Co nam zrobi Donald Trump

Obok Chin, Japonii, Meksyku, Apple czy Forda także Polska może czuć się zagrożona perspektywą zwycięstwa Donalda Trumpa w listopadowych wyborach prezydenckich w USA. I nie jest to perspektywa nierealna, bo kontrowersyjny miliarder jest coraz bliżej zdobycia nominacji Partii Republikańskiej

W ciągu trzech dekad Donald Trump na bazie deweloperskiej firmy swojego ojca zbudował konglomerat, który jest właścicielem, zarządzającym lub inwestorem na rynku nieruchomości, przede wszystkim w Nowym Jorku i na Florydzie, ale także w Kanadzie czy Izraelu. Jest jedną z 36 osób, które na liście najbogatszych Amerykanów, sporządzanej przez miesięcznik „Forbes”, utrzymują się od jej pierwszego wydania w 1982 roku. Przed 34 laty jego majątek został wyceniony na 100 mln dolarów, a w 2015 roku już na 4,5 mld dolarów, choć sam Trump utrzymuje, że jest wart 10 mld dolarów. Utalentowany przedsiębiorca, synonim sukcesu, giełdowy inwestor… A mimo tego jego ewentualne zwycięstwo w listopadowych wyborach prezydenckich postrzegane jest jako poważny czynnik ryzyka dla stabilności globalnej gospodarki i rynków finansowych.

Wojna ze wszystkimi
Trump przedstawia się jako obrońca miejsc pracy dla Amerykanów. Według niego, na poziomie międzynarodowym zagrażają im źle wynegocjowane umowy o wolnym handlu podpisywane przez USA oraz nieuczciwa konkurencja ze strony takich państw, jak Chiny, przeciw którym wysuwa podnoszone od lat zarzuty o zaniżanie kursu juana. W 2015 roku Stany Zjednoczone w handlu towarami z Chinami zanotowały najwyższy w historii deficyt, w wysokości 366 mld dolarów. Rozwiązanie tego problemu biznesmen widzi w obłożeniu chińskich towarów 45-procentowym cłem. Trump zapowiedział, że jako prezydent będzie się domagał renegocjacji funkcjonującego od 1994 roku Północnoamerykańskiego Układu o Wolnym Handlu (NAFTA) lub Stany Zjednoczone po prostu wystąpią z tej strefy, tworzonej wspólnie z Kanadą i Meksykiem. Na cenzurowanym znalazła się także Japonia, która – według Trumpa – za „darmową” ochronę przed Chinami i Koreą Północną ze strony amerykańskich wojsk odwdzięcza się nieuczciwymi praktykami handlowymi. – Oni wysyłają do nas samochody milionami, a co my robimy? Kiedy ostatni raz widzieliście Chevroleta w Tokio? Kiedy po raz ostatni pokonaliśmy w czymś Japonię? – pytał na jednym z wyborczych spotkań.

Zwycięstwo Donalda Trumpa w prezydenckich wyborach to widmo globalnej wojny handlowej, co jest poważnym zagrożeniem dla szukającej pokryzysowej równowagi światowej gospodarki. Już teraz to, co biznesmen mówi do swoich wyborców, może mieć realny wpływ na rzeczywistość. Na ratyfikację fikację czeka negocjowane przez 12 lat Partnerstwo Transpacyficzne (TPP), regulujące zasady handlu między USA i 11 państwami strefy Azji i Pacyfiku (w tym Japonią) i wynik głosowania w amerykańskim Senacie wcale nie jest przesądzony. Jeśli Trump zostanie prezydentem pod znakiem zapytania stanie też ciągle negocjowane porozumienie o wolnym handlu między USA i Unią Europejską (TTIP).

Apple ma być amerykański
Według Trumpa, amerykański rynek pracy wymaga także ochrony przed imigrantami. Tych, którzy przebywają na terenie Stanów Zjednoczonych nielegalnie biznesmen zamierza po objęciu prezydentury deportować. Nielegalnych przybyszów z Meksyku określił jako „kryminalistów i gwałcicieli”. Ich napływ zamierza powstrzymać stawiając mur na granicy ze swoim południowym sąsiadem, a każdy przypadek jej bezprawnego przekroczenie będzie dla meksykańskiego rządu oznaczał karę w wysokości 100 tys. dolarów. W polu rażenia Donalda Trumpa znalazły się nie tylko nieuczciwie grające ze Stanami Zjednoczonymi państwa, ale i amerykańskie korporacje, które wyprowadzają miejsca pracy za granicę. Trump zapowiedział, że zmusi Apple’a, by produkował swoje iPhone’y w USA. Piętnuje też takie korporacje, jak Ford, które, ze względu na niższe koszty pracy, produkcję samochodów rozwijają w Meksyku. Ambicją Trumpa jest wzmocnienie amerykańskiej klasy średniej. Jej odbudowie ma sprzyjać obniżenie podatków, choć jednocześnie Trump zamierza zrównoważyć budżet. Tymczasem w ostatniej dekadzie Stany Zjednoczone pożyczały każdego roku średnio równowartość 7 proc. PKB; zlikwidowanie deficytu wymagałoby zatem cięć po stronie rządowych wydatków, liczonych w setkach miliardów dolarów. Podsumowując polityczne i ekonomiczne poglądy Donalda Trumpa eksperci Economist Intelligence Unit, think tanku działającego przy tygodniku „Economist”, ewentualne zwycięstwo kandydata Republikanów uznali za jedno z poważniejszych zagrożeń dla globalnej gospodarki. W skali od zera do 20, intensywność zagrożenia związanego z objęciem przez niego prezydentury oceniono na 12 punktów. Jeśli prawdopodobieństwo zwycięstwa Donalda Trumpa, oceniane na razie jako niewielkie, będzie rosło, inwestorzy zaczną redukować ryzykowne lokaty, na przykład w akcje i obligacje notowane na rynkach wschodzących, takich jak Polska.

Tyson na pomoc
Trump ma przeciw sobie media, trudno też znaleźć pozytywną opinię o poglądach kandydata ze strony ekspertów. Nie przeszkadza mu to jednak wygrywać w kolejnych prawyborach, a jego nominacja na kandydata Republikanów jest już niemal pewna. Kto go popiera? Za biznesmenem ujął się, na przykład, Mike Tyson, w przeszłości najmłodszy bokserski mistrz świata kategorii ciężkiej, który kilka swoich walk w latach 80. stoczył w kasynach należących do Trumpa. – Teraz wie, jak to jest, kiedy wszyscy są przeciwko tobie. Jak ci sami ludzie, którzy wcześniej mieli w zwyczaju przebywać w twoim towarzystwie, teraz mówią, że trzeba zrobić wszystko, żeby się ciebie pozbyć – deklaruje Tyson. Bokser porównuje historię Trumpa do swoich własnych losów, kiedy – z jednej strony – podziw budziły jego umiejętności pięściarskie, z drugiej, był wrogiem publicznym numer jeden ze względu na brutalne zachowania w ringu czy kryminalną przeszłość. Nie na darmo ten jeden z najbardziej przerażających bokserów w historii nosił przydomek „Bestia”. Trump może mu dorównać i zostać najbardziej nieprzewidywalnym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych.