Andrzej Jaskulski

4

Gabinet prezesa Asseco Systems w biurowcu na warszawskiej Ochocie mógłby należeć do szefa agencji fotograficznej. Na ścianach wisi mnóstwo znakomitych, profesjonalnych zdjęć z różnych części świata.

Fotografia umożliwia mi pełen relaks, oderwanie od problemów – mówi Andrzej Jaskulski. – Tajemnica dobrego zdjęcia to nie tylko światło i świetny kadr. Tkwi ona również w koncentracji, która pozwala skupić się na tym, co najważniejsze. Uważam, że tego rodzaju pasja może być bardzo pomocna dla managera. Był w moim życiu okres, gdy nie potrafiłem przestać myśleć o pracy. Wracając późnym wieczorem do domu rozmawiałem z rodziną, ale jednocześnie analizowałem zagadnienia biznesowe. Dziś wiem, że to niewłaściwa droga. Trzeba umieć sobie samemu powiedzieć: stop. Umiejętność odreagowania kwestii zawodowych powoduje, że następnego dnia znajdujemy znacznie lepsze rozwiązania.

Zainteresował się fotografią mając 12 lat. Razem z kolegą dokumentował wszystkie szkolne wydarzenia. Także i dziś bez problemu obsłużyłby zestaw do tradycyjnego wywoływania zdjęć. Na dalekie wyprawy, oprócz wysokiej klasy kamery cyfrowej, zabiera tradycyjny aparat. Jest wierny systemowi Canona, dokupuje kolejne profesjonalne obiektywy. Publikuje swoje prace w Internecie, jest też aktywnym uczestnikiem specjalistycznych forów, na których spotykają się miłośnicy fotografii z całego świata.

Nie porzucił swej fotograficznej pasji, choć od czasu ukończenia studiów zawsze pracował znacznie więcej niż inni. Jako początkujący inżynier telekomunikacji trafił do jednego z najnowocześniejszych zakładów epoki gierkowskiej – Polkoloru w Piasecznie. Został rzucony na głęboką wodę – do działu utrzymania ruchu. Wyspecjalizował się w egzotycznej wówczas dziedzinie cyfrowych systemów kontrolno-pomiarowych. W związku z tym, że nikt nie mógł go zastąpić, nierzadko w środku nocy przyjeżdżał po niego Żuk z zakładu, bo tylko on był w stanie usunąć awarię. W Polkolorze poznał Jacka Papaja, który kilka lat później został jednym z liderów i twórców polskiego rynku IT. Konsekwencją tej znajomości była praca w pierwszej komputerowej firmie J. Papaja. Najpierw na pół etatu, ponieważ Polkolor nie zgadzał się na zakończenie umowy.

– Przez cały tydzień kończąc pracę w jednej firmie, zaczynałem ją w drugiej – opowiada A. Jaskulski. – Po wielu staraniach udało mi się przejść w Polkolorze na pół etatu, ale u Jacka Papaja dostałem automatycznie cały etat. W Comp SA przeszedłem całą ścieżkę kariery – od szefa serwisu do dyrektora generalnego. Wiele się również nauczyłem. Był to okres gwałtownego rozwoju branży komputerowej w naszym kraju. Po kilku latach doszedłem do wniosku, że nie będę tylko odcinać kuponów od sukcesu. Powiedziałem Jackowi Papajowi, że w ciągu roku będę chciał zmienić pracę. Nie tylko zrozumiał moją decyzję, ale udzielił mi wsparcia. To wyjątkowa postawa, bardzo go za to szanuję.

Kolejnym przystankiem na drodze kariery był Sun Microsystems. Jak sam podkreśla, dogłębnie poznał tam zasady działania międzynarodowej firmy, ze wszystkimi jej plusami, ale też minusami. Proces rekrutacji był kilkumiesięczny, w końcu na placu zostało dwóch kandydatów, a po rozmowie z szefami już tylko jeden…

Praca w Sun Microsystems było pasmem sukcesów. Biznes urósł dwudziestokrotnie. Powstał znakomity, zmotywowany zespół. I pewnie byłoby tak do dziś, gdyby na stanowisku country managera nie pojawiła się businesswoman, której wydawało się, że wszystko wie najlepiej. Zaczęła od restrukturyzacji, nie biorąc pod uwagę tego, że polski oddział miał najwyższą efektywność.

