Maksymilian Novak-Zempliński

13

Trzy lata temu na fasadzie budynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie pojawiła się wielka, niezwykła lokomotywa. Tym razem nie była to lokomotywa polskiej gospodarki, ale gigantyczna reprodukcja obrazu Maksymiliana Novak-Zemplińskiego – zapowiedź wystawy tego niezwykłego artysty.

Młody malarz należy do wąskiej grupy polskich artystów, którzy odnieśli sukces artystyczny i jednocześnie mogą sobie pozwolić na luksus życia ze sztuki. To w Polsce przywilej dostępny nielicznym. Warto wymienić składowe tego sukcesu: niekwestionowany talent, pracowitość i umiejętność dotarcia do odbiorców. W dzisiejszych czasach artys­ta musi dostarczać rynkowi sztuki i mediom kolejne sygnały o tym, jak rozwija się jego droga twórcza. Nie powinien zatrzymywać się nawet na chwilę, lecz poszukiwać nowych inspiracji. Jednak, zdaniem Maksa, artykuły w prestiżowych magazynach czy bogato ilustrowana książka nie gwarantują sukcesu.

– Trzeba stworzyć swój własny świat, własną drogę, rzetelnie opowiadać o swoich fascynacjach przy pomocy pędzla – mówi M. Novak-Zempliński.
– Obrazy muszą być naładowane energią i emocjami i muszą przekazywać je odbiorcy. Inny aspekt to warsztat, który we współczesnych modach stracił na znaczeniu lub został wręcz wyeliminowany. Ten swoisty nihilizm w sztuce spowodał, że zniknęły wymierne wartości, na podstawie których można by ocenić wyjątkowość dzieła czy twórcy. Z jednej strony, pojawiają się nowe, ciekawe media, lecz z drugiej, zamiast wzbogacać dzieło, zastępują je w całości. Artysta może teraz przetworzyć np. fotografię przy pomocy jakiegoś prostego filtra w Photoshopie, sprowadzając gamę barwną do dwóch, trzech jaskrawych barw, a światłocień do konturów i przemalować to niezbyt starannie używając projektora. To jeden ze sposobów, ale wystarczający, by włączyć się do modnego nurtu. Artysta wtedy różni się od przeciętnego człowieka tylko tym, że postanowił się nazywać artystą. Kwestia talentu przepadła w czeluściach pseudointelektualnych wywodów, które tak często pojawiają się w magazynach o sztuce.

– Jeden z kolegów ze studiów zarzucił mi kiedyś, że nie wyglądam jak artysta – dodaje artysta. – Odpowiedziałem, że to mało istotne, jak jestem ubrany. Dla mnie ważne jest to, co mam w głowie i to, co widać na moich „płótnach”. Moja przygoda ze sztuką układa się w harmonijny i naturalny sposób. Już pod koniec liceum plastycznego, mając 17 lat zarabiałem na włas­ne potrzeby sprzedając swoje prace. Niejednokrotnie słyszałem, że powinienem, tak jak inni, gonić za modą, dopasowywać się do obowiązujących tendencji. A ja byłem uparty i podążałem swoją własną drogą.

Młody artysta wychowywał się w domu, który zapewniłmu doskonałe wzorce: jego rodzice są absolwentami ASP. Ojciec – Andrzej Novak-Zempliński uprawia malarstwo, ale też projektuje okazałe rezydencje w stylach dawnych. Jest on właścicielem pięknie odnowionego klasycystycznego dworu w Tułowicach pod Warszawą i kolekcji powozów. Właśnie w takim otoczeniu wychowywał się mały Maks. Matka zrezygnowała z kariery, ale nie przestała malować. Większość czasu poświeciła wychowaniu trzech synów. Bracia Maksa zostali architektami – jeden pracuje w Los Angeles i specjalizuje się w wizualizacjach i grafice concept art oraz wystroju wnętrz, a drugi projektuje budynki w stylach historycznych. Obrazy Maksa bez trudu znajdują nabywców. Czasami muszą oni czekać miesiącami na upragniony temat. Obrazy, ze względu na pracochłonność, nie zalewają rynku i pojawiają się dość sporadycznie w kilku warszawskich galeriach, a także poza granicami Polski. Ostatnie wystawy w Brukseli i Londynie pod patronatem Polskiej Prezydencji w Unii Europejskiej i b. przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, prof. Jerzego Buzka mówią same za siebie. Nie brakowało na nich znamienitych gości – wielbicieli talentu Maksymiliana, jak chociażby Helene Zaleski, córki Romana Zaleskiego (Carlo Tassara International, Alior Bank), czy Beaty Stelmach, wiceminister spraw zagranicznych. Maksymilian i jego twórczość są bardzo dobrze odbierane przez różne kręgi i stają się niekiedy wizytówką wielkich przedsięwzięć kulturalnych.

