działalności zawodowej, związanej właśnie z bezpieczeństwem, sport i sprawność fizyczna były niezbędne, aby zaliczyć bardzo wymagające testy. Potem dawały mi poczucie bezpieczeństwa i wielokrotnie ratowały życie.

_WEL6750
Jest pan utytułowanym karateką, wielokrotnym mistrzem Polski, Europy i świata. Kiedy zaczęła się pana przygoda z tym sportem.
Najpierw były zapasy. W związku z tym, że w podstawówce nie byłem chłopakiem mocno zbudowanym, postanowiłem się wzmocnić fizycznie, i rozpocząłem przygodę ze sportem, a konkretnie zapasami które dały mi sprawność i zwinność. Nie do końca były jednak tym, czego oczekiwałem. Pewnego dnia spotkałem trenera karate kyokushin, który zaprosił mnie na salę.

Spodobało się?
Zaczęło się trochę stresująco. Gdy dotarłem na salę, na treningu było ponad 100 osób i dużo się działo. Stałem przy drzwiach, bo nie można było wejść ze względu na tłok. Obok stał inny młody człowiek, zapytałem dlaczego nie wchodzi? Odpowiedział, że czeka na swoją kolej. Wszedł i po kilku sekundach wyleciał z hukiem, zdążył mi tylko przekazać: teraz ty. Szczęśliwie trener zdecydował, że tego dnia on był ostatni. Szczęśliwie, ponieważ po paru tygodniach wielu chłopaków się wykruszyło i zostałem przyjęty do sekcji.

Jak to wygląda dzisiaj?
Mam własny klub sportowy, będący częścią Polskiej Organizacji Karate Kyokushin Kaikan IKO Sosai której jestem współtwórcą i prezesem. To, z czego jestem szczególnie dumny, to nasze kontakty z Japonią. Jako jedyny posiadam oficjalne przedstawicielstwo Honbu Dojo z Toki,o którym zarządza córka Masutatsu Oyamy, Kuristina Oyama. Po ostatnich sukcesach naszych zawodników myślimy o rozszerzeniu działalności na Europę.. Był czas, że karate kyokushin w Polsce było bardziej popularne niż piłka nożna. Polacy zachłysnęli się wschodnimi sztukami walki i co najważniejsze, zaczęli odnosić wielkie sukcesy sportowe w tej dziedzinie. Twórca tego systemu walki Oyama działał równolegle z Brucem Lee i był bardzo sławny. Mało kto wie, że to on przygotowywał odtwórcę pierwszego Bonda pod kątem sztuk walki. Był charyzmatycznym i silnym człowiekiem, prowadził w Japonii jedną z najbardziej znanych szkół karate, do której trafiali na 3 lata miłośnicy tej sztuki z całego świata. Przygotowywał swoich adeptów zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Filozofia walki miała tam szczególne znaczenie. Jeśli jesteś w stanie kontrolować swoje ciało i będziesz niezłomny psychofizycznie, to z resztą nie będziesz miał problemu. Esencja kyokushin to walka, a jej początek to walka ze swoimi słabościami. Dalej pojawiał się przeciwnik, który był tylko elementem drogi dążenia do doskonałości.

I tak dochodzimy do biznesu.
Jeśli do tego, o czym mówiłem, dodamy jeszcze upór i konsekwencję w działaniu, to jesteśmy gotowi na sukces w biznesie. Karate, podobnie jak biznes, nie lubi „zapałek”, czyli ludzi, którzy przychodzą na salę ćwiczeń lub do firmy, zapalają się, a kiedy widzą, ile pracy wymaga sukces, gasną i odchodzą. W Japonii na egzaminach, które trwają nieraz kilka godzin, padasz na matę. Ale nikt nie ma ci tego za złe, oceniający sprawdzają, czy masz siłę, żeby wstać i walczyć dalej. To jest właśnie miara sukcesu – pokonać własne słabości, podnieść się i walczyć dalej. W biznesie jest dokładnie tak samo. I to kształtuje osobowość

Jest pan właścicielem firmy Life Clinic.
Jest to klinika rehabilitacji funkcjonalnej, obejmującej ortopedię, kardiologię, neurologię. Jak wszystko w moim życiu, jest oczywiście związana ze sportem. Kompleksowo przygotowujemy naszych klientów do aktywności fizycznej. Chodzi o to, aby osoby, które czują się sprawne fizyczne i chcą, na przykład, przebiec półmaraton lub maraton, przygotować do tego wydarzenia w taki sposób, by miały z tego tylko przyjemność i żadnych kontuzji lub uszczerbku na zdrowiu.

