Adam Maciejewski

4

Rozmowa z Adamem Maciejewskim, Prezesem Zarządu warszawskiej Giełdy

– W październiku 2011 roku na naszych łamach opowiadał pan o swoich pasjach. Pasja zarządzania Giełdą zaowocowała awansem na stanowisko prezesa tej instytucji. Jak pan odczuwa tę zmianę?
– W życiu jedyną stałą jest zmiana i trzeba to po prostu rozumieć. Już kilka tysięcy lat temu uczył tego Heraklit. Wszystko jest dynamiczne – otoczenie i my sami też. Takie są prawa natury. Zmieniły się okoliczności i dostałem szansę wzięcia odpowiedzialności za losy Giełdy. Takich szans się nie marnuje. Bo to szansa nie tylko na rozwój samej Giełdy, ale szansa na stworzenie sensownej, długoterminowej strategii rynku kapitałowego, jako elementu strategii gospodarczej kraju, będącej z kolei częścią strategii społeczno-gospodarczej Unii Europejskiej. To szansa na stworzenie lepszych warunków życia i szansa na stworzenie pozytywnej atmosfery wokół rynku kapitałowego. To niezmiernie ważne. Musimy rozwijać rynek, ale też dbać, by ten rozwój odbywał się w cywilizowany sposób, bez niepotrzebnych konfliktów, po prostu w sposób przyjazny ludziom. Wierzę, że nic tak nie napędza ludzi, jak właśnie pozytywne myślenie. W każdym razie, dla mnie to klucz do sukcesu.

– A jak ta zmiana przekłada się na codzienne życie? Kierowanie Giełdą to wielka odpowiedzialność.
– Zgadza się. Bo to nie tylko kierowanie spółką. To kształtowanie tego, o czym powiedziałem wcześniej. Jak pan wie, zajmuję się tym już od 19 lat, choć co jakiś czas poziom odpowiedzialności wzrasta, a teraz jest maksymalny. To poczucie odpowiedzialności wobec otoczenia kiedyś było bardziej instynktowne, teraz jest całkowicie świadome. Dodaje energii i jeszcze bardziej stymuluje inteligencję, także tę emocjonalną. Wszystko to wpływa na życie codzienne, ale moje i tak zawsze było intensywne. Nadal zatem wstaję o piątej rano – giełdowy ranek o szóstej na Książęcej ma swój urok – i rzadko zasypiam przed północą.

Zmianie uległy tylko priorytety – nie ma już czasu na inne pasje poza Giełdą. Choć mam głębokie przekonanie, że różnorodność wzbogaca nasze myślenie i czyni nas bardziej kreatywnymi, to najbliższy okres będzie poświęcony wyłącznie Giełdzie i rynkowi kapitałowemu. Do innych pasji powrócę, jak wypełnię moją misję jako szef GPW. Moje motto życiowe jest jednak jak najbardziej aktualne, choć teraz należy je rozumieć głównie w kontekście zawodowym: „Z oczu im nie spojrzenia płyną, a okręty, z serca lokomotywa wieczysta wylata i jak łuk są ich myśli napięte, na wszystkie strony świata.”

– Poza odpowiedzialnością zawodową jest jeszcze odpowiedzialność osobista, o której pan pisał w swoim ostatnim felietonie dla „Managera”…
– Tak, to Społeczna Odpowiedzialność Obywatelska. Wierzę, że to jedna z podstawowych wartości, jakie należy propagować i realizować. Musimy być osobiście odpowiedzialni za nas i nasze otoczenie. To pozwoli na budowanie społeczeństwa lepszego i szczęśliwszego. Przy czym, chodzi o działania na poziomie jednostki. Jeśli sami poczujemy się odpowiedzialni i wyciągniemy z tego odpowiednie wnioski, czyli nasze poglądy przełożymy na konkretne działania, to niejako przy okazji, w sposób naturalny zaczniemy zmieniać świat.  Odpowiedzialność wobec nas samych zacznie zmieniać się w odpowiedzialność wobec innych, stanie się odpowiedzialnością społeczną.

– A jak pan sobie to wyobraża w praktyce?
– Wyjdźmy od tego, że to my sami decydujemy o jakości naszego życia. To nie jest tak, że musimy robić to, co nam los podsunie. Mamy wolność wyboru i powinniśmy z tej wolnoś­ci korzystać. Wybierać zachowanie aktywne i jednocześnie odpowiedzialne. Dla przykładu, gdy idę na wybory wcześniej przygotowuję się do tego aktu. Czytam, słucham, zadaję pytania. Ostatecznie podejmuję przemyślaną decyzję. Zamiast biernie oglądać telewizję, siadam przed komputerem i wybieram te treści, która mnie autentycznie interesują. Zamiast denerwować się, że ktoś śmieci na ulicy – podnoszę wyrzuconą butelkę i wrzucam ją do kosza. I jeszcze zwracam uwagę, jeśli zauważę kogoś, kto taką butelkę rzuca na trawnik. Dodam jeszcze jeden przykład. Często ludzie mnie pytali, po co poświęcałem swój wolny czas na społeczne zajmowanie się kulturą. Otóż mój umysł nie lubi bierności nawet w czasie wolnym. W głowie mam tysiące pomysłów, a serce pełne pasji. Chcę coś robić dla innych.

Dla zachowania równowagi, wzmocnienia innowacyjności i dla świeżości umysłu. To jest dobre dla naszej działalności zawodowej, naszej kondycji psychicznej. Pozytywnie wpływa na jakość naszej pracy. Dlatego uprawiałem jiu-jitsu, grałem w piłkę nożną, w badmintona, jeździłem gokartami, samochodami terenowymi, przedzierałem się przez dżunglę, wędrowałem przez pustynię, czytałem i pisałem poezję oraz wspierałem kulturę. Wszystko w czasie przeszłym, ale to wróci, kiedy moja misja giełdowa zostanie wykonana. Mam głębokie przekonanie, że tak właśnie trzeba. Nie jestem trybikiem wielkiego mechanizmu, którym ktoś steruje. Jestem samodzielną, niezależną jednostką, która ma własną wolę i pomysł na życie. I to dotyczy każdego z nas. Tylko pytanie, czy tę naszą wolność wykorzystujemy? Namawiam by wykorzystywać.

Człowiek ma wielki umysł, a granice jego wykorzystania są jeszcze bardzo odległe. Jeśli ponad 500 lat temu Leonardo da Vinci potrafił być doskonałym malarzem, architektem, filozofem, pisarzem, matematykiem, muzykiem, mechanikiem, anatomem, a nawet geologiem, to czemu my nie możemy pełnić w życiu więcej niż jednej roli? Przecież świat nie jest tylko zapisany modelami matematycznymi czy wzorami chemicznymi. Nie jest też zbiorem reguł fizycznych czy psychologicznych. Świat jest ogromnie skomplikowanym bytem, którego nigdy do końca nie poznamy. Ale nie ograniczajmy się do patrzenia na niego tylko przez jeden pryzmat. Odkryjmy jego różnorodność. Dzięki temu lepiej go zrozumiemy, lepiej poczujemy i nasze działania będą po prostu mądrzejsze.

– To brzmi filozoficznie. W jednym z ostatnich wywiadów radiowych przedstawiono pana także jako filozofa.
– To niepotrzebne kategoryzowanie. Filozofia to rozważanie o podstawowych zagadnieniach, to poszukiwanie i umiłowanie mądrości. W każdym z nas to jest, choć czasami nie zdajemy sobie z tego sprawy. A zatem w każdym z nas jest coś z filozofa. W jednym mniej, w drugim więcej. Zdarzenia życiowe powodują, że w moim działaniu jest coraz więcej głębokiej świadomości celu. Ludzie, którzy dobrze mnie znają, wiedzą jednak, że jestem zdecydowanie człowiekiem czynu, a nie człowiekiem nadużywającym tego, co nazwałem rozważaniem. Zatem staram się rozważać tyle, by działać racjonalnie, mądrze, świadomie i odpowiedzialnie…

