Paweł Olechnowicz

5

Rozmowa z Pawłem Olechnowiczem, prezesem zarządu Grupy LOTOS S.A.

– Jak Program 10+ wpłynął na pozycję firmy w sektorze naftowym?
– Silnie i pozytywnie, ten proces trwa cały czas. Efekty tego programu rozłożone w czasie będziemy odczuwali wszyscy zarówno w firmie jak i kasie państwa. Po pierwsze wzrosła wartość samego przedsiębiorstwa, a dzięki temu, że sukcesywnie przerabiamy coraz więcej ropy naftowej i sprzedajemy coraz więcej produktów, rosną również przychody firmy. Szacuję, że roczna sprzedaż może osiągnąć 25 miliardów złotych. Zależy to oczywiście od cen ropy i produktów na rynku. Ale przypomnę, że gdy inicjowaliśmy ten program, mieliśmy przychód na poziomie 5 miliardów złotych. Mając potencjał przerobu ponad 10 milionów ton ropy rocznie znaleźliśmy się w europejskiej ekstraklasie rafinerii. Stajemy się jednym z nowocześniejszych, jeżeli nie najnowocześniejszym, zakładem przetwarzającym ropę w regionie Morza Bałtyckiego.

– Kto jest głównym beneficjentem wdrożenia Programu 10+?
– Właściciel, czyli państwo. Dzięki dodatkowym, w tym przypadku ogromnym wpływom podatkowym, zawsze beneficjentem jest państwo. Dla klientów realizacja programu to przede wszystkim wysokiej jakości produkty. Dla społecznoś­ci lokalnej – kilka tysięcy nowych miejsc pracy w budownictwie, transporcie, hotelarstwie podczas realizacji Programu. W samej rafinerii w Gdańsku wzrosło nie tylko zatrudnienie, ale i bezpieczeństwo miejsc pracy. Bardzo wzrosły kwalifikacje naszych pracowników. Poznali oni nowe supernowoczesne technologie światowe. są w międzynarodowej czołówce. Mocno skorzystały sport i kultura, Coraz większy LOTOS może wygospodarować jeszcze więcej na cele społeczne. Wzrosło wreszcie bezpieczeństwo energetyczne kraju, bo zwiększył się o 75 proc. potencjał produkcji paliw na terenie kraju. Możemy więc zminimalizować import.

– A co należy uczynić, aby taki, określany do niedawna jako wizjonerski, projekt się udał?
– U źródeł sukcesu zawsze leży ścisła i rzetelna współpraca z właścicielem. Kilka lat temu rzeczywiście środowiska nastawione neutralnie lub pozytywnie do naszych planów uznawały projekt za wizjonerski. Nie brakowało także opinii, że jest szalony i niemożliwy do zrealizowania. W biznesie trzeba mieć jednak podejście wizjonerskie, bez tego niewiele się uda. Sama wizja jednak nie wystarczy, jeśli nie ma się zmotywowanego zespołu ludzi, którzy chcą taką wizję i program realizować. Kompetentnych ludzi, którzy nie liczą godzin pracy. Mam powody do radości. Projekt wyszedł nam lepiej, niż zakładaliśmy w biznesplanie. Ważne jest jeszcze i to, żeby ludzie, którzy realizują takie projekty nie zrażali się przeciwnościami losu, trudnymi sytuacjami, żeby z wielką determinacją parli do przodu, widząc cel. Kiedy wybuchł kryzys musieliśmy błys­kawicznie dostosować się do nowej sytuacji i zmodyfikować swoje działania. Jednym słowem świadomość, wiedza i kompetencje ludzi, to główne czynniki mające wpływ na sukces.

– Cieszy państwa, ale i właściciela, nazwanie waszego przedsięwzięcia największą polską przemysłową inwestycją XXI wieku?
– Takie są fakty, nie ma w tym – nieskromnie powiem – krzty samochwalstwa. Jest to największa inwestycja ostatnich 20 lat w Polsce, wyjątkowa w tej skali. Im więcej podobnych projektów, tym szybszy rozwój gospodarki, większe przychody do kasy państwowej i lepsze wskaźniki wzrostu. A tych środków nigdy nie za wiele, zwłaszcza na edukację, sport i kulturę. Te środki muszą być wygenerowane przez tych, którzy wiedzą, co trzeba zrobić i jak to uczynić.

– Z pańskiej wypowiedzi wynika, że namawia pan do naśladowania i wcale nie chce być pan samotnym liderem przed peletonem?
– Ja nie jestem z tej grupy ludzi, którzy cieszą się, że u sąsiada dach przecieka, czy cegły odpadają. Wręcz odwrotnie – cieszę się, że sąsiadowi dobrze się powodzi i chcę być do niego podobny albo i lepszy. Dlatego zawsze podkreślam tzw. pozytywną konkurencyjność. Wspierać się wzajemnie, aby było więcej i lepiej.

