Norbert Wojnarowski

Rozmowa z Norbertem Wojnarowskim, posłem na Sejm RP

– W 1998 roku został pan radnym, szefem Komisji Budżetu Lubina, a w 2000 r. stworzył spółkę zajmującą się obrotem wierzytelnościami. Dzisiaj jest pan posłem. Przez długi czas zajmował się pan na przemian biznesem i polityką. W naszym pełnym hipokryzji kraju to dość ryzykowne połączenie.
– To prawda, uważam, że jako poseł powinienem służyć wyborcom, a wyborcy to nie tylko pracownicy najemni, ale i przedsiębiorcy. Wsparcia potrzebują zwłaszcza właściciele małych i średnich firm, na których opiera się stały wzrost naszego PKB. To one są głównymi dostarczycielami wpływów do budżetu. Wbrew pozorom, to nie te największe koncerny Skarbu Państwa zasilają w największym stopniu nasz budżet. Co do posła, który ściśle współpracuje z biznesem, nie ma ku temu formalno-prawnych przeciwwskazań. Rozważać należy jedynie kwestie etyczne, gdy w grę wchodzi współpraca z firmami będącymi własnością Skarbu Państwa. W związku z powyższym uważam, że nadszedł już czas na biznestykę.

– Czyli?
– Posła-polityka, który wspiera biznes, który nie wstydzi się, że wywodzi się z biznesu, ma z nim kontakty i wykorzystuje je w dobrych działaniach na rzecz biznesu oraz państwa. Polityka, który osiągnął sukces i dzieli się nim. Nigdy nie wstydziłem się tego, że ciężką pracą osiągnąłem sukces. W dużym uproszczeniu: mam dom, samochód i zegarek, którego się nie wstydzę i nie boję nosić. Ciężko na to pracuję od ponad 20 lat. Myślę, że czas o tym mówić głośno, wyraźnie i bez strachu. Mój kolega Sławomir Nowak – i to jest moja subiektywna teza – padł ofiarą całego systemu tzw. zaszczucia. Wiem, że ciężko pracuje od ponad 20 lat, osiągnął sukces i zarówno jego, jak i jego rodzinę stać na ten nieszczęsny zegarek. Mało tego, zasłużył na niego. Pracuje się przecież po to, by zarabiać, a zarabia się po to, by realizować marzenia. Stał się ofiarą klimatu politycznego, o którym sam mówił w wywiadzie dla „Newsweeka” – dlaczego piętnuje się posła ubranego dobrze, a nie na odwrót? Zdecydowanie wolę, by krajem rządzili ludzie sukcesu. Ktoś kto osiąga sukces w biznesie ma szansę rządzić tak, aby inni również ten sukces osiągali. Proste… Widzę, że jest pan zdziwiony moją wypowiedzią?

– To trochę to wbrew standardowi, który kilka lat temu miał stanowić kanon, czyli dobry Polak jest biedny, nie ma konta, prawa jazdy, oszczędności i mieszka z rodzicami. Nie ma nic, czyli nie ukradł, ten, który coś miał, był, i co najgorsze, nadal jest, politycznie podejrzanym oszustem.
– Zgadza się, zwłaszcza w kontekście posła Nowaka, który bez złych intencji padł ofiarą własnego niedopatrzenia i nagonki na ludzi, którzy wyrastają ponad przeciętną. Posłowie i ministrowie reprezentują Polskę na wielu forach, spotkaniach nie tylko w kraju, również za granicą. Dlatego, by godnie reprezentować nasz kraj, by być szanowanymi i traktowanymi jak partnerzy muszą wyglądać godnie.

– Pan też padł ofiarą negatywnego podejścia polityków do biznesu?
– Niestety, tak. W 2007 r. przewodniczący naszego klubu przeforsował pomysł, aby wszyscy posłowie Platformy mający własne firmy pozbyli się udziałów, akcji w tych przedsiębiorstwach. Co było tylko czystym wymysłem wyobraźni szefa klubu w tamtym czasie, bo żadna ustawa tego nie zabrania i nie zabraniała.

– Poddał się pan?
– Tak, i dzisiaj z perspektywy czasu bardzo tego żałuję, bo sporo straciłem. Pomysł opierał się o tzw. Ustawę Antykorupcyjną, z tym, że ktoś nie doczytał, iż jej zapisy nie dotyczą posłów. Uważam, że powinniśmy skończyć już z zajmowaniem się drugorzędnymi problemami i poważnie zająć się wspieraniem naszych firm i przedsiębiorców. Nie mogę wytrzymać, gdy w mediach słyszę przez 3 dni, że ktoś – co jeszcze trzeba udowodnić – połakomił się na delegację, a w tym samym czasie Kompania Węglowa była o krok od emisji pół miliarda euro obligacji. Oczywiście, patologie trzeba piętnować, ale nikt nie zajmował się kibicowaniem, by chociażby wesprzeć prezesa w realizacji ratowania firmy.

