Andrzej Cudak

5

Andrzej Cudak przez wiele lat był dziennikarzem. Dziś odpowiada za przygotowania do Euro 2012 w Warszawie. Tak więc nie zadaje już niewygodnych pytań, tylko sam na nie odpowiada…

Z mediami związał się już na pierwszym roku studiów w Poznaniu. Po dwóch latach zaczął kierować Uniwersyteckim Centrum Radiowym. Stamtąd – na 4. roku studiów – przeszedł do Radia Winogrady. Ciągnęło go jednak do prasy i samodzielności – przez kolejnych 15 lat był korespondentem Polskiej Agencji Prasowej w Gorzowie.

– Pierwsze doświadczenia managerskie w profesjonalnych mediach zdobyłem jako zastępca redaktora naczelnego „Gazety Nowej” w Zielonej Górze – wspomina A. Cudak. – Potem wyciągałem z kłopotów Telewizję Vigor, która nadawała codziennie w woj. gorzowskim 4 godziny własnego programu. Zajmowałem się nie tylko sprawami redakcyjnymi, ale też działem reklamy. Zdobyliśmy dobrą pozycję na rynku dzięki wprowadzeniu oferty reklamowej dla drobnych firm, których nie było stać na kosztowe filmowe spoty. Doświadczenia te bardzo mi pomogły, gdy w 1998 roku objąłem stanowisko zastępcy dyrektora Poznańskiego Ośrodka Telewizyjnego.

W tamtych latach poznańska telewizja w błyskawicznym tempie wyrosła na regionalnego lidera. Dochody z reklam wysoko poszybowały, powstał nowy budynek Ośrodka. Całkowicie zmieniło się wyposażenie techniczne. POT świadczył usługi dla innych ośrodków. Sukces pociągnął za sobą awans do centrali na Woronicza. Został szefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej.

Świeżo upieczony warszawiak przekonał się, że w stolicy ważniejsze są koneksje polityczne, niż sprawy merytoryczne. Po dwóch latach kierowania Agencją został na lodzie. Wygrał jednak konkurs na dyrektora Redakcji Wojskowej MON. Udało mu się uporządkować biznes, znacząco ograniczył koszty, integrując niewielkie wojskowe periodyki. Stworzył specjalistyczny miesięcznik szkoleniowy i portal, zmodyfikował tygodnik. Ale i tym razem nie udało mu się osiąść na laurach. Zmienił się minister i musiał sobie poszukać nowej pracy.

– Ukończyłem studia MBA, ale żaden z moich profesorów z Uniwersytetu Illinois nie postawił kwestii: co ma zrobić manager, który chyba osiąga sukces, ale zamiast nagrody otrzymuje wypowiedzenie – stwierdza dyr. Cudak. – Najwyraźniej w Stanach takie sytuacje rzadziej się zdarzają, a u nas trzeba być stale gotowym na  „zarządzanie zmianą”…

Pytany o własne doświadczenia managerskie, odpowiada, że najważniejsze atuty szefa zespołu to umiejętność wypracowania wizji funkcjonowania i sukcesu firmy. Równie ważna jest umiejętność budowy zespołu. Delegowanie zadań żartobliwie nazywa „sprzedawaniem małp”, jednocześnie podkreśla, że „najprzyjemniej chwalić, głaskać, mówić, że dobrze rośnie”. Skłonny jest rozstać się tylko z takim z pracownikiem, który „ma wrodzony brak odpowiedzialności”, ponieważ „konieczność zwolnienia kogoś z zespołu, który się samemu budowało, to porażka managera”.

Trudno przecenić, jak bogate doświadczenia managerskie sprawdza się w kierowaniu przygotowaniami do Euro 2012 w Warszawie. Liczba różnorodnych, a zarazem nietypowych zadań z pewnością przerosłaby osobę o niewielkiej praktyce w dziedzinie zrządzania. W sprawy prestiżowej imprezy zaangażowanych jest wiele instytucji z UEFA, Ministerstwem Sportu, Narodowym Centrum Sportu i miastami-
-gospodarzami na czele. Kluczowa staje się wobec tego koordynacja zadań.

