Niezniszczalny powrócił

Pamiętacie trzech dziennikarzy z brytyjskiego programu motoryzacyjnego, którzy postanowili uśmiercić Toyotę Hilux?

Auto było topione, rozbijane, spadło z wyburzanego wieżowca, ostatecznie zostało podpalone. Jaki był efekt? Po tym całym morderczym katowaniu pojazd można było odpalić i był w stanie poruszać się na własnych kołach… Hilux dostał więc przydomek niezniszczalnego, a kolejne generacje modelu sprzedawały się na świecie jak ciepłe bułeczki. Toyota w 2016 r. wprowadziła na rynek ósmą już generację swojego bestsellera. Kilka dni temu udało nam się pozyskać na czas ferii zimowych jeden z egzemplarzy. Nadarzyła się więc okazja, aby w różnych warunkach sprawdzić legendarną już niezniszczalność japońskiego pick-upa. My jednak kochamy samochody i w żadnym wypadku nie chcielibyśmy zrobić Hiluksowi krzywdy. Sprawdziliśmy go jednak w różnych zimowych warunkach oraz podczas szybkiej jazdy autostradą. Gdzie czuje się najlepiej?

Zacznę od sylwetki. Auto jest ogromne. Długie na 5 metrów i 30 centymetrów szczelnie wypełni każde miejsce postojowe. Jego wysokość pozwoli natomiast na wjazd do praktycznie wszystkich podziemnych garaży, więc zakupy na wypadek wojny atomowej zrobimy w ulubionym centrum handlowym. Przód samochodu upodobnił się do pozostałych modeli koncernu, zachował jednak swoje indywidualne groźne spojrzenie. Podwójna kabina oraz długa paka ładunkowa, która wraz z zabudową tworzy bagażnik, zapowiadają również swobodę oddychania we wnętrzu. I tu małe zaskoczenie, bo, owszem, miejsca jest dużo, ale bez przesady. Hilux to przecież wciąż prawdziwa terenówka osadzona na ramie, dlatego w środku nie jest tak obszerny jak bulwarowe SUV-y. Dla czterech osób wystarczy, a i pięcioro pasażerów również da radę. Tu słowa uznania należą się projektantom, którzy dostrzegli, że dużej Toyoty nie kupuje się tylko do wożenia cementu na budowę, a klienci oczekują auta, które będzie wygodne na co dzień, na tyle eleganckie, żeby pojechać nim na służbowe spotkanie, wieczorem może nawet do teatru, a na pewno na tyle przytulne, żeby móc nim skoczyć ze skuterem wodnym nad Adriatyk i nie potrzebować SPA po przyjeździe na miejsce.

Co prawda plastiki deski rozdzielczej są twarde, ale to na wypadek, gdybyśmy jednak ten cement wozili częściej, co więcej, łatwo się go czyści i nie skrzypi podczas jazdy. Powiem więcej, elementy wnętrza są tak dobrze spasowane, że jazda po dużych nierównościach nie robi na nim żadnego wrażenia. Kierownicę wielofunkcyjną dobrze się trzyma, a wygodne fotele zapewniają komfort podczas podróży. Tylna kanapa zamocowana jest wyżej niż fotele przednie, więc dzieciaki będą zachwycone, bo wreszcie będą mogły patrzeć przez przednią szybę. Oparcie kanapy wyposażono w podłokietnik, a siedzisko można unieść pionowo do góry, dzięki czemu z tyłu tworzy się miejsce na przewiezienie wielkiego telewizora. Z tyłu na ścianie grodziowej mamy nawet haczyki do zawieszenia kurtek. Nowa generacja Hiluksa wyposażona została w system multimedialny Toyota Touch 2 with Go. Otrzymujemy więc połączenie z telefonem, nawigację i kamerę cofania.

Ta ostatnia jest wręcz niezbędna, bo jazda do tyłu wymaga skupienia. Panel jest w pełni dotykowy, ale czasem zdarza mu się chwila zastanowienia. O ile funkcjonalność systemu nie budzi zastrzeżeń, o tyle obsługa dotykowych przycisków nie jest, delikatnie mówiąc, precyzyjna. Zmiana ustawień wymaga nie tylko oderwania wzroku od drogi, lecz także przyjrzenia się i precyzyjnego do tknięcia konkretnego „przycisku”. Na asfalcie to jeszcze pół biedy, szczególnie że przez większość czasu patrzymy na dachy osobówek. W terenie jednak i na nierównościach należałoby się zatrzymać, bo mogą pojawić się emocje. Akurat w aucie terenowym do obsługi multimediów przydałyby się przyciski i pokrętła, tak tradycyjnie…

Jeśli jesteśmy już przy jeździe terenowej, to Hilux jest stworzony do jazdy bocznymi drogami. Najlepiej, jakby były pozbawione asfaltu, nierówne, a dziury wypełnione wodą i błotem pośniegowym. To prawdziwy żywioł japończyka, więc dojazd do stoku narciarskiego od „zaplecza” jest czystą frajdą. Wydaje się, że nic nie jest w stanie go zatrzymać, a jednak… został pokonany przez topniejący głęboki śnieg i zaspę na skraju parkingu w Jurgowie. Nie pomogły ani reduktor, ani blokady dyferencjałów.

Jeśli więc zamierzacie często korzystać z odległych plenerów, to zaopatrzcie się w dobre opony All Terrain. Szosowe zimówki nie dadzą sobie rady. Z opresji wyciągnęła nas obsługa wyciągu z dużym traktorem zaopatrzonym w opony z łańcuchami. Na szczęście nie było daleko. Wracając jednak do samochodu – po takiej przygodzie staraliśmy się trzymać blisko asfaltu. Trzeba przyznać, że samochód bardzo dobrze trzyma się drogi, nie przechyla zbytnio w zakrętach i nie czuje się jego gabarytów. Na autostradzie radzi sobie równie dobrze. Jedzie pewnie, przewidywalnie i komfortowo. Oklaski należą się producentowi za wyciszenie wnętrza. Jest naprawdę nieźle, dzięki czemu długie podróże nie męczą. Podsumowując: nowa Toyota Hilux to auto kompletne. Dobre do codziennej pracy i aktywnych wypadów za miasto. Niestraszne mu bezdroża, a i na autostradzie daje sobie radę. Dobrze spasowane wnętrze daje poczucie komfortu, a możliwość przewiezienia na pace tony towaru lub sprzętu sportowego dopełnia jego wielozadaniowość.