Proszę uwierzyć, że kiedyś na Komisję Gospodarki, gdzie był poruszany temat górnictwa, zaprosiłem prezesa Lubelskiego Węgla Bogdanka i zostałem zaatakowany przez kolegów, dlaczego nie wspieram Kompanii tylko Bogdankę. Odpowiedziałem, że „jestem posłem zarówno Bogdanki, jak i Kompanii”. Nie tylko spółek Skarbu Państwa. To jest taki skrót myślowy, by poczuć klimat, jaki panuje obecnie w polityce. Dlatego czas na biznestykę! Nie ma przeciwwskazań, by posłowie byli jednocześnie politykami i przedsiębiorcami, spotykali się z biznesem, nie ma przeciwwskazań formalno-prawnych, tylko tzw. medialne

– Kłopot polega na tym, że w naszym parlamencie właśnie z powodów, o których rozmawialiśmy, jest mało ekonomistów, prawników i przedsiębiorców.
– To prawda, ale od czegoś trzeba zacząć. Staram się uczestniczyć w jak największej liczbie konferencji, forów ekonomicznych, dyskusji i debat poświęconych gospodarce. Jestem szefem rady programowej Forum Zarządzania Wierzytelnościami, gdzie podczas konferencji udało się przeforsować świetne propozycje zmian do ustawy, chociażby o tzw. wniosku jednolitym. Uczę się, słucham tego, co mówi rynek. Ta wiedza przydaje mi się w pracy w komisjach sejmowych w trakcie tworzenia ustaw. Wykorzystuję ją również w trakcie spotkań ze środowiskami biznesowymi, informując przedsiębiorców o trendach rynkowych i kierunkach zmian w prawie. Uważam, że to jest właśnie rola posła: ułatwiać, pomagać i informować, i co nie mniej ważne – słuchać, bo komunikacja musi działać w obie strony. Nikt nie ma patentu na nieomylność i tylko w trakcie wspólnych dyskusji jesteśmy w stanie wykorzystać pomysłowość i wiedzę naszych przedsiębiorców, i to właśnie jest esencja biznestyki. Przestańmy się wreszcie tego bać. Urzędnicy, ministrowie mają swój punkt widzenia – dobry, probudżetowy, państwowy – i dlatego powinni uczestniczyć w debatach, forach, aby czuć i rozumieć oczekiwania strony rynku. Dlatego czas na biznestykę.

– Ma pan eleganckie biuro. To się trochę kłóci ze standardem małej klitki posła pustelnika, czyli biednie, ale czysto.
– Pytałem wielu moich wyborców, którzy przychodzą do mnie, co o tym sądzą. Większość uważa, że to dobry pomysł, aby godnie ich reprezentować, a nie gnieździć się w brudnej, starej kamiennicy, bo niby tak jest taniej, czyli godniej. Wolą posła, który uczciwą pracą poradził sobie w życiu i nie wstydzi się tego pokazać, niż ofermę, którą jest, albo którą udaje, bo tak wypada. Jak osoba, która nie poradziła sobie w życiu ma radzić i wspierać innych w wyjściu na prostą? Lepiej dzielić się sukcesem niż porażkami. Mój guru Adam Smith powiedział kiedyś, w uproszczeniu, że dobro ogółu jest wtedy, kiedy każdy ma w tym swój własny prywatny interes i właśnie dlatego – raz jeszcze powtórzę – czas na biznestykę.

Co lubi Norbert Wojnarowski?

Zegarek – „W zależności od okazji i ubrania, ale najbardziej lubię szwajcarski Grewaco z 1940 roku, który odziedziczyłem po dziadku i ma dla mnie wartość sentymentalną. Ostatnio kupiłem replikę modelu wykonaną przez Atlantic. Mam też Omegę, której nie trzeba zgłaszać do rejestru majątkowego…”
Ubrania – „Mam 2 ulubionych krawców, w Warszawie i Poznaniu. Jeśli chodzi o stroje tzw. luźne, nie mam preferencji.”
Wypoczynek – „Ze względu na moją gromadkę dzieci, które robią niezły hałas, najlepiej czuję się w hotelach sieciowych. Najchętniej odwiedzam Hotel  Gołębiewski w Karpaczu, szczególnie zimą. Od mojego domu w Lubinie do Karpacza jest jedynie 80 km. Oczywiście, latem odwiedzamy Mikołajki ze względu na bliskość Warszawy, gdzie obecnie mieszkamy.”
Restauracja – „AleGloria” ze względu na Bezę Pavlova
Samochód – Audi A6, czarne
Hobby – sport – taekwondo, koszykówka, biegi