– Po naszej stronie jest marketing i promocja, imprezy i wydarzenia towarzyszące Euro 2012 w tzw. strefie kibica, bezpieczeństwo imprezy, transport – wylicza Andrzej Cudak. – Podobne biura działają w Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku. Wspólnie z Ministerstwem Sportu tworzymy grupę G5. Naszym najbliższym współpracownikiem jest zarząd PL2012, spółki celowej powołanej do koordynacji. Z kolei UEFA reprezentuje na co dzień spółka Euro 2012, utworzona wspólnie z PZPN. Mówię o tym, żeby pokazać, jak duża jest struktura pracująca nad mistrzostwami. Nasze główne zadanie – poza tym, żeby wszystko dobrze się udało – polega na tym, by Warszawa jak najwięcej skorzystała  na imprezie.

Organizatorzy korzystają przede wszystkim z doświadczeń Szwajcarii i Austrii oraz Berlina. Dla przykładu – w Wiedniu strefa kibica kosztowała 18 mln euro i władze miasta podkreślają, że „warto było”. Warszawa zamierza wydać o połowę mniej, ale też liczy na wpływy – nie tylko jednorazowe, ale też w dłuższej perspektywie. Naukowcy z trzech ośrodków akademickich (SGH, Uniwersytet Jagielloński i Łódzki) przygotowali raport, z którego wynika, że na Euro musimy zarobić. Pytanie – ile? Przykłady z poprzednich mistrzostw pokazują, że stanowiły one wspaniałą promocję miast, w których odbywały się mecze, co zaowocowało olbrzymim wzrostem liczby turystów. Bardzo prawdopodobne, że powtórzymy taki sukces. W Polsce – zdaniem uczonych – zasadnicze korzyści ma przynieść przyśpieszenie inwestycji. Szef warszawskiego biura podkreśla liczne korzyści związane z organizacją mistrzostw.

– Chciałbym doradzić kolegom po piórze, by bez uprzedzeń przyjrzeli się inwestycjom transportowym, nie tylko drogowym, ale też kolejowym – dodaje dyr. Cudak. – Zawsze łatwiej i bardziej efektownie jest napisać, że coś się nie udało, wyliczyć opóźnienia. Rzekłbym, że w dziedzinie budowy dróg w Warszawie – tych miejskich i „rządowych” – w ostatnich trzech latach mamy do czynienia z ogromnym skokiem, który przybliża nas UE. Jeżeli nawet drogowcy nie zdążą zbudować jakiegoś odcinka przed mistrzostwami, nie zapominajmy, że zostanie oddany za kilka miesięcy i wszyscy będziemy z niego korzystać. Powiedzmy jasno: dzięki Euro 2012 Warszawa i Polska bardzo się zmienią. Kolejna kwestia, którą podnosi, to umiar w ocenie spodziewanych efektów finansowych imprezy. Wszystko wskazuje na to, że i u nas powinien pojawić się „efekt barceloński”, czyli stały wzrost wpływów do budżetów miast-gospodarzy spowodowany większym napływem turystów.

Co lubi Andrzej Cudak?

Zegarki – Longines
Pióra – Sheaffer, którym podpisuje wszystkie ważne dokumenty
Ubrania – klasyczne, w pracy zawsze nosi garnitur i krawat
Wypoczynek – spacery. Bardzo lubi pływać wpław przez jeziora, najchętniej w ciepłych krajach. Ulubione miejsce: Rodos i Maroko
Kuchnia – polska tradycyjna, ale nie stroni też od potraw reprezentujących kuchnie świata
Restauracja – „Deco Kredens” w Warszawie za zupę rybną, „Szwejk” za gulaszową, bar „Zgoda” za flaki. Odwiedzając te warszawskie restauracje niemal zawsze zamawia to samo
Samochód – VW Passat
Hobby – muzyka – jazz i klasyczna.
Film – kino francuskie