– Przejdźmy do spraw giełdowych. Ostatnie tygodnie to okres zmian. Jak pan się w tym odnajduje?
– Tak jak wspomniałem, zmiana jest rzeczą jak najbardziej naturalną. Trzeba to zrozumieć. Nie ma nic na zawsze. W życiu pełnimy różne role, ale one są czasowe, tak jak i całe nasze życie. Otoczenie, zarówno gospodarcze, jak i społeczne, w którym funkcjonuje GPW, zmienia się dość istotnie. Mnie interesuje, w jaki sposób w ten proces można się aktywnie włączyć – jako obywatel i jako manager. Ja działam na obu tych polach. Jako obywatel sformułowałem i upowszechniam pojęcie Społecznej Odpowiedzialności Obywatelskiej. Jako manager staram się budować wartość GPW, nie tylko jako spółki, ale także jako ważnego elementu gospodarki. Nie tylko rynku kapitałowego, ale właśnie gospodarki. I moim marzeniem jest współuczestniczenie i osiągnięcie ambitnego celu, jakim jest integracja gospodarcza regionu Europy Centralnej i uczynienie go ważną częścią gospodarki europejskiej.

Polska powinna odegrać w tym procesie kluczową rolę, a środowisko polskiego rynku kapitałowego – czy szerzej, finansowego – powinno być jednym z najważniejszych driverów tej integracji. To pozwoli nam, krajom Europy Centralnej, zaistnieć na globalnej mapie gospodarczej. Nie chodzi o ambicje ponad miarę – chodzi o ambicje na miarę naszych możliwości. A możliwości mamy. Tylko nie kłóćmy się – pokażmy, że optymizm, szacunek, ciężka praca to nasze cechy. Cechy, które pozwolą na osiągnięcie dużo lepszych rezultatów niż swary. To także misja dla was, ludzi mediów. Pracujmy nad tym wspólnie. Niech pierwsze strony gazet czy portali internetowych nie karmią nas sensacjami i skandalami – pokazujmy dobre przykłady, twórzmy dobrą atmosferę. W świecie mediów elektronicznych, gdzie informacje rozprzestrzeniają się w mikrosekundach, trzeba postępować ze szczególną odpowiedzialnością. Media przecież pełnią ogromnie istotną funkcję wychowawczą.

– A wracając do finansów i gospodarki…
– Nasze działania muszą mieć głęboki sens. Dlatego ja nie mówię o centrum finansowym, ale sięgam dalej. Mamy budować nowocześnie zintegrowane, ale też otwarte i szczęśliwe społeczeństwo. Do tego potrzebna nam silna, innowacyjna gospodarka. Branża usług finansowych jest jednym z najważniejszych elementów tej gospodarki, mającym jednocześnie kluczowe znaczenie wpływające na jej kondycję. Nie jest samotną wyspą, która stanie się centrum finansowym regionu bez całej reszty. A zatem celem zasadniczym powinno być szczęśliwe społeczeństwo. Gospodarka – ale nie tylko gospodarka, bo także całe mnóstwo innych aktywności – to sposób na zaspakajanie podstawowych potrzeb ludności (podstawowych w sposób bezpośredni, a tych innych w sposób pośredni). Finanse to z kolei narzędzie niez­będne do sprawnego funkcjonowania wszystkich aktywnoś­ci gospodarczych.

– Dużo w tym wszystkim myślenia makroekonomicznego.
– Tak, bo staram się zaprezentować sposób myślenia jakim się kieruję. Właśnie zrozumienie sposobu myślenia jest kluczowe do zrozumienia działań i ich oceny. Sądzę, że to ważniejsze niż opowiadanie, ile debiutów mieliśmy na GPW w roku 2012, a ile nas czeka w 2013 r. Statystyki i opisy faktów historycznych są szeroko dostępne – ja staram się szanować czytelnika i przedstawiać to, czego nie znajdzie w tabelkach z liczbami. Zwłaszcza, że okres przełomu roku to czas licznych podsumowań i rankingów, przed którymi czasami nie wiadomo gdzie uciec.