Co jest najważniejsze dla M. Novak-Zemplińskiego? Przede wszystkim, ogromna pokora wobec każdego tematu, za jaki się bierze. Traktuje każdy z nich niezwykle poważnie i emocjonalnie. Nigdy nie daje sobie taryfy ulgowej i nie idzie na skróty. Potrafi wracać do tych samych obrazów miesiącami, a czasem latami. Jak twierdzi, jego najlepszymi nauczycielami są dawni mistrzowie, zwłaszcza doby renesansu, ale i innych okresów: wcześniejszych, jak np. malarstwo pompejańskie, ale też mniej znane nam, XIX-wieczne malarstwo rosyjskie. Wśród współczesnych też ma swoich ukochanych malarzy, którzy przy pomocy swoich dzieł wpływają na wrażliwość Maksymiliana. Potrafi nawiązać dialog twórczy z artystami współczesnymi, nawet tymi eksperymentującymi z najnowszymi mediami, ale i o wiele starszymi od niego i dłużej istniejącymi na rynku sztuki. Uważa, że nigdy nie należy zatrzymywać się w rozwoju i od każdego można się czegoś nauczyć i zainspirować. „Nie wiem, jak będę malował za kilka lat, ale nigdy nie powiem: jestem już wystarczająco dobry i mogę zwolnić. Należy zawsze się rozwijać i nie można powielać schematów.” Z pełną świadomością podąża swoją drogą.

Irytują go próby zaszufladkowania do jakiegoś stylu w malarstwie, zwłaszcza do współczesnego surrealizmu, który, jak twierdzi, swoje najlepsze lata miał za czasów Salvadora Dali. Współczesne imitacje tego gatunku nie wytrzymują porównania z pionierami tego nurtu.

W jego pracowni w eleganckim apartamentowcu, oprócz kilku sztalug, setek farb i pędzli, można dostrzec teleskop astronomiczny, który zdradza jego drugą pasję – kos­mos. Interesuje go filozofia, ale i nauki ścisłe związane bezpośrednio z odkrywaniem natury naszego wszechświata, który – jego zdaniem – zapewne nie jest jedynym. Metafizyka w obrazach Maksa też bierze swój początek w zainteresowaniu kulturami Dalekiego Wschodu i prehistorią ludów europejskich.

Czasami, znużony pracą, potrzebuje nowej energii, oczyszczenia i radzi sobie z tym na różne sposoby. Jednym z nich jest rower. Potrafi przejechać nim do 350 km jednego dnia. To pozwala mu zapomnieć i zresetować się. Innym sposobem jest wsiąść do samolotu i polecieć gdzieś daleko, gdzie jest zupełnie inaczej, choćby za koło podbiegunowe.

Co lubi Maksymilian Novak-Zempliński?

Zegarek – niezniszczalny, który pokaże mu jego współrzędne i wysokość nad poziomem morza (np. Garmin Fenix GPS)
Pióro – dobre kaligraficzne, np. firmy Mont Blanc
Garnitury – Oscar Jacobsen
Wypoczynek -La Palma
Kuchnia – włoska, tajska, japońska
Samochód – na bezdroża – Toyota LandCruiser Extreme, na utwardzone podłoża – Nissan Skyline Track Pack, do miasta – rower
Hobby – astronomia. Fascynuje go południowa sfera niebieska wraz z Obłokami Magellana, ale żeby je podziwiać trzeba się wybrać np. na La Palmę