ESAP przyciągnie europejskich inwestorów

    Większość z nas postrzega giełdę jako kwintesencję kapitalizmu w jego pierwotnej formie, gdzie mamy do czynienia z najwyższym poziomem konkurencji. Rzeczywiście, kiedyś giełdy były w awangardzie rozwiązań technologicznych, ale potem – ze względu na swoją pozycję monopolistyczną – zatraciły swoją innowacyjność.

    W każdej dziedzinie życia – czy to w biznesie, czy w sporcie, czy przy uderzaniu w konkury – siłą napędową jest konkurencja. W czasach, kiedy giełdy musiały konkurować, przodowały w obszarach nowatorskich form zawierania transakcji, pozwalających jak najbardziej obiektywnie ustalić ceny notowanych instrumentów oraz dokonać transakcji przy jak najniższych kosztach. Dziś tego wysiłku nie podejmują, bo nie są do tego zmuszone.
    Warto w tym miejscu wyjaśnić, na czym polega monopol giełd. Przecież na pierwszy rzut oka tego nie widzimy – nikt nas nie zmusza do zawierania transakcji na giełdzie, a tym bardziej na konkretnej giełdzie. Warto się tu posłużyć analogią do usług telekomunikacyjnych sprzed dwóch dekad – nikt nas nie zmuszał do korzystania z tych usług, a tym bardziej nabywania ich od konkretnej firmy. Jeśli jednak chcieliśmy mieć Internet, mogliśmy uzyskać dostęp wyłącznie za pośrednictwem firmy, która była właścicielem pociągniętego do nas kabla.
    W przypadku giełd tym kablem jest fakt notowania danej spółki na danym rynku. Jeśli Zwykła Spółka SA rozpoczęła kiedyś notowania na Niezwykłej Giełdzie, to jest do tej giełdy przywiązana po wsze czasy. Może zmienić dostawcę prądu, gazu, Internetu, ale nie może zmienić dostawcy usług notowania. A zatem każdy, kto chce kupić akcje Zwykłej Spółki SA, musi to zrobić na tej giełdzie. Co więcej, nawet jeśli chce sprzedać akcje (czyli swoją własność), też musi to zrobić na tej giełdzie. Pewnym wyjątkiem jest możliwość równoległego notowania na innej giełdzie (dual listing), ale to w żaden sposób nie rozwiązuje problemu.

    dr Mirosław Kachniewski

    prezes zarządu Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych

    W konsekwencji giełdy nie muszą konkurować. Jeśli tylko mają atrakcyjne „swoje” spółki, to bez problemu mogą z nich żyć, gdyż tylko u nich można dokonywać transakcji na warunkach określonych przez same giełdy. I skoro nie muszą, to nie konkurują; nie nadążają z rozwojem za niegiełdowymi platformami obrotu ani w kontekście technologicznym, ani kosztowym, ani w kontekście komfortu użytkowników. Wszystko to może ulec zmianie w związ- ku z realizacją projektu Unii Rynków Kapitałowych. Chodzi o stworzenie rzeczywiście wspólnego unijnego rynku kapitałowego. Niezbędnym wymogiem osiągnięcia tego celu będzie stworze- nie wspólnej platformy informacyjnej. Pierwszy krok mamy już za sobą – raporty roczne spółek giełdowych za rok 2021 opublikowane zostały w formacie XBRL, tj. każda komórka sprawozdania jest odpowiednio otagowana (np. zysk netto; Zwykła Spółka SA; rok; 2021), a przez to dostępna do analizy maszynowej i zrozumiała w języku każdego kraju członkowskiego. Drugim krokiem będzie utworzenie w roku 2024 wspólnej platformy (ESAP), gdzie dostępne będą dane regulowane ze wszystkich spółek notowanych na wszystkich rynkach unijnych.

    Logicznym trzecim krokiem będzie umożliwienie na podstawie danych z ESAP zawierania transakcji przez dowolnego inwestora w ramach UE dowolnymi akcjami dopuszczonymi do obrotu na dowolnym rynku licencjonowanym w ramach UE za możliwie niską opłatą. Przypominać to będzie ograniczenie opłat roamingowych za usługi telekomunikacyjne i mam nadzieję, że w równym stopniu przyczyni się do popularyzacji korzystania z tych usług przez szerokie rzesze inwestorów. Szczególnie korzystne może to być dla rynku polskiego, bo tu notowane są głównie spółki małe i bardzo małe, które dzięki dostępowi do informacji i możliwości nabycia – mogą stać się bardzo popularnymi obiektami uwagi ze strony unijnych inwestorów indywidualnych.