– Pana kariera jest od 1994 roku związana z GPW.
– Faktycznie – poświęciłem naszemu rynkowi całe swoje zawodowe życie. To pozwala mi spokojnie myśleć o zarządzaniu Giełdą, nawet w tak niespotykanych okolicznościach, jak ostatnio. Kierując giełdą trzeba wykazywać się dużym opanowaniem i doskonale rozumieć wszelkie zależności, jakie wywołuje nasze działanie lub jego brak. To trochę takie pole minowe – błędny ruch może skutkować katastrofą. I to nie tylko katastrofą dla sapera. O ile pewne obszary funkcjonowania Giełdy mają charakter uniwersalny, to te najważniejsze są bardzo specyficzne i nie mają odpowiednika w Polsce. Sytuacja zewnętrzna też nie jest łatwa. Przekonały się o tym już inne giełdy, nawet te największe. Konkurencja ze strony nowych rozwiązań w zakresie obrotu instrumentami finansowymi połączona ze spowolnieniem gospodarczym lub recesją to nie jest komfortowa sytuacja dla giełd i domów maklerskich.

Procesy, jakie zachodzą na globalnym rynku obrotu instrumentami finansowymi, w ciągu najbliższych lat mogą istotnie zmienić klasyczny obraz giełdy. Wbrew pozorom, świat w tym obszarze zmienia się niezwykle dynamicznie i trzeba umieć się w tym świecie odnaleźć. Trzeba myśleć i działać odważnie,  współpracować z najlepszymi w branży w skali globalnej. Nie można zamykać się na swoim podwórku. Rynek obrotu instrumentami finansowymi jest już rynkiem prawie globalnym. Może powszechnie uważa się, że już teraz jest to rynek globalny, ale tak nie jest – najbliższe lata przyniosą takie rozwiązania, które w Polsce nie są jeszcze nawet przedmiotem dyskusji.

– Tu mnie pan zaskoczył.
– Tak reaguje większość ludzi, z którymi rozmawiam w Pols­ce. Ale to wynika z tego, że jesteśmy wciąż bardzo zamkniętym krajem, nawet w obszarze rynków finansowych. Innowacje nie docierają do nas tak, jak docierać powinny. Na najważniejszych międzynarodowych konferencjach, szkoleniach, spotkaniach branżowych dotyczących kierunków rozwoju rynków obrotu instrumentami finansowymi, nigdy nie widuję ludzi z naszego rynku. To trzeba zmienić. Musimy uczestniczyć w tym procesie zmian. Inaczej zawsze będziemy o krok za, a powinniśmy być przynajmniej w tym samym szeregu, a najlepiej krok przed.

– Czy możemy dzisiaj porozmawiać o tych kierunkach zmian?
– O kierunkach tak, a co do szczegółów to wkrótce – mam zasadę, że plany najpierw omawiam z interesariuszami, a potem dopiero publicznie. Co do tych kierunków zmian – przede wszystkim zmiana zasad kształtowania relacji z otoczeniem. Relacje te mają służyć dobrej sprawie. Będą służyć, jeśli będą partnerskie i oparte na pełnym wzajemnym szacunku. Ta dobra atmosfera ma doprowadzić do wspólnego, efektywnego rozwiązywania bieżących problemów i wspólnej pracy nad przyszłymi rozwiązaniami. Nie możemy marnować naszego cennego czasu (cennego także dosłownie) na spory i bezproduktywne kłótnie. Albo pracujemy i tworzymy, albo marnujemy czas. Lepiej, by strony dyskusji czy sporu szybko znalazły kompromisowe rozwiązania, niż wikłały się w długotrwałe konflikty, za które w efekcie płacą inwestorzy, emitenci i akcjonariusze.

