Michał Grom

21

Rozmowa z Michałem Gromem, prezesem E-commerce Services z grupy NFI EM&F

– Do niedawna był pan jednym członków zarządu Empiku, odpowiedzialnym za IT. Dziś kieruje pan już samodzielną spółką e-commerce, należącą do tej grupy. Jaki jest to sygnał dla rynku?
– W tym przypadku krótka odpowiedź będzie najlepsza – chcemy zostać liderem w swojej dziedzinie.

– Gdyby nie sprzeciw UOKiK, który kilka miesięcy temu oprotestował przejęcie przez was portalu Merlin.pl, pewnie już osiągnęlibyś­cie ten cel?
– Nie chciałbym na nowo wszczynać dyskusji na temat, który dziś jest przedmiotem sporu sądowego. W naszym rozumieniu nie było podstaw do tego, aby ten wniosek został odrzucony. Nie czekamy z założonymi rękami na rozstrzygnięcie tej sprawy – konsekwentnie realizujemy naszą strategię rozwoju organicznego i akwizycji.  Nie dalej niż w sierpniu br. kupiliśmy inny sklep internetowy, któremu również patronuje czarodziej – Gandalf.com.pl.

– Na czym polega biznesowy pomysł dołączania do grupy portali o profilu podobnym do reprezentowanego przez Empik?
– Gandalf, który generuje przychody na poziomie około 30 mln zł rocznie, jest specjalistą w sprzedaży podręczników szkolnych. W znakomity sposób poszerza to ofertę naszej firmy, bo dotychczas praktycznie nie byliśmy obecni na tym – wartym prawie 1 mld zł – rynku. Jednocześnie dzięki wykorzystaniu efektu synergii, zmniejszają się koszty prowadzenia działalności. Chciałbym podkreślić, że nigdy nie planowaliśmy „kanibalizacji” biznesu – Gandalf będzie nadal działał pod swoim własnym szyldem. To samo dotyczy innych portali z naszej Grupy. Empikfoto doskonale radzi sobie z obsługą odbitek i sprzedażą gadżetów fotograficznych. Najnowszym hitem są zdjęcia drukowane na płótnie. Z kolei portal Teksty.org to niezastąpione źródło informacji dla osób szukających w sieci tekstów piosenek.

– Jaki będzie kolejny krok?
– Duże nadzieje wiążemy z portalem smyk.com. Jak widać – postanowiliśmy rozszerzyć działalność na kolejne obszary. Doskonały wzór stanowi dla nas Amazon, który, podobnie jak Empik, zaczynał od sprzedaży multimediów, a dziś oferuje ogromny wachlarz produktów.

– Czy w takim razie w waszym sklepie będzie można kupić opony lub lodówkę?
– Proponuję, żeby odwrócić to pytanie: dlaczego nie miało by tak być? Mamy unikalne doświadczenia w sprzedaży internetowej, więc nie obawiajmy się ich wykorzystać także w innych dziedzinach.

– Co stanowi o wyjątkowości waszej oferty?
– Miał pan okazję skorzystać z możliwości odbioru w salonie Empiku produktów zamówionych w sieci?

– To rzeczywiście świetne rozwiązanie. Zamawiając w sieci książki i płyty prawie nigdy nie miałem szansy odebrać ich od listonosza, a godzinne stanie w kolejce na poczcie doprowadzało mnie do białej gorączki. Rzeczywiście, wasza propozycja jest dla mnie znacznie wygodniejsza.
– Właśnie o to chodzi. W dodatku chciałbym przypomnieć, że nie musi pan pokrywać kosztów wysyłki. Podobnie – jak pan – myśli 80 proc. klientów, co potwierdza, że wybraliś­my najlepsze na rynku rozwiązanie. Mamy w Polsce ponad 170 sklepów Empik, które są punktami odbioru dla naszych klientów – to naprawdę duża sieć. Czasem żartuję, że mamy lepszą sieć nawet niż poczta. Nasze sklepy otwarte są od rana do wieczora, są łatwo dostępne, nie ma problemów z parkowaniem samochodu. W dodatku dysponujemy wielkim centralnym magazynem system bardzo szybkich dostaw nie stanowi dla nas problemu. Na takich fundamentach możemy budować biznes obliczony na lata. Co więcej, perspektywy rozwoju handlu w sieci są ogromne. W Europie Zachodniej przez Internet sprzedaje się około 7 proc. wszystkich towarów, w Polsce zaledwie 2 proc. Powiem krótko – jest o co walczyć.

– Zaraz, zaraz… Chce pan sprzedawać lodówki w salonach Empiku?
– Proszę nie sprowadzać racjonalnej idei do absurdu. Każda dziedzina handlu wymaga specjalnych rozwiązań. Na marginesie – w przypadku AGD, Internet przejął znaczą część biznesu. Część klientów odwiedza tradycyjne sklepy tylko po to, żeby obejrzeć produkty, które zamierzają kupić potem znacznie taniej w sieci. Inaczej wygląda to w dziedzinie mody – trudniej sobie wyobrazić zakup butów bez mierzenia, ale już t-shirt  sam chętnie zamawiam w sklepach internetowych. Słowem – są dziedziny, w których tradycyjne formy handlu jeszcze długo świetnie będą się bronić. Uruchamiając nowy biznes w sieci, trzeba więc racjonalnie dopasować ofertę do oczekiwań rynku.