– Czy większa produkcja oleju napędowego przyczyni się do zbilansowania rynku paliw i czy dzięki temu wzrośnie bezpieczeństwo energetyczne kraju?
– Po realizacji naszej inwestycji i zwiększeniu produkcji diesla w Płocku, jesteśmy w stanie nasz rynek w całości zaspokoić i zbilansować we własnym, polskim gronie. Ale to nie znaczy, że na tym rynku będziemy samotnie panować, bo rynek unijny jest otwarty. Zresztą niezdrowe jest sprzedawanie tylko u siebie. Trzeba też umiejętnie się poruszać na rynkach konkurentów. Czasami nie zarabia się na tym więcej, niekiedy wręcz przeciwnie, ale rośnie komercyjne bezpieczeństwo. W razie czego sąsiedzi są u nas, a my jesteśmy u sąsiadów. To jest kwestia mobilności struktur handlowych i jakości produktów. Mieliśmy dość znaczny niedobór oleju napędowego w Polsce. Nasza inwestycja wypełnia tę lukę i zaspakaja prawie w całości zaopatrzenie w to paliwo. Znaczną część oleju napędowego będziemy sprzedawać na polskim rynku, ale część – za granicą.

– Kolejny element to bezpieczeństwo energetyczne państwa.
– To ważne pytanie, zwłaszcza – jak do tego podejść. Taka firma jak nasza, w rękach skarbu państwa musi mieć i ma wpływ na bezpieczeństwo energetyczne Polski. Im większa firma i większy udział w rynku, tym to bezpieczeństwo powinno być większe. Bezpieczeństwo energetyczne nie jest niczym innym jak pewnym zaopatrzeniem naszej gospodarki i obywateli w nośniki energii. Przy normalnym funkcjonowaniu to nie jest problem. Problemy pojawiają się najczęściej w obliczu kryzysu, silnych niepokojów społecznych, konfliktów lokalnych, wojen. Takie sytuacje powodują, że normalne umowy gospodarcze przestają obowiązywać. I powstaje pytanie, czy jesteśmy na takie ewentualności przygotowani i przed wstrząsami zabezpieczeni. Czy gospodarka, w przypadku nieregularnych dostaw surowca, lub ich ograniczenia, potrafi normalnie funkcjonować i jak długo. To jest kwestia surowców, bazy logistycznej i zapasów. Nie mamy wystarczających złóż ani w morzu ani na lądzie. Nie mamy też za wielkich zbiorników. Tutaj jest jeszcze sporo do zrobienia. Powinny powstać magazyny, jak w innych państwach, w których można gromadzić bezpiecznie duże ilości nośników energii, np. w pokładach solnych. Budowa takich obiektów to tworzenie systemu bezpieczeństwa energetycznego państwa. Jako firma realizujemy szersze zadania, niż te które dotyczą samego LOTOS-u. Prowadzimy różnego rodzaju działania i rozmowy, które sprzyjają klimatowi bezpieczeństwa energetycznego. Promujemy myślenie o bezpieczeństwie. Jest to szersza misja, bardzo odpowiedzialna, dlatego działania muszą być kompetentne i odpowiedzialne. Na nas spoczywa ogromna odpowiedzialność i z niej zdajemy sobie sprawę.

– Spoczywa na państwie nie tylko odpowiedzialność za firmę, za jej wyniki finansowe, ale gdzieś pojawia się równolegle odpowiedzialność za dużą większą sprawę – państwo i obywateli?
– Energia, paliwo i żywność to cywilne składniki bezpieczeństwa. Uważam, że rzeczą naturalną jest być odpowiedzialnym za swój kraj, za państwo. Ta odpowiedzialność jest zróżnicowana w zależności od pełnionych funkcji, piastowanych stanowisk, ale powinna dotyczyć wszystkich, bez względu na stanowisko. Ważna jest świadomość jak wpływamy na budżet, jak możemy go poprzez swoje efektywne działania wzmocnić i wzbogacić. Sądzę, że większość obywateli ma taką świadomość i że ona stale wzrasta. Oczywiście poziom zaangażowania bywa różny. Ja twierdzę, i udowadniam, że jak się chce, to można. Wszyscy odpowiadamy w pewien sposób za budowę pozycji naszego państwa. Bez zbędnych haseł, róbmy swoje. Popatrzmy na naszych sąsiadów i ich starania o budowanie silnej pozycji państwa, przy wykorzystaniu strategii zarządzania surowcami. Powinniśmy wyciągać wnioski – i przy naszych zdolnościach intelektualnych budować mocniejszą pozycję Rzeczypospolitej, opartą na sile jej gospodarki.