Co poza zmianą w obszarze relacji? Na pewno sytuacja gospodarcza zawsze będzie miała pierwszorzędne znaczenie dla rozwoju rynków finansowych, ale nie mam wątpliwości, że driverem zmian jest i będzie technologia. Nie tylko dla rynków finansowych. Rozwój technologii jest motorem przemian w całej gospodarce i w sferze społecznej. Tak często eksponowane rozwiązania regulacyjne są wtórne. One po prostu muszą nadążać za zmianami, jakie wywołuje w naszym życiu technologia. To ona zmienia gospodarkę, zmienia nasze życie, nasze potrzeby i nasze możliwości. Myślę, że już niebawem zmieni również zasady funkcjonowania samej demokracji. Rozwój napędzany postępem technologicznym zmieni nasz świat bardziej niż to się powszechnie wydaje.

– Czemu to ostatecznie ma służyć?
– Tak jak powiedziałem zaraz po decyzji akcjonariuszy dotyczącej mojej osoby – giełda jest dla inwestorów, dla emitentów, dla gospodarki. Żeby tak było, rynek kapitałowy musi zaoferować podmiotom rynkowym sprawne i tanie usługi – pełne spektrum instrumentów finansowania gospodarki i alokacji kapitału, właściwą płynność, bezpieczeństwo prawne i operacyjne. To pomoże zbudować większy rynek i stworzy warunki do obniżania kosztów tych usług. To długoterminowe wyzwania. Tak, ale takie długoterminowe myślenie jest cechą zodiakalnych Wodników i Koni – w horoskopie chińskim. A ja jestem jednym i drugim. Mam wizję i nieskrępowane myślenie. I jestem niezależny. Skupię wokół giełdy najlepszych ludzi i będziemy to realizować.

– Mam nadzieję, że wkrótce wrócimy do tematów dotyczących przyszłości. A tymczasem porozmawiajmy jeszcze o teraźniejszości. Jest pan postrzegany jako człowiek szukający porozumienia – czy nie sądzi pan, że to może być poczytywane jako słabość?
– Co do słabości, dla mnie jej oznaką jest uciekanie się do rozwiązań siłowych, które oznaczają, że nie potrafimy szukać rozwiązań optymalnych, spełniających różne kryteria. Dlatego zdecydowanie wolę porozumienie niż konflikt. Jeśli mamy na coś poświęcać czas, to poświęcajmy na to, co buduje wartość, nie tylko materialną. Różnice zdań są rzeczą naturalną i nieuniknioną. Pytanie tylko, jak z tej różnicy wykreować dobry efekt. Uważam, że poprzez merytoryczną dyskusję i wzajemny szacunek stron. Oczywiście, są sytuacje, kiedy trzeba działać inaczej, kiedy nie ma wyjścia. Tylko tych sytuacji jest mniej. Niestety, często ludzie tworzą konflikty tam, gdzie nie powinno być na nie miejsca.

W swoim życiu wielokrotnie byłem w ogniu konfliktu i dokładnie znam jego smak. Wtedy najczęściej racjonalne myślenie ustępuje złym emocjom i rezultat bywa opłakany dla obu stron konfliktu. Zwycięstwa są tylko pozorne. W długim terminie konflikt niszczy obie strony, a przede wszystkim niweczy rezultat. Zapomina się, co jest sednem sprawy i kieruje się energię nie na znalezienie najlepszego rozwiązania, a na obronę i atak. Dlatego jes­tem zwolennikiem porozumienia. Zresztą w cywilizowanym świecie na tej zasadzie oparty jest cały system społeczny. Przy czym proszę mnie dobrze zrozumieć – porozumienie to nie zawsze kompromis, a już na pewno nie „zgniły kompromis”. Porozumienie to też przyjęcie jednego z antagonistycznych rozwiązań według wzajemnie akceptowalnych reguł. Przykładem tego są np. głosowania w parlamencie. Nie zawsze, a nawet bardzo rzadko dochodzi tam do jednomyślnych decyzji. Ale to wcale nie musi oznaczać konfliktu. Po prostu, decyzje zapadają według określonych zasad. I to jest też porozumienie. Choć najlepsze jest porozumienie oparte na zgodzie stron wynikającej ze zrozumienia argumentów.

