Giełda dziś i jutro

0
ManagerOnline

Giełda papierów wartościowych jest rynkiem bardzo zbliżonym do ideału – dzięki równemu dostępowi do możliwości zawierania transakcji i do informacji (o zawartych transakcjach i o zdarzeniach mogących mieć wpływ na kursy) następuje szerokie zderzenie popytu z podażą, dzięki czemu ceny notowanych akcji są najbardziej zbliżone do ich wartości. Tyle mówi teoria, a czy praktyka wygląda równie atrakcyjnie? Niestety, w praktyce do tego ideału bardzo dużo brakuje w każdym z wyżej wymienionych obszarów. Dostęp do zawierania transakcji nie tylko nie jest równy, ale dodatkowo wymaga jeszcze pośrednictwa domu maklerskiego, co w naturalny sposób wydłuża i podraża drogę zlecenia na giełdę. Równy dostęp do informacji jest o tyle problematyczny, że z uwagi na wymogi regulacyjne obowiązkowi publikacji podlega tak wiele danych, iż istotą jest czas ich analizy, nie zaś otrzymania. To szerokie zderzenie dwóch stron rynku także jest nie do końca prawdziwe, zwłaszcza w przypadku mniej popularnych spółek, gdzie często nie ma w ogóle zainteresowanych zawarciem transakcji. A w przypadku spółek płynnych, ta płynność jest często zdominowana przez algorytmy, ścigające się na mikrosekundy, które nie dążą do realizacji zysków w ciągu lat, tylko w ciągu minut. W oczywisty sposób wypacza to wyceny notowanych papierów wartościowych, odrywając je od ich rzeczywistej wartości.

Skoro giełda nie jest ideałem, to co możemy zrobić, aby była? Niestety, niewiele. Część ze wskazanych powyżej słabości możemy minimalizować, niektóre nawet eliminować, ale największym zagrożeniem dla kontynuacji tej ścieżki ewolucji jest utrata monopolu giełd na obrót instrumentami finansowymi. Przekłada się to na obniżenie obrotów,  a zatem także zysków, a ponadto ogranicza przyszłą atrakcyjność zarówno dla inwestorów, jak i dla emitentów.

Z punktu widzenia inwestora, im bardziej płynny obrót, tym bardziej trafna wycena, co daje komfort inwestycji i dezinwestycji praktycznie w dowolnym momencie, po cenie odpowiadającej z grubsza wartości akcji. Jeśli jednak płynność spada, to rośnie ryzyko, zwłaszcza ryzyko wyjścia z inwestycji po przyzwoitej cenie. I może się okazać, że część wcześniejszych inwestorów wybierze bardziej bezpieczne inwestycje (np. rynek obligacji), a ci bardziej skłonni do ryzyka wybiorą rynek bardziej płynny i bezpośredni, np. forex. Dla emitenta natomiast mało płynna giełda to jeszcze większy problem. Niższa płynność to niższe wyceny (bo inwestorzy przecież muszą mieć premię za utrudnienie wyjścia z inwestycji), a zatem mniej opłacalne emisje nowych akcji. Dodatkowo giełdy przy spadających przychodach z obrotów będą starać się maksymalizować przychody z opłat, głównie od emitentów właśnie, a zatem notowane spółki dostaną mniej korzyści, a będą musiały za nie więcej płacić. Skoro jest tak źle, to czy giełdy w ogóle przetrwają? W dłuższym okresie zapewne nie, ale na razie jeszcze nikt nic lepszego nie wymyślił, więc przed nami kilka kluczowych lat. Z jednej strony należy mieć nadzieję, że giełdy będą się starać być bardziej innowacyjne, że będą ułatwiać dostęp inwestorów, będą maksymalizować korzyści dla emitentów, że nie podzielą losu wielu monopolistów, którzy po starciu z konkurencją nie byli w stanie nawiązać walki. Z drugiej strony jednak będziemy obserwować coraz śmielsze zapędy różnych przedsięwzięć z branży fin-tech, które pożądliwym okiem patrzą na tak łakomy kąsek, jakim jest pośrednictwo w przepływie kapitału. Od lat powstają platformy peer-to-peer eliminujące pośredników w wielu obszarach usług finansowych, w tym bankowych czy ubezpieczeniowych, a nawet wkraczające w obszar alokacji kapitału.

Być może za chwilę pojawi się aplikacja na smartfon, dzięki której inwestorzy będą kupować akcje bezpośrednio od emitentów i w ramach tej samej aplikacji będą także mogli dokonywać pomiędzy sobą transakcji na rynku wtórnym. Technologicznie jest to już dziś możliwe, lecz przeszkodą są regulacje, które teoretycznie na coś takiego nie pozwalają. Ale od czego są kreatywni prawnicy, czy też serwery w egzotycznych krajach (albo choćby w Londynie, który po Brexicie będzie musiał agresywniej zawalczyć o rynek)? Dzisiejsze zagrożenie dla giełd może zatem jutro okazać się szansą dla rynku kapitałowego, który poszedłby inną linią ewolucji, w kierunku prostszego i tańszego obrotu. Jednak zanim tak się stanie, potrzebne jest możliwie sprawne funkcjonowanie obecnej infrastruktury rynku. Dlatego w najbliższych latach kluczowe jest utrzymanie roli giełd jako centralnych miejsc obrotu, aby przejście z jednej formy rynku dodrugiej było jak najmniej szokowe dla inwestorów i emitentów. W tym kontekście bardzo cieszy fakt, że wciąż są emitenci, którzy wierzą w dalszy rozwój giełd, a w szczególności giełdy warszawskiej. Jeszcze bardziej cieszy, jeśli rynek ten wybierają spółki, które z powodzeniem mogłyby być notowane na innych giełdach. Brexit nie spowoduje z pewnością, że City przeniesie się do Warszawy, ale może mieć jakiś wpływ na zwiększenie sensu notowań w Polsce, jako części Unii Europejskiej. Należy mieć nadzieję, iż pomoże to polskiemu rynkowi kapitałowemu przetrwać ten okres przejściowyw ewolucji rynku kapitałowego.