200 mln widzów

3

Jak finansista stał się filmowcem?
Finansistą w ścisłym tego słowa znaczeniu nie byłem nigdy. Skończyłem co prawda finanse i bankowość w warszawskiej SGH, ale od zawsze pociągał mnie bardziej kreatywny biznes. Dlatego od początku studiów prowadziłem firmę zajmującą się grafiką użytkową. Byliśmy podwykonawcą agencji reklamowych do 2002 roku, kiedy sprzedałem tę firmę. Przygodę z nurkowaniem zacząłem od robienia zdjęć, następnie pojawił się magazyn o nurkowaniu, który wydawałem przez dziewięć lat. Równolegle z magazynem otworzyłem biuro podróży dla osób nurkujących. Nurkowanie więc stało się trzonem kilku biznesów. Biuro podróży istnieje do dziś.

Łączenie pasji z zarabianiem pieniędzy jest najszczęśliwszą kombinacją, jaka może się nam przytrafić.
Tak. Miałem dużo szczęścia w życiu, bo pierwsza praca też była moim hobby. Początek lat 90. był pod tym względem zupełnie niesamowity. Gdy umiało się coś robić, łatwo taką umiejętność się monetyzowało. Kreśliłem coś na komputerze i to wkrótce stawało się towarem…

Ktoś stojący z boku, oglądający efekty pana pracy, może zazdrościć panu wiecznych wakacji.
To zapraszam na plan filmowy. Dopiero na nim można się przekonać, że nie jestem na wakacjach. Każdy, kto ma doświadczenie wyniesione z pracy na planie zdjęciowym, produkcji jakiegokolwiek filmu, wie, jaka to jest ciężka harówka. Poza tym filmowanie dzikiej przyrody jest bardziej nieprzewidywalne i trudniejsze niż produkcje fabularne. Na planie moich filmów nie da się zaplanować światła ani przygotować aktorów. Duże stacje telewizyjne dysponują czasami budżetami na kilka miesięcy, pół roku, by czekać na to jedno ujęcie.

Praca na planie pańskich filmów przypomina spektakl, w którym ciągle się czeka na swoje wejście, ale też ma swoją specyfikę, m.in. poważne wymagania sprzętowe.
Z tą różnicą, że to ja czekam na swoich „aktorów”, aż łaskawie przypłyną i wpłyną w zasięg moich obiektywów. Swoją pracę traktuję bardzo poważnie, bo zainwestowałem sporo czasu i sprzętu. Jestem związany z firmą RED i używam takiej samej kamery co Peter Jackson podczas kręcenia „Hobbita”. Technika stała się na tyle przystępna, że mogę używać takiej kamery. Oczywiście, nie mam takiego budżetu jak on, ale świetny sprzęt trafił pod strzechy.

7A3S2571a
Co pana najbardziej kręci w tej pracy?
Wyzwania. Przed przystąpieniem do kolejnego projektu tworzymy scenariusz. Nie tak dokładny jak w fabule, ale zarysowy, nakreślający, co chcielibyśmy pokazać i jak. Poprzednia produkcja „Magia wielkiego błękitu” miała siedem odcinków, bo prezentowała materiał filmowy pochodzący z siedmiu kontynentów. Obecna będzie miała sześć odcinków. To są duże produkcje, obejmujące pięć–sześć godzin materiału. Z ujęć, które finalnie otrzymujemy, jak z plasteliny lepimy końcową opowieść. Aktorzy nie wypowiadają swoich kwestii, nie ma ani dialogów, ani monologów. Rekin może być więc przyjazny lub wrogi. Fajne w tej pracy jest to, że ostatni etap produkcji jest bardziej elastyczny, można go poddać odpowiedniej obróbce według wizji i koncepcji.

Produkujecie dla Discovery. To wielki zaszczyt i wyróżnienie?
Robiłem wcześniej zdjęcia dla „National Geographic”. Kiedy wydałem album „Wielki błękit”, doszedłem do wniosku, że zrobiłem wszystkie zdjęcia, które chciałem. I przyszła pora na większe wyzwanie. Discovery jest światową marką, bardzo znaną, i zgadzam się, że to jest zaszczyt dla niej pracować.

Kamera oddaje klimat i kolory podwodnego świata?
Obiektyw nie przekazuje barw i atmosfery do końca. Ten świat jest zdecydowanie lepszy w naturze. Podwodne środowisko jest, niestety, niewdzięczne dla optyki. Widoczność jest ograniczona do 20–30 metrów. Na dodatek na głębokości 30 metrów wszystko jest zielononiebieskie. Przekładając to na obraz filmowy, wszystko robi się płaskie i mało plastyczne. Na żywo wygląda znacznie lepiej.