– Będzie Pan w naturalny sposób porównywany do swoich poprzedników – prezesów Rozłuckiego i Sobolewskiego.
– I bardzo dobrze – wyzwania są potrzebne i trzeba się z nimi dzielnie mierzyć. Porównania z poprzednikami będą więc prowadzone, choć nie sądzę, by z tych porównań wynikała jakaś istotna wartość dodana. Ale takie jest prawo komentatorów i obserwatorów. Gdybym miał coś doradzać – z tych porównań trzeba czerpać wiedzę, co można zrobić lepiej. Ale te porównania nie mogą paraliżować działań. Prezes Rozłucki to swoista legenda. Współpracowałem z nim bezpośrednio przez 12 lat i to on mnie uczył giełdy. Tak jak na debiucie Alior Banku Wojtek Sobieraj powiedział, że bankowości nie uczył się w SGH, ale od Józefa Wancera, tak ja mogę powiedzieć, że giełdy nie nauczyłem się w SGH, ale właśnie od prezesa Rozłuckiego. I mam nadzieję, że nadal będę mógł czerpać z jego mądrości. Z kolei z prezesem Sobolewskim na Giełdzie współpracowałem przez 6 lat. Mieliśmy odmienne poglądy na wiele spraw i inne podejście do otoczenia, ale to tworzyło też zdrową atmosferę dyskusji wewnątrz firmy. Różnica myślenia jest dobra – prowadzi do lepszych rozwiązań. Ale na zewnątrz firmy nie powinna być prezentowana. Firma ma prezentować jasną i spójną wizję, uzgodnioną czasami w ogniu wewnętrznej dyskusji.

– A co będzie dalej na GPW? Czy przewiduje pan zmianę metod zarządzania?
– Uważam, że – niezależnie od instytucji, oczywiście z pewnymi wyjątkami, automatycznie stosowana zasada kontynuacji metod kierowania nie zawsze jest najwłaściwsza. Nie należy nikogo naśladować, należy czerpać z najlepszych wzorców i budować własny styl, najbardziej odpowiedni do organizacji, jej celów i naszych predyspozycji, budować go wspólnie z najlepszymi współpracownikami. I ja tak będę postępował, niezależnie, co i gdzie będę robił. Zawsze będę starał się właś­ciwie definiować cele, nie tylko stojące przed organizacją, ale także przed jej interesariuszami, i konsekwentnie je realizował stosując podejście „agile”. Do tego potrzebna jest ciężka praca i umiejętność tworzenia prawdziwego zespołu ludzi, który będzie potrafił wyzwolić najlepsze cechy swoich członków. Praca z właściwymi ludźmi i szacunek wobec nich, to jedna z moich dewiz. Sukces organizacji nie bierze się z pracy jednej tylko osoby. Sukces buduje umiejętnie kierowany zespół.

– A jak pan widzi w kierowaniu Giełdą rolę mediów? Prezes Sobolewski był jej twarzą.
– Giełda ma być sprawną, nowoczesną instytucją, pozwalającą na skuteczne realizowanie stawianych jej celów. Do tej sprawnej realizacji celów potrzebne są właściwe relacje z otoczeniem. Przede wszystkim, z partnerami biznesowymi, w szczególności domami maklerskimi i emitentami oraz inwestorami. I to tam powinien koncentrować się wysiłek osób zarządzających Giełdą. Media muszą być traktowane równo i poważnie. Należy wspólnie z mediami budować nowoczesne formy przekazu informacji i edukacji, dostosowane do zmieniających się oczekiwań i możliwości technicznych. Giełda powinna współpracować z mediami tak, by wspólnie dawać odbiorcom to, co ważne. W moim rozumieniu, Giełdzie nie jest potrzebna kolejna twarz w sensie ludzkim. Giełdzie potrzebna jest twarz profesjonalnej, godnej zaufania instytucji. Zarząd powinien więcej koncentrować się na pracy, biznesie, budowaniu i realizowaniu strategii, tworzeniu wartości dla akcjonariuszy i warunków rozwoju biznesu dla otoczenia, w jakim funkcjonuje. A więc mniej PR, zwłaszcza na poziomie zarządu, więcej pracy i biznesu.