– Przez pewien czas podpisywałem zwolnienia i z oczu ciekły mi łzy – wspomina prezes. – Decyzja o cięciach zespołu nie miała uzasadnienia biznesowego. Stwierdziłem, że tak dalej być nie może. Zadzwoniłem do szefowej. Składając dymisję powiedziałem: „Dalej radź sobie sama. Kiedyś zapłacisz za te błędy”. Niedługo potem okazało się, że miałem rację. Po rezygnacji znalazłem się w stanie dziwnego zawieszenia. Przez rok obowiązywał mnie zakaz konkurencji. Dostawałem całą pensję i po raz pierwszy w zawodowym życiu miałem mnóstwo czasu dla siebie. Ukończyłem Executive MBA University of Illinois i Uniwersytetu Warszawskiego. Mogłem wrócić do młodzieńczego hobby – znów wziąłem do ręki gitarę, co po jakimś czasie zaowocowało wspólnymi koncertami bluesowymi z kolegami managerami.

Już po dwóch miesiącach przymusowych wakacji zaczął odbierać telefony z propozycjami pracy. Przyjął ofertę Holendra, właściciela CompFort Meridian. Kilka dni później, a właściwie kilka dni za późno, spotkał Adama Górala, prezesa Asseco. Rozmowa ta wytyczyła kolejny etap kariery A. Jaskulskiego, ponieważ po 4 latach szefowania CompFortowi, trafił jednak do korporacji Asseco.

– Z prezesem Adamem Góralem znaliśmy się od wielu lat. Myślę, że każdy manager z branży IT z podziwem i niedowierzaniem patrzył na kolejne etapy rozwoju Asseco. Jest to jedyny na polskim rynku przypadek konsekwentnej realizacji wizji, która doprowadziła do powstania prawdziwej korporacji. Dziś Asseco jest jedną z najpoważniejszych firm w Europie i z powodzeniem ściga się z liderami branży. Jestem przekonany, że jednym z kluczy do sukcesu jest sposób motywowania managerów, którzy mają ogromny zakres samodzielności. Jesteśmy rozliczani według genialnie prostego schematu „profit and loss”. Aż 70 proc. mojej pensji zależy od realizacji planów. A że wyniki mamy bardzo dobre… Czy można lepiej związać kadrę zarządzającą z firmą?

Kolejny element sukcesu korporacji to umiejętność zachowania balansu między kosztami a przychodami. W tej branży szczególnie ważna jest polityka kadrowa. Trzeba umieć dopasować stan zatrudnienia do planowanej realizacji zleceń. Nie można więc zwolnić wysokiej klasy specjalistów, gdy kończy się okresowy kontrakt, ponieważ po uzyskaniu kolejnego trzeba by było na nowo kompletować zespół.

Asseco rośnie przejmując kolejne firmy. Powoduje to konieczność dopasowywania i optymalizacji dużych grup pracowników. Ktoś zauważył, że Asseco działa według podobnego schematu jak USA – czyli z sukcesem integruje różne kultury. Procesy te są szczególnie dobrze widoczne w Asseco Systems, choćby ze względu na szeroki zakres realizowanych kontraktów. Słowem – prezes Jaskulski także i w tej firmie ma niewiele czasu na ulubione fotografowanie.

Co lubi Andrzej Jaskulski?

Zegarki – sportowe Breitling i Omega, klasyczny Patek

Pióra – Montblanc

Ubrania – styl włoski, marki – Prada, Armani, D&G, ale i krajowe – ważne, by czuł się w nich dobrze. Ze względu na duży wybór i różnicę cen, garnitury kupuje raczej w USA

Wypoczynek – aktywny. Był kiedyś wioślarzem, nadal lubi sporty wodne, zwłaszcza żeglarstwo. Jeździ na rowerze. Zimą – narty. Lubi ciepłe kraje, ale docenia urodę północy, np. norweskich fiordów czy wysokich Alp

Kuchnia – włoska, bardzo lubi sam gotować „wszystko z polędwicy oraz ryby”. Uważa, że sztuka kulinarna to twórcza dziedzina

Samochód – służbowe BMW X5: bezpieczne i wygodne

Hobby – fotografia, muzyka, sport