Powodzenie produkcji przełożyło się na sukces finansowy?
Robimy drugą serię, mamy w planach trzecią i czwartą. Na podstawie naszych doświadczeń możemy stwierdzić, że to jest opłacalne. Trafiłem w dobrym czasie na odpowiednich ludzi, którzy pokierowali surowym materiałem, jakim dysponowałem, i razem zrobiliśmy finalny produkt nadający się do pokazania w 78 krajach. Moje filmy obejrzało na całym świecie ponad 200 mln ludzi. Moi wspólnicy ustalili, że nasze filmy są najczęściej oglądaną polską produkcją telewizyjną na świecie.

Szkoda, że widzowie Discovery nie mają świadomości, że to jest produkt polski…
Nie, nie mają. Mamy inną konwencję niż np. w serii „Błękitna Planeta”, gdzie jest narrator i można go utożsamiać z krajem pochodzenia. Nasze filmy są w tym świetle międzynarodowe. Narracja jest w lokalnych językach i każdy widz może się wczuć w rolę prowadzącego. Z punktu widzenia producenta  jest to duży plus. Osobiście znacznie lepiej czuję się, gdy pracuję za kamerą niż przed obiektywem.

Patrząc na warunki, w jakich pan działa, wydaje się, że jest to praca niebezpieczna.
Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Najczęściej mówi się o rekinach jako zwierzętach najbardziej niebezpiecznych. Przy każdej okazji staram się obalać ten mit. One nie polują na ludzi. Wypadki, owszem, się zdarzają, ale dotyczą one w 90 proc. surferów, których rekiny mylą z fokami. Prowadziłem magazyn o nurkowaniu i proszę mi wierzyć, że ofiar rekinów na świecie jest około 10 rocznie. Nie słyszałem o przypadku, aby rekin zaatakował pod wodą nurka. Dla nich jesteśmy nieznajomo wyglądającymi stworami emitującymi dziwne sygnały. Aby nakręcić scenę z ożywionymi rekinami, trzeba je często do tego zachęcić albo wręcz sprowokować.

Niebezpieczne pod wodą nie są jednak jedynie rekiny.
Tak, są zwierzęta groźniejsze od rekinów. Najbardziej niebezpieczne są małe jadowite stworzenia, meduzy i ośmiornice. Pociechą jest to, że one nie atakują, tylko się bronią. Z moich doświadczeń wynika jednak, że to nie zwierzęta stanowią niebezpieczeństwo, tylko prądy, które mogą ponieść nas 20 km od miejsca nurkowania, co niestety może się skończyć tragicznie.

7A3S1455aMa pan swoje ulubione akweny?
Uwielbiam rejony, które są położone z dala od cywilizacji, jak Papua-Nowa Gwinea, archipelag Galapagos, Antarktyka. To są miejsca unikalne, zarówno na lądzie, jak i pod wodą.

Bałtyk w tym kontekście to nudziarstwo.
Nie zgadzam się. Bałtyk jest superatrakcyjny dla tych, którzy lubią nurkować, aby oglądać wraki. Nasze morze to ogromne cmentarzysko podwodne, chimeryczne ze względu na pogodę i mroczne. Z uwagi na to, że Bałtyk ma słabe zasolenie, świetnie przechowały się w nim drewniane wraki, które są ogromną atrakcją dla nurków.

Pod wodą spędził pan już kilka miesięcy?
Dokładnie nie wiem ile, ale ze cztery, bo ponad 3 tys. godzin.

Najbliższe miesiące zapowiadają się pracowicie.
10 sierpnia lecę na Filipiny, by kręcićzdjęcia do kolejnej serii. Na plan filmowy wybieram się zawsze sam. Na miejscu wynajmuję łódź i lokalnego przewodnika. Zdjęcia trwają od wschodu słońca i często kończą się nocnym nurkowaniem. W Polsce, po powrocie, w postprodukcji bierze już udział większy zespół profesjonalistów, gwarantujący najwyższą jakość produktu.

Co lubi Darek Sepioło?

DS

Zegarek IWC, wspierający fundację Galapagos
Wypoczynek na nartach we włoskich Dolomitach
Kuchnia „Polska: schabowy, ziemniaki i mizeria. Staram się nie jeść tego, co fotografuję”.
Samochód audi
Hobby tożsame z pracą