– Zdaniem ekspertów, kryzys wspiera handel w sieci.
– To prawda, ale nie łudźmy się, że Internet całkowicie wyprze tradycyjne sklepy. Spójrzmy na rynek amerykański – udział sprzedaży internetowej jest na poziomie X i gdzie mówi się o renesansie sprzedaży w offline (RETAIL RENAISSANCE). Z czego wynika taki efekt? Można wymienić wiele powodów, osobiście uważam, że najważniejsze są dwie kwestie. Po pierwsze – dla dużej części klientów zakupy to sposób na spędzanie wolnego czasu – źródło rozrywki, możliwość spotkania się z przyjaciółmi i wymiany doświadczeń. Po drugie – kiedy konsumenci robią zakupy offline, oczekują na przeżycie doświadczenia, którego nie odczują w Internecie.

– Wróćmy jeszcze do kwestii odbioru w salonie Empiku towarów zamówionych przez Internet. Zgodnie z zasadą „long tail” liczycie na to, że klient przy okazji kupi coś jeszcze…?
– Oczywiście, ale przecież nie zaprzeczy pan, że Empik oferuje więcej niż przeciętny sklep. Wizyta w naszym salonie ma być przyjemnością dla klienta. Jest to chwila na relaks, na kontakt z kulturą. Może pan przejrzeć nowe książki, posłuchać muzyki, kupić bilet na koncert, posiedzieć w Empik Cafe.

– Jako manager ma pan szczęście nie tylko rozwijać skazany na sukces  biznes, ale też urzędować w jednym z najbardziej efektownych biur w centrum Warszawy?
– Co więcej, tutaj – w centrum stolicy – można poczuć powiew szerokiego świata. W zarządzie Empiku było tylko dwóch polskich managerów. Co tu dużo mówić – od kolegów,  którzy zdobyli doświadczenia w różnych krajach, wiele się można nauczyć.

– Co uważa pan za najważniejsze w pracy managera?
– Nie można być dobrym szefem nie mając wizji biznesu, który się rozwija. W międzynarodowym zarządzie, o którym mówiłem przed chwilą, nazywaliśmy to „Big Picture”. Musi temu, rzecz jasna, towarzyszyć zdolność wprowadzania planów w życie. Nierozerwalnie łączy się z tym umiejętność budowy zespołu, który będzie składał się z osób samodzielnych, przedsiębiorczych i otwartych na nowe, trudne wyzwania, które przed nami stoją. Obecnie, po raz kolejny, kompletuję zespół. Staram się ustawiać wysoko poprzeczkę, żeby w przyszłości nie było rozczarowań. Kiedy trzeba się z kimś rozstać, jest to najczęściej porażka obu stron…

– Kiedy nabrał pan ochoty, by zostać managerem?
– Studiowałem informatykę na Uniwersytecie Warszawskim, szukając własnej drogi rozwoju. Wybrałem indywidualny tok studiów – zahaczyłem o psychologię, co dziś przydaje mi się w pracy. Szybko, bo w wieku 21 lat, rozpocząłem pracę. Trafiłem do grupy spółek, w których zajmowałem się kolejno różnymi dziedzinami – zaczynałem od IT, potem  nadzorowałem proces wydawniczy, dystrybucji produktów FMCG, byłem szefem biura promocji i reklamy. Była to prawdziwa szkoła życia i biznesu. Kolejny etap mojej kariery to stanowisko dyrektora sprzedaży i marketingu w spółce będącej przedstawicielem Swedish Match w Polsce. Następnie koledzy ze studiów, którzy pootwierali firmy IT, namówili mnie, bym pomógł im w zintegrowaniu biznesu. Po dwóch latach nabrałem ochoty na pracę w dużej organizacji i tak objąłem stanowisko szefa IT w RUCH SA. W 2005 r. przeszedłem do Empiku, a od kwietnia tego roku jestem prezesem spółki E-commerce Services.

Co lubi Michał Grom?

Zegarki – IWC
Ubraniastyl klasyczny, marka Hugo z Grupy Boss
Wypoczynek – ma 9-letnią córkę i dwóch synów w wieku 6 i 7 lat, z którymi spędza wakacje nad morzem w Hiszpanii lub Grecji. Zamierza pokazać rodzinie swoje Ulubione miejsca – San Francisco i Brisbane w Australii
Kuchnia – suschi i steki. Miłośnikom steków
poleca sklep befsztyk.pl
Restauracja – „Butchery&Wine”, „Sushi Zushi” w Warszawie
Samochód – Ford Galaxy i BMW X5
Hobby – sztuka współczesna, zbiera dzieła artystów z kręgu galerii „Raster”
Sport – tenis, snowboard, windsurfing, jazda na rowerze