– Czy tej mocniejszej pozycji będzie służyła strategia koncernu na lata 2011-2012?
– Naszym założeniem było, gdy wzmacnialiśmy pozyc­ję LOTOS-u należącego do państwa, wzmacnianie również potencjału polskiej gospodarki, także bezpieczeństwa energetycznego państwa. A więc – nie chcę się powtarzać – bezpieczeństwo wymaga współpracy z partnerami międzynarodowymi. Stworzyliśmy organizację Central Europe Energy Partners z siedzibą w Brukseli. Celem jest zbudowanie platformy 10 krajów Europy Centralnej i ich firm energetycznych w celu wspólnych inicjatyw z zakresu bezpieczeństwa energetycznego. W stosunku do reszty Europy jesteśmy niestety słabsi, bo nasze państwa wolniej rozwijały się w poprzednim systemie politycznym. I dlatego państwa Europy Zachodniej są na innym poziomie wskaźników gospodarczych i rozwoju cywilizacyjnego. Te różnice maleją, a zachodowi zależy na tym, aby nasz region osiągnął wyższy poziom, także w tej dziedzinie.

Wracając do strategii LOTOS-u, to model bezpieczeństwa firmy powinien opierać się na większych dostawach ropy naftowej z własnych źródeł. Bo jeśli mamy swój surowiec to możemy sprzedać go gdzieś w świecie, lub skierować do siebie, żeby pracowała i zarabiała rafineria. To jest jeden element tej filozofii. Ale drugi jest taki, że ważny jest wynik finansowy.

Wiadomo, że na wydobyciu ropy zarabia się najwięcej, chociaż jest to ryzykowne przedsięwzięcie, bo trzeba mieć sporo pieniędzy na inwestycje. Ten jednak, kto wydobywa więcej ropy ma lepszą pozycję. Marża rafineryjna jest najmniejszą składową wyniku ekonomicznego. W firmie nazywamy tę koncepcję modelem pionowo zintegrowanym.
Rozwój obszaru poszukiwań i wydobycia ropy jest podstawą naszej nowej strategii. Mamy teraz odpowiednią pozycję do dalszego rozwoju i gotowe podstawy dla tego programu. Przejęliśmy litewską spółkę Geonaftę, założyliśmy firmę i mamy koncesję na poszukiwania na Morzu Norweskim. Dalej rozwijamy to, co mamy w Morzu Bałtyckim. Staramy się korzystniej pozycjonować w Europie Północnej. I dlatego dzięki tym działaniom przewidujemy w roku 2015 znaczne powiększenie produkcji o ponad milion ton.

– Czy po 28 marca, czyli ukoronowaniu wielu lat pracy nad Programem 10+, udał się pan na zasłużony wypoczynek?
– U nas nic się nie zmieniło. Pamiętam, jako młody inżynier w poprzednim systemie, że gdy coś się udało, to przez trzy dni firma świętowała. My natomiast przechodzimy nad sukcesem do porządku dziennego. Zakomunikowaliśmy, że zakończyliśmy inwestycję, i dalej pracujemy normalnie. Po prostu realizujemy nasze wizje i strategie oraz pracujemy nad dalszym programem rozwoju.

– Nie denerwuje się pan, gdy musi ostatnio zatankować samochód?
– Nie. Bardzo dobrze rozumiem społeczny odbiór cen paliw w ostatnim czasie. Te wysokie ceny są od nas, niestety, niezależne. To ceny surowców i kurs dolara mają decydujący wpływ na to, ile płacimy. Marża rafineryjna jest na niskim poziomie. I tych cen nie da się regulować ręcznie, bo rafineria poniesie straty, a wtedy będzie jeszcze gorzej. Funkcjonujemy na bardzo konkurencyjnym rynku i musimy odpowiednio, bezpiecznie się na nim pozycjonować. Robimy, co możemy, aby te podwyżki były jak najmniej bolesne. Jeżeli cena za baryłkę spadnie do 100 dolarów, a złotówka się umocni w stosunku do dolara, to ceny również spadną. Czyli kurs dolara i cena baryłki ropy to główne czynniki generujące cenę paliw na stacjach.

Co lubi Paweł Olechnowicz?

Zegarek – Longines
Pióra – dobrej marki, np. Montblanc
Wypoczynek – z żoną i dziecmi – ale aktywnie. Rower, las, spacery po górach, narty.
Tenis i golf, ale również gitara i śpiew. To wszystko dodaje energii i odstresowuje.
Kuchnia – polska i azjatycka
Samochód – Audi