W ostatnich latach nastąpiła prawdziwa eksplozja popularności zdrowego stylu życia.
Z jednej strony zdrowie, piękno i samoakceptacja własnego wyglądu, z drugiej to, na co zwracają uwagę pracodawcy. Pracownik sprawny, zdrowy i dobrze wyglądający, emanujący siłą i skutecznością jest o wiele bardziej wydajny w organizacji. Wiele firm właśnie pod tym kątem ocenia swoich managerów. Co ciekawe, dzisiaj wyznacznikiem statusu i sukcesu jest już nie tylko dobry samochód, ale i wysportowany wygląd. Palenie to obciach. Mam klienta, któremu prezes korporacji zapowiedział, że jeśli się za siebie nie weźmie, to nie będą w niego inwestować, bo za rok będzie miał zawał. Trafił do mnie, ze swoich ponad 130 kilogramów stracił już 15. Walczymy dalej. Co najważniejsze, nie stosujemy żadnych cudownych diet. Podstawą jest dieta i codzienne ćwiczenia fizyczne.

Co pan radzi osobom, które stoją dzisiaj przed podjęciem decyzji zmienienia czegoś w swoim życiu. Robić to samemu, czy zwrócić się do specjalisty?
Najważniejsza jest świadomość konieczności zmiany. Oczywiście polecam wizytę u specjalisty, bo tylko on pomoże profesjonalnie dostosować rodzaj i intensywność ćwiczeń, ustali dietę oraz zajmie się rehabilitacją. Trzeba pamiętać, że ta ostatnia powinna być stosowana nie tylko po kontuzji, ale też jako profilaktyka, która przed nią uchroni. Należy zawsze mieć z tyłu głowy, że źle dostosowany lub prowadzony trening może być przyczyną kontuzji, która wyłączy nas z pracy.

img005

Tak właśnie zaczęła się konkurencja firm dbających o zdrowie z firmami ubezpieczeniowymi.
Rzeczywiście, na Zachodzie ludzie prowadzący firmy związane ze zdrowiem fizycznym przekonywały pracodawców, iż lepiej zapłacić im i zaoszczędzić na ubezpieczeniu, bo człowiek chory kosztuje i, co gorsza, nie pracuje, a zdrowy i zmotywowany jest doskonałym przykładem dla innych. Od strony biznesowej chcemy stworzyć podobny model, z tą jednak różnicą, że nie zamierzamy konkurować z firmami ubezpieczeniowymi, ale chcemy rozszerzyć ich ofertę. To jest następny kierunek, w którym chcemy rozwijać naszą firmę.

Kim dla pana jest health manager.
To jest właśnie kwintesencja tego, co staramy się robić. Poprzez kompleksową informację chcemy zaoszczędzić ludziom czas i dać im to, co dla nich będzie najlepsze i najbardziej efektywne.

Zaoszczędzić czas?
Żeby nie musieli szukać diety, ćwiczeń, sali i trenera. To my bardzo kompetentnie zrobimy za nich.

Czyli działacie jak doradcy finansowi. Powierz nam swoje pieniądze, a my odpowiednio inwestując sprawimy, że zarobisz.
Takie jest sedno sprawy, z tą tylko różnicą, że klient powierza nam swoje zdrowie.

Pana firma to jednak nie tylko dbałość o rozwój fizyczny, ale i kompleksowa, prowadzona przez najlepszych fachowców rehabilitacja.
Z doświadczenia wiem, że osoby po różnego rodzaju urazach i operacjach mają znikomą wiedzę na temat tego, jak wrócić do zdrowia w taki sposób, aby nie nabawić się kolejnych urazów. Jak wrócić do aktywności i do jakiej aktywności. Odpowiedzi na te pytania tylko pozornie są proste…

Inspiracją rozwoju Life Clinic był jeden z pana klientów.
Człowiek po koszmarnym wypadku samochodowym, który do końca życia miał jeździć na wózku. Groziła mu również amputacja jednej nogi. Dzisiaj normalnie chodzi, ćwiczy i cieszy się życiem. Oczywiście, żeby tak się stało, musiał wykonać tytaniczną pracę nie tylko fizyczną, ale i psychiczną. I tu wracamy do karate: jeśli pokonasz własne słabości i będziesz w pełni kontrolował swoje ciało i umysł, wszystko jest możliwe.

Co lubi Tomasz Boruc?

img007Ubrania „Większość czasu spędzam w strojach sportowych, najchętniej Addidas i Nike.”
Wypoczynek „Robię to co lubię, wyjazdy to również kierunek wschodni.”
Kuchnia azjatycka, japońska
Restauracja w Warszawie Tokyo na Tamce
Samochód Peugeot RCZ
Hobby filozofia dalekiego wschodu, analiza japońskich rynków biznesowych