Docenianie korzyści z dużej liczby małych spółek, ale znacznie więcej wysiłku na przyciąganiu na rynek kapitałowy spółek dużych, na budowaniu płynności. Zdrowy rynek musi koncentrować się przede wszystkim na biznesie. Bez niego nie będzie możliwa realizacja misji. Nie oznacza to, że misji nie uważam za ważną. Jest ogromnie ważna. Ale trzeba ją realizować inaczej. Nie poprzez koncentrowanie się wyłącznie na niej. Musi być równowaga. Giełda, domy maklerskie, kancelarie prawne – to wszystko są przedsiębiorstwa komercyjne. Muszą przede wszystkim zarabiać, by trwać i się rozwijać. I to jest naturalna droga rozwoju. Jeśli biznes będzie dobrze się rozwijał, to misja będzie realizowana niejako przy okazji. Jeśli podmioty gospodarcze będą myślały przede wszystkim o misji, to przepadną. Bo nie działają w próżni. Działają na rynku bardzo konkurencyjnym i niemal globalnym.

– W jednym z wywiadów powiedział pan, że to jest łączenie ognia z wodą.
– Tak, bo Giełda to spółka z misją, która musi jednocześnie sprostać wyzwaniom wolnego rynku. Mój sposób na to połączenie ognia z wodą to właśnie rozwój biznesu dla całego rynku, który ułatwi realizację misji. Tylko rynek zrównoważony będzie rozwijał się właściwie w długim terminie.

– Rok 2013 nie zapowiada się w gospodarce najlepiej. Jej efektem może być nadal słaba koniunktura na rynku giełdowym.
– Polska gospodarka rozwija się wolno, ale ciągle się rozwija. Koniunktura giełdowa mierzona wzrostem indeksów w 2012 r. nie była jednak zła – wprost przeciwnie. WIG20TR wzrósł o 28,7 proc. To doprawdy rewelacyjna stopa zwrotu. W powszechnej świadomości jest jednak zupełnie coś innego. A liczby nie kłamią. Proste inwestowanie w najlepsze spółki dało świetnie zarobić. Nie śmiem przewidywać, co będzie dalej, ale wiadomo, że inwestorzy giełdowi świetnie przewidują przyszłość i to z dużym wyprzedzeniem.

– Panie prezesie, zaczynaliśmy od wspomnień sprzed roku i o pana czterech pasjach. Rozmowa jednak skoncentrowała się głównie na obszarze zawodowym. Ostatnie zatem pytanie – co teraz z pana pozostałymi pasjami? Podróżami, sztuką, poezją?
– W życiu są takie chwile, że trzeba dokonywać wyborów. Giełda zawsze była priorytetem, teraz jest tym bardziej.

Co lubi Adam Maciejewski?

Zegarki – nadal nie nosi, woli oryginalne, mocne bransolety
Pióra – przestał używać na korzyść długopisów – nie przywiązuje wagi do marki, a jedynie do solidności i funkcjonalności
Ubrania – jest wierny Vistuli w wersji Lantier, ale jeśli tylko może, zrzuca garnitur
Wypoczynek – najchętniej dzikie i odludne miejsca (dżungla, pustynia, sawanna, góry…), z plecakiem i namiotem lub w samochodzie terenowym
Kuchnia – zdecydowanie włoska i polska
Restauracje  – zmieniają się, ale z warszawskich lokali ciągle „Pod Gigantami” i „Restauracja Polska Różana”, a od niedawna „Concept 13” na ostatnim piętrze domu towarowego Vitkac
Samochód  – w Europie Audi A6. Jeśli ma okazję, to w USA Ford Mustang